Sny. Usunięto!

Álmok. Törölve!

Jeśli obnażymy rzeczywistość i przyjrzymy się istocie życia, musimy mieć jasność co do dwóch rzeczy. Po pierwsze, jakie są nasze cele, a po drugie, jakie ofiary jesteśmy gotowi ponieść, by je osiągnąć. Na tym polega sedno, reszta to bzdury i jakieś nadęte, pedalskie pierdolenie.

Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko cele i ofiary, już na podstawie tych dwóch rzeczy możemy bez trudu ustalić, czy dana osoba jest zaradna, pozytywnie nastawiona do życia i utalentowana, czy po prostu jest kompletnym debilem, którego jedyną rolą w życiu jest nauczyć się spuszczać za sobą wodę w toalecie, a rozwój życiowy osiągnął w tym momencie swój absolutny szczyt.

Jest bardzo prosty wzór, który pozwala dowieść związku między celami a ofiarami, ale przede wszystkim warto ustalić, do jakiego typu ludzi każdy z nas należy. Żeby to ustalić, niech każdy zada sobie teraz jedno pytanie.

Jaki jest mój cel i ile z tego jestem w stanie lub gotów zrealizować, gdy przychodzi do działania? Oczywiście nie należy tu patrzeć w przyszłość ani na obietnice, które nikogo nie obchodzą, lecz przyjrzeć się przeszłości, bo to ona daje nam prawdziwy i wiarygodny obraz nas samych. U wielu osób już sam wybór celu, który chcą osiągnąć, wiele mówi. Niektórzy marzą o czymś, co dla kogoś innego oznaczałoby porażkę, a im nawet to będzie się wydawać nieosiągalnym poziomem. Wielkość celu, który sobie wyznaczamy, mówi o człowieku naprawdę wiele.

No i są jeszcze nasze cele, których osiągnięcie w naszej głowie najczęściej wygląda zajebiście, ale żeby je zrealizować, sami też musimy coś zrobić, a to zawsze, w każdym przypadku, wystawia nas na próbę. I tak dochodzimy do rozdziału o ponoszeniu ofiar, ale można też powiedzieć: o tym, jak bardzo ktoś jest gotów wyjść ze swojej strefy komfortu i oddalić się od jej granicy.

Brzeg strefy komfortu to granica albo, jeśli wolisz, przejście do świata, w którym im więcej czasu spędzasz, tym bardziej stromo zaczyna piąć się w górę twoje życie. Życie w strefie komfortu to śmiertelne bagno, bagno wygody, gdzie nigdy nic się nie dzieje, bo kto nie chciałby całymi dniami gnić na kanapie, ale moim zdaniem ludzkość nie posunęła się przez to ani o centymetr naprzód.

W strefie komfortu pojęcia „nie” i „osiągnięcia” nie istnieją. W tej strefie nałogi przeżywają złoty wiek, bo nie ma siły, która powstrzymałaby ich niszczycielskie działanie. W tej strefie nie ma niczego, co choćby w minimalnym stopniu kształtowałoby nasz charakter, niczego, co popychałoby nasze życie naprzód. W strefie komfortu życie się nie toczy, tylko przemija.

Wszystko, co dotąd osiągnąłeś, zawdzięczasz temu, że wyszedłeś ze swojej strefy komfortu i zrobiłeś coś, na co w danej chwili cholernie nie miałeś ochoty. Jeśli niczego nie osiągnąłeś, trudno, to też nie problem. Wszystkie systemy MLM czekają na takich marzycielskich dupków, których zwabiają do jaskini przegrywów hasłami w rodzaju „miej pasywny dochód bez pracy”. Właśnie do tego służy MLM. Dla głupców, nieutalentowanych marzycieli, społeczeństwa ludzi, w którym prezesem jest słabość, a burmistrzem obijanie się.

Ten cały temat wychodzenia ze strefy komfortu ma wiele konsekwencji. Czegoś chcę i co muszę zrobić, żeby to osiągnąć? Do każdego celu prowadzi jakaś droga. Pytanie tylko, jak długa jest ta droga i jakie siły stoją na niej na przeszkodzie, które musisz pokonać, żeby iść dalej. Czy masz dość siły, żeby je pokonać, dość wytrwałości, dość cierpliwości, by dotrzeć do końca drogi, a co najważniejsze, czy w ogóle jesteś do tego zdolny jako człowiek. Niestety, odpowiedź nie zawsze brzmi „tak”, choć chcą ci wmówić coś innego, ale jedno wiem na pewno. Musisz się dowiedzieć, czy się do tego nadajesz. Musisz odkryć, do czego jesteś w życiu powołany, a to wymaga wyjścia ze strefy komfortu, bo po prostu nie ma innej możliwości, nie masz innego wyboru.

Ci faceci od fitnessu, oszuści MLM, kto tam wie, jakie jeszcze zwijanie się w rulon i tym podobne, są dokładnie dlatego nic niewarte, że obiecują rozwój bez konieczności robienia czegokolwiek. Rozwój nie jest możliwy bez wkładania energii, cierpienia, ciosów, potu i łez i nigdy nie będzie, bez względu na to, co ktokolwiek obieca lub wymyśli w przyszłości. To proces niemożliwy do zrealizowania. Niezliczone życia legły w gruzach tylko dlatego, że ludzie myśleli, że istnieje łatwiejsza droga. Tak, wielu tak myślało. To żałosny klub ludzi, którzy ponieśli sromotną klęskę, i więźniów.

Wreszcie trzeba zrozumieć, że nie należy bez przerwy zastanawiać się, jak zrobić, żeby było jak najlepiej, tylko jak zrobić, żeby było jak najtrudniej, bo tylko tak możesz się w czymkolwiek rozwijać. To właśnie one cię wzmacniają, a nie te nieistotne ludzkie wyskoki, które potocznie nazywa się wymówkami. Boże, jak ja nienawidzę tych żałosnych nieudaczników, którzy uciekają przed ciosami i życiowymi porażkami. Bać się, że będzie bolało, szukać z lupą czegoś, do czego można się przyczepić, by mieć punkt zaczepienia i powód, dla którego znów niczego dziś nie zrobiłeś, i wybrzydzać, zastanawiając się, czego nie lubicie albo co wam nie odpowiada. Kurwa, to nie róbcie tego, ale wtedy nie miejcie też marzeń ani celów, ani tych spacerów w bikini po plażach, które sobie wyobrażaliście latem. Rozumiem, że paru idiotów myśli, że może pocierpieć później, ale problem w tym, że już w 2007 roku też tak myślałeś, a teraz mamy, kurwa, 2013 rok, a ty nadal nie zrobiłeś absolutnie nic.

Wiecie, to niełatwe. Niełatwo patrzeć na te wszystkie zmarnowane życia wokół siebie, ale jeszcze trudniej przyglądać się temu, jak większość ludzi zupełnie nie nadaje się do niczego w życiu, jak nie potrafi walczyć o siebie. Ale dlaczego? Na co czekają? Dlaczego im to wystarcza? Dlaczego wystarcza im nihilizm? Dlaczego alternatywą jest dreptanie w miejscu? Dlaczego szarzeją, dlaczego tracą zapał, dlaczego nie mają w sobie tej przytłaczającej siły, która kazałaby im powiedzieć: nie, kurwa, nie, to mi nie wystarcza. Ale najbardziej niepojęte jest dla mnie to, że większość ludzi żyje bez celów i akceptuje fakt, że odtąd ich życie będzie już tylko powoli przemijać.

Znów zadaj sobie to pytanie. Jaki jest twój cel i ile jesteś w stanie poświęcić, by spełnić się w życiu, by spełnić samego siebie. Może ci się nie udać, ale lepiej być kimś, kto poniósł porażkę, niż bezimiennym nikim, który nawet nie spróbował.

Wstecz: Blog