38.nap
Kolejna dobra wiadomość dla węgierskiego rządu i komisji budżetowej: saldo budżetu znów się poprawia. Linda Zimány przeprowadziła się do Eindhoven do Balázsa Dzsudzsáka, czyli miejmy nadzieję, że przez jakiś czas nie będzie pobierać zasiłku dla bezrobotnych. No cóż, tak pięknych i bezinteresownych związków, które nie opierają się na pieniądzach, jest niewiele, więc złóżmy im i przy tej okazji gratulacje. Jedno pytanie, zanim przejdziemy dalej. Jak długo można utrzymywać się z prostytucji na najwyższym poziomie?
Mój tydzień przygotowawczy po przerwie w dostawie prądu trwa dalej. Nadszedł też dzień treningu B na siłowni, czyli trening pleców. Czuję, że wróciłem już do 70-75% formy, a siła coraz lepiej mi wraca. Nadal wykonuję treningi na siłowni z mniejszymi ciężarami, przynajmniej taki był plan, dopóki nie zacząłem ćwiczyć. Chciałem robić ćwiczenia z ciężarem mniejszym o co najmniej 2 stopnie niż przed grypą, ale już w pierwszej serii poczułem, że mam w sobie o wiele, wiele więcej siły, niż wcześniej zakładałem. Znów pojawiła się ta typowa sytuacja, w której muszę świadomie panować nad sobą, bo nadal nie mogę obciążać się jak mi się podoba. Nawet jeśli nie stanie się to w każdej chwili, łatwo mogę znów podupaść na zdrowiu. Tak wyglądał mój trening, zgodnie z koncepcją „przed i po”.
Ponieważ to wyjątkowy tydzień, treningi wykonuję w spokojniejszym tempie. Nie robię treningów cardio, więc mogę swobodniej rozplanować treningi na siłowni i zachować więcej odpoczynku między dniami treningowymi. Mój plan treningów w tygodniu przygotowawczym wygląda następująco, zapomniałem o tym napisać. Tydzień nadal liczy 8 dni.
.png)
Jest tu jednak jeszcze coś. Mam już cholernie dość dietetycznych posiłków. Jest na to świetne lekarstwo: olać to, tak już jest, trzeba robić swoje. Jeśli dobrze liczę i nic nie stanie na przeszkodzie, zostało mi jeszcze 36 dni. A mówiąc dokładniej, nie mam dość dietetycznych posiłków, tylko tego, że muszę sprawdzać, co i kiedy mogę jeść. I muszę przyznać, że bardziej niż czegokolwiek innego pragnę już pizzy albo makowego deseru. No i co z tego? Strasznie pragnę też Audi A5, ale nic mi to nie dało. Zwłaszcza że wczoraj w cukierni mojego znajomego odbyło się małe spotkanie towarzyskie, czyli otaczały nas niewyobrażalne ilości marcepanu, wszelkie możliwe torty i kawałki ciasta. Jeśli dobrze liczę, jestem na diecie od 51 dni, z minimalnymi odstępstwami z powodu grypy i zęba. A teraz spędziliśmy kilka godzin w cukierni, z możliwością jedzenia bez ograniczeń. Takie sytuacje trzeba przetrwać. Mnie poszło gładko, ale nie powiem, żebym nie patrzył z miłością na kawałek tortu Esterházy. Przy rzucaniu palenia najtrudniejszy był pierwszy papieros, którego nie zapaliłem po imprezie, pierwszej partii pokera i pierwszym seksie. O papierosach po posiłkach, w stresujących sytuacjach i przy piwie z kumplami nawet nie wspomnę. Jeśli wyjdziecie z takich sytuacji zwycięsko, powinno wam to dać takiego kopa i tyle siły, że później nie polegniecie już na codziennych drobnych potknięciach. Oczywiście dotyczy to też jedzenia, tak jak w moim przypadku tej wyprawy do cukierni.
Ale żeby nie tylko mnie przypadła cała nieprzyjemność, proszę, oto filmik. Ekipa jest świetna, osobiście najbardziej podoba mi się dzieciak w czerwonej koszulce Reebok, ale wszyscy są niesamowici, a muzyka też rozwala. To leciało, kiedy pisałem ten wpis, no i oczywiście program Eve „Co mam dziś wieczorem na siebie włożyć?”.

.jpg)