Budowniczy pokoju - 9 poziomów

Béketeremtő - A 9 szint

Poziom 1 – stan pełnego wewnętrznego spokoju

Na najwyższym poziomie rozwoju osobowości rozjemcy człowiek pozostaje w głębokim kontakcie z samym sobą. Dokładnie wie, czego chce, co myśli i co czuje, a jednocześnie te uczucia nim nie rządzą. Nie daje się ponieść od jednego nastroju do drugiego i nie próbuje też tłumić tego, co dzieje się w jego wnętrzu. Obserwuje te przeżycia, rozumie je, a następnie świadomie decyduje, jak zareagować. Taka samoświadomość pozwala mu być jednocześnie niezwykle spokojnym i niezwykle stanowczym. Podstawowym lękiem typu dziewiątego jest utrata więzi z innymi lub z samym sobą. W najzdrowszym stanie uświadamia sobie jednak, że prawdziwa więź nie rodzi się z dostosowywania się, lecz ze spotkania dwojga ludzi będących sobą. Nie musi już znikać, by go kochano. Nie musi już zawsze ustępować, by go akceptowano. Nie musi już zadowalać wszystkich, by czuć się bezpiecznie.

Ten poziom ukazuje niezwykłą zdolność osobowości typu dziewiątego do tworzenia pokoju samą swoją obecnością, bez tłumienia kogokolwiek ani spychania siebie na dalszy plan. Na tym poziomie ludzie instynktownie czują się przy nim bezpiecznie, bo widzą, że naprawdę ich słucha, a jednocześnie zachowuje silne poczucie własnej tożsamości. Właśnie to czyni ten stan wyjątkowym. Pokój nie oznacza tu już braku konfliktów, lecz wewnętrzną stabilność, która utrzymuje się nawet pośród konfliktów. To moment, w którym rozjemca nie tylko szuka pokoju, lecz sam staje się jego źródłem.

Poziom 2 – stan świadomej harmonii

Na drugim poziomie rozwoju rozjemca wciąż funkcjonuje w zdrowym zakresie. Z zewnątrz wiele osób nie dostrzegłoby nawet różnicy między pierwszym a drugim poziomem, ponieważ nadal jest zrównoważoną, spokojną, skłonną do współpracy i niezwykle miłą osobą. Prawdziwa różnica ujawnia się jednak nie w jego zachowaniu, lecz w tym, co dzieje się w jego wnętrzu. Na pierwszym poziomie pokój wynikał z jego natury, tutaj jego utrzymanie wymaga już czasem świadomego wysiłku.

Gdy w rodzinie dochodzi do sporu, to często on skłania strony, by usiadły i ze sobą porozmawiały. W konflikcie w pracy potrafi zrozumieć obie strony, nie odrzucając żadnej z nich. W gronie przyjaciół często spaja społeczność, bo instynktownie dba o to, by nikt nie czuł się wykluczony. Ta rola powoli zaczyna jednak przeradzać się w pewnego rodzaju wewnętrzne poczucie odpowiedzialności. Cieszy się już nie tylko z tego, że panuje zgoda, ale coraz częściej czuje, że sam też musi zadbać o to, by harmonia się utrzymała. Nie jest to jeszcze ciężar, ale jego zachowanie nie jest już całkowicie spontaniczne. Gdy rozmowa zaczyna stawać się napięta, automatycznie zastanawia się, jak można by złagodzić sytuację. Kiedy między dwiema osobami dochodzi do konfliktu, już odczuwa w sobie pragnienie, by jakoś je pogodzić.

Drugi poziom nadal należy do obszaru zdrowia psychicznego. Zmiana jednak już się rozpoczęła. Jest tak subtelna, że ani ona, ani jej otoczenie nie postrzegają jej jako zagrożenia. Miłość do spokoju powoli zaczyna splatać się z poczuciem odpowiedzialności za jego utrzymanie, a wraz z tym ponownie pojawia się dawny odruch: czasem łatwiej zrezygnować z własnych potrzeb, niż ryzykować zakłócenie spokoju w relacji.

Poziom 3 – Stan harmonizującego dostosowania

Trzeci poziom stanu nadal mieści się w granicach zdrowego funkcjonowania, ale już wyraźnie zarysowuje się tu najważniejszy wewnętrzny dylemat osoby dbającej o zgodę. Podczas gdy na pierwszym poziomie spokój płynął z wnętrza, a na drugim stał się świadomie wyznawaną wartością, na trzecim poziomie harmonia coraz bardziej staje się celem. Nie przymusem ani lękiem, lecz wewnętrznym kompasem, który wpływa na niemal każdą jej decyzję.

Dziewiątka nadal jest spokojną, miłą i godną zaufania osobą, jednak ten szczególny spokój nie jest już całkowicie spontaniczny. Osoba dbająca o zgodę coraz częściej pracuje nad tym, by świat wokół niej pozostawał w równowadze. Zwraca uwagę na uczucia innych, wybiega myślami w przyszłość, stara się zapobiegać konfliktom i często łagodzi napięcia, zanim staną się jawne.

Z zewnątrz wygląda to na wysoką inteligencję emocjonalną i rzeczywiście nią jest, ale ma też swoją cenę. Powoli przyzwyczaja się do tego, by dostosowywać swój wewnętrzny stan do spokoju otoczenia. Jeśli wszyscy mają się dobrze, ona też czuje się dobrze. Jeśli ktoś jest spięty, w niej również pojawia się delikatny wewnętrzny niepokój. Już nie tylko współodczuwa z innymi, ale też częściowo przejmuje ich emocjonalne ciężary. Właśnie w tym momencie dziewiątka niemal niezauważalnie zaczyna żyć na zewnątrz siebie.

Nie dlatego, że straciła kontakt z samą sobą. Wciąż dokładnie wie, co myśli i czego chce. Raczej dlatego, że automatycznie czuje, że ważniejsze jest, by wszyscy inni mieli się dobrze. Jeśli podczas spotkania w pracy dwóch współpracowników się pokłóci, to ona pierwsza spróbuje znaleźć kompromis. Jeśli w rodzinie pojawi się napięcie, uzna za naturalne, że to ona zadzwoni do drugiej osoby, załagodzi sytuację i trochę ustąpi. Te gesty same w sobie nie są problematyczne, wręcz przeciwnie, to właśnie one sprawiają, że łatwo ją lubić. Pytanie tylko, czy zawsze wynikają ze swobodnego wyboru, czy stały się już przyjętą rolą. Na trzecim poziomie coraz częściej dzieje się to drugie.

Na trzecim poziomie po raz pierwszy pojawia się jedna z najbardziej znanych psychologicznych metod obronnych dziewiątki, narkotyzacja. Nie oznacza ona zażywania narkotyków, lecz nieświadomy proces, w którym człowiek tłumi wewnętrzne napięcie za pomocą różnych codziennych czynności. Długie oglądanie seriali, bezcelowe przeglądanie internetu, zbyt długi sen, monotonne obowiązki domowe, nieustanny szum w tle, gry lub jakiekolwiek zajęcie, które pomaga nie mierzyć się z nieprzyjemnymi wewnętrznymi pytaniami.

Jeszcze nie ucieka, po prostu chce odpocząć. Ucieczka zacznie się później

Poziom 4 – Stan unikania konfliktów

Na poziomie 4 w wewnętrznym świecie osoby nastawionej na pokój pojawia się szczególna dwoistość. Na zewnątrz zachowuje spokój, ale w środku od czasu do czasu odczuwa niewytłumaczalne zmęczenie. Nie ma ono fizycznego podłoża. Wynika raczej z tego, że nieustannie obserwuje otoczenie, dostosowuje się do innych, tłumi własne impulsy i niemal niezauważalnie poświęca mnóstwo energii, by wszystko działało bez zakłóceń. Otoczenie dostrzega jedynie, że wieczorem staje się cichsza, więcej odpoczywa i więcej czasu spędza na biernych zajęciach.

Na tym poziomie nasila się również odrętwianie. Długie godziny mijają na bezcelowym oglądaniu filmików, przewijaniu mediów społecznościowych, oglądaniu seriali, graniu w gry lub wykonywaniu rutynowych czynności, które niekoniecznie sprawiają przyjemność, a raczej uśmierzają wewnętrzny niepokój. Gdyby ktoś zapytał, dlaczego to robi, prawdopodobnie odpowiedziałaby, że po prostu odpoczywa, ale tak naprawdę próbuje jedynie się uspokoić.

Myśli o sobie, że jest zwyczajną osobą, która nie ma wielkich wymagań, i sama sobie to powtarza. W rzeczywistości nie chodzi jednak o to, że ma niewiele pragnień, lecz o to, że coraz rzadziej daje im przestrzeń. Jakby ściszyła własny wewnętrzny głos tak bardzo, że już tylko rzadko słyszy go wyraźnