Dzień ładowania

A Töltőnap

tumblr_lvaefiVgg11qh5grto1_500_large.jpg

Nie bardzo chciałem poruszać na tym blogu tematu dnia ładowania, bo rozmowa z kobietą o dniu ładowania jest jak wysłanie faceta w związku do słynnej puszczalskiej, żeby obejrzeli film. Podstawą ukończenia programu z sukcesem jest przestrzeganie posiłków i jedzenie tego, co, kiedy i jak zostało opisane. Na Formspring jakaś dziewczyna (a któż by inny) napisała mi, że 35. dnia programu zjadła dwa naleśniki z twarogiem i zżera ją poczucie winy, więc pyta, czy przez to zaprzepaściła swoje postępy. Największy problem z takimi odstępstwami od diety jest taki, że uruchamiają procesy, które niczym lawina zrujnują twój program, a najczęściej nie da się już nic na to poradzić. Najlepszym przykładem są palacze, którzy rzucili palenie pół roku, dwa lata, pięć lat temu, nieważne kiedy: jeśli zapalą choć raz, na 100% znów wpadną w nałóg, choć mówimy tylko o jednym cholernym papierosie, a przecież w ciągu kilku dni zrobią się z niego całe paczki. Z dietą jest dokładnie tak samo. Jedno odstępstwo od diety to tylko jedno odstępstwo i samo w sobie nie stanowiłoby żadnego problemu. Problem w tym, że zaraz po nim przyjdzie kolejne żarcie byle czego i myśl: „Jeszcze jedno nie zaszkodzi”. Ale skoro raz zaszkodziło, to następnym razem też się na to zgodzimy, i oto dochodzimy do momentu, z którego nie ma już odwrotu. A to dopiero psychiczna część procesu - o ciele jeszcze nawet nie mówiliśmy. O ile możemy kontrolować umysł, o tyle instynktowne żądania ciała potrafią być naprawdę wyniszczające, więc oprócz psychicznego załamania czeka nas jeszcze czynnik fizyczny, który sprawi nam kilka niemiłych chwil...   

tumblr_lzz8yys8zU1rn1vdbo1_500_1.jpg

Początek diety jest najgorszy, bo ciało przyzwyczaiło się do określonego rytmu i stylu życia. Dostawało mnóstwo węglowodanów, a ośrodek endorfin otrzymywał tyle cukru, ile zaspokajało nasze hedonistyczne potrzeby. To pradawny instynkt gromadzenia zapasów. Kiedyś rzeczywiście go potrzebowaliśmy, ale dziś nie musimy bez przerwy się objadać w obawie, że kiedyś zabraknie jedzenia i umrzemy z głodu na placu Blaha Lujza. Nasze ciało będzie więc protestować przeciwko mniejszej ilości węglowodanów, co oczywiście obniży też nasz poziom energii. Do tego dojdzie jeszcze detoksykacja wywołana zdrowym jedzeniem, przez którą będziemy się czuć cholernie fatalnie. Po pewnym czasie jednak ciało zorientuje się, że sytuacja się zmieniła i nie ma już nieograniczonej ilości jedzenia, po czym zareaguje, spowalniając metabolizm i przełączając się w tryb gotowości, by przygotować się na trudniejsze czasy. 

Nasz organizm wyczuwa więc, że nie będzie w stanie pokryć dziennego zapotrzebowania na energię z tego, czym do tej pory się żywił, i zaczyna sięgać po zapasy, które właśnie po to gromadził na takie okresy. Dlatego cały czas moglibyśmy jeść bez końca, bo nasz organizm zawsze chce, żebyśmy dostarczali więcej kalorii, niż wynosi podstawowa przemiana materii, tak żeby miał skąd czerpać w okresach niedoboru jedzenia. Dlatego tak cholernie trudno utrzymać wagę. Metabolizm zwalnia i próbuje zamienić wszystko w energię, dlatego tak piekielnie trudno schudnąć z tłuszczu: organizm wtedy wszystko dokładnie rozważa i nie marnuje energii, chyba że zostanie do tego zmuszony. Możemy to osiągnąć wyłącznie poprzez nieustanne przestrzeganie diety i właśnie tu tkwi sedno…

tumblr_lzza0toCXg1rqu0f6o1_500.jpg

Dzień ładowania, powtarzam: DZIEŃ, a nie tydzień ani kilka dni, tylko dzień ładowania, właśnie teraz wchodzi do gry. To znaczy, że tego dnia powinniśmy zjeść 1-2 posiłki o podwyższonej zawartości węglowodanów, które w innym przypadku byłyby zakazane podczas programu. Najlepiej sprawdzi się jakiś makaron, ziemniaki (ale nie smażone ani krokiety), płatki kukurydziane albo nawet pita do gyrosa. Jednak w dni ładowania cukier w jakiejkolwiek postaci jest surowo zabroniony, więc do tych 2 posiłków nie będą się zaliczać placuszki z twarogiem ani chleb z dżemem. Tymi 2 posiłkami w CIĄGU DNIA oszukujemy organizm, bo wtedy myśli, że znowu jest Disneyland, pora sucha się skończyła i ponownie przyspiesza dotąd spowolnione procesy metaboliczne, a także przyspiesza spalanie tłuszczu i odchudzanie. No tak, ale mówimy tylko o JEDNYM DNIU, po którym kontynuujemy dietę jak zwykle, czyli jemy z deficytem kalorycznym. Organizm się rozkręca, odchudzanie znowu rusza jak wiatr, dając nam nowy impuls do dalszej utraty wagi. Oto czym jest dzień ładowania - jedna z najprzydatniejszych i najskuteczniejszych sztuczek, jakich możemy użyć, żeby rozkręcić odchudzanie i metabolizm. Ale jak już wspomniałem, to bardzo niebezpieczny taniec, bo niesie ze sobą ryzyko reakcji łańcuchowej. Po takim dniu bardzo trudno wrócić do ściśle przestrzeganej diety i z mojego doświadczenia wynika, że nie każdemu się to udaje. Ale cóż, kto ma tyle wytrwałości, ile talentu do życia, niech spokojnie zdechnie, owinięty latem na plaży w koc albo gdziekolwiek indziej, gdy nadejdzie czas zmierzenia się ze swoim żałosnym losem…

Tak, w końcu zabrakło tylko najważniejszego. Dzień ładowania wprowadzajcie co 15-20 dni. Nie wcześniej, czyli nie co tydzień, nie co 3 dni, tylko co 15-20 dni…

Wstecz: Blog