14.NAP

14.NAP

W życiu są pytania, na które nie potrafimy odpowiedzieć albo na które odpowiedź jest po prostu niemożliwa. Na przykład: kto jest większym chujem, Havas Henrik czy Hajdú Péter?

 

 

Nie ma dobrej odpowiedzi, bo obaj są wstrętnymi kutasami, a miernik kutasa nie wykazuje w ich przypadku nawet minimalnej różnicy.

Ale kiedy chodzi o nas, sprawa wygląda zupełnie inaczej. Niemal w każdej chwili życia stajemy przed serią pytań wymagających decyzji i, niestety, w większości przypadków podejmujemy złe decyzje albo ktoś podejmuje je za nas.

Samotność, psujące się związki, znienawidzona praca, obecny styl życia, nasze nieznaczące miejsce w społeczeństwie albo poczucie, że takie zajmujemy - wszystko to jest skutkiem błędnej decyzji albo złej odpowiedzi. W ostatnich dniach zwątpiłem. Zadałem sobie pytanie: czy warto zajmować się całym tym trenowaniem? Jakiego zbawienia się po nim spodziewam? Czy odpowiedzią na moje obecne problemy ma być to, że będę lepiej wyglądał, będę miał więcej dziewczyn i będę miał przewagę nad niejednym człowiekiem? To iluzja, przyjaciele, ulotny blask. Oparcie na tym czegokolwiek byłoby fatalnym błędem, który prowadzi do ciemnej, głębokiej przepaści i pewnego nieszczęścia. To po co w takim razie to robimy, jaki to ma sens? Niech każdy sam sobie poukłada odpowiedzi i motywacje albo przeczyta ten artykuł w poszukiwaniu odpowiedzi. Ten czas można spędzić inaczej, może nawet pożyteczniej, ale na pewno nie zdrowiej. Ale zresztą. Jaki większy sens ma cokolwiek w życiu, jeśli podzielimy je na części i przyjrzymy się temu, czym akurat się zajmujemy?

W 2009 roku jeden z moich znajomych realizował podobny program. Otwarcie przygotowywał się wtedy na lato, a szczególnie na Sounda. Siłownia, bieganie, stukanie po 100 km na rowerze. Nawiasem mówiąc, w jego życiu ten okres uchodzi za największy życiowy przełom. Nadeszły cztery dni Sounda: wyrzeźbione mięśnie, sportowa sylwetka, wszystko, czego trzeba, miał już za sobą, i czekał na coś w zamian za treningi. Mijały dni, tygodnie, ale nic się nie działo. Co prawda całował się z dwiema dziewczynami, ale potrafi to każdy frajer z Schönherz po piątym piwie. Zwłaszcza po czterech dniach festiwalu. Chłopak był kompletnie załamany. Akurat ćwiczyliśmy na siłowni, widzę po nim, że coś jest nie tak, pytam: co z tobą, wyglądasz na kompletnie rozbitego (psychicznie). Mówi, że ma dość treningów, że to wszystko jest do dupy, że Sound nie wyszedł tak, jak sobie wyobrażał, i że cały ten rok jak dotąd jest rozczarowaniem. Mówię mu: ty idioto, nie będziesz miał więcej dziewczyn ani lepszego życia dlatego, że tu ćwiczysz, tylko dlatego, że masz odpowiednie podejście. Nie trzeba do tego trenować, to tylko zewnętrzne potwierdzenie tego, że jesteś w dobrej formie psychicznej. Treningami możesz zaimponować co najwyżej tanim dziwkom, ale po co ci takie. A teraz ten chłopak jest dyrektorem w finansach, ma samochód klasy A, a ja śmieję się, jak uganiają się za nim kobiety polujące na status. Wszystko zależy od podejścia. 

Mój 14. dzień wypadł w weekend, a konkretnie w niedzielę. Nie lubię chodzić na siłownię w weekendy, nie wiem czemu, w niedzielę jakoś tak czuć w powietrzu ten klimat dnia wolnego. Udało mi się odespać wczorajszą rzeźnię, śpiąc na luzie 9 godzin. O czwartej spotkanie z resztą na Oktogonie, a gdzie indziej jak nie przed Burger Kingiem, więc wygląda na to, że musiałem odpowiednio zaplanować trening.

Dziś trening nóg. To jedyny dzień, kiedy ćwiczę wyłącznie na maszynach, z których korzystają tylko kobiety. Jeśli człowiek spędza w jednym miejscu dłuższy czas, zaczyna zauważać pewne rzeczy. Coraz częściej widzę, jak bez pojęcia ludzie trenują, bez żadnej podstawowej wiedzy. A przecież wokół każdej formy treningu, a zwłaszcza treningu siłowego, rozwinęła się osobna dziedzina nauki, a on sam stał się jedną z najbardziej świadomie uprawianych aktywności. Zresztą widzę w tej dziedzinie ogromne możliwości. Trening minął błyskawicznie, bo w cieplejszych miesiącach roku dużo jeżdżę na rowerze po górach, więc mam mocne nogi i bez problemu zaliczam dni nóg, ćwicząc z większymi ciężarami niż przeciętnie. Pomyślałem sobie: przecież mocne nogi są niezbędne przy większości ćwiczeń na brzuch i zwykłych ćwiczeń. 

Minęło trochę czasu, Ákos przyjeżdża po mnie i jedziemy na Oktogon. Docieramy 15 minut po czasie, poza Csabim nie ma żywej duszy. W sumie słusznie, Dave mieszka tylko 2 minuty od Oktogonu, żadna różnica. Telefony: kto, kurwa, gdzie jest? Pityu przyjechał do mnie, bo tylko u mnie może zaparkować, Laci jest u Dave’a, a gdzie jest Gabriele?

„Ooo kurwa, nie dam rady przyjść, od dwóch godzin szukam telefonu i gdybyście do mnie nie zadzwonili, nigdy bym się nie dowiedział, że jest w pralce. Wrzuciłem go tam razem ze spodniami”. Mówimy o człowieku po prawie.

O wpół do piątej zbieramy się i ruszamy w sześciu. Teraz następuje dla mnie najbardziej niewiarygodne wydarzenie dnia: Laci, który moim zdaniem zarabia najwięcej z nas, zostawia swoje A6 i jedzie firmowym autem Dave’a, bo Dave i tak ma benzynę za darmo, a on może dzięki temu zaoszczędzić na paliwie. Rozumiecie? A6! No nieważne, docieramy do Kőbánya, komplet… Ale lipa. Nie ma wyjścia, jedziemy do Mogyoród. Nie będę już przedłużać, bo nie mogę się doczekać, żeby napisać, że pojechałem jak huragan. Wygrałem całość, co jest tym fajniejsze, że wszyscy mają prawo jazdy od co najmniej 10 lat, a ja mam je znacznie krócej, bo w ogóle go nie mam. HAHAHAHAHA.

  1. Bence 24,287 2. Ákos 24,893 3. Dave 25,120 4. Laci 25,259 5. Greguss 25,328 6. Pityu 26,156

  O gokartach dodam jeszcze tyle: mnie i Gregussa wyprosili, bo rozszarpaliśmy tapicerki i maszyny, konkretnie zaczęliśmy urządzać sobie jazdę samochodzikami. (Wiedzieliście, że jeden gokart to 1 Mihály?) Zanim dotarliśmy do centrum, zaczęły mnie boleć kręgosłup i nadgarstek, a biodro zrobiło mi się całe sine. Tak, taki jest fizyczny efekt 32-minutowej jazdy.

Dla mnie wieczór kończy się tutaj, już w okrojonym składzie. Jutro bieganie, a potem podsumowanie drugiego tygodnia i analiza zmian. A tymczasem trochę technicznego materiału o treningach...

[youtube-embed-wide id="Elifbnp5W8g"]  

Wstecz: Blog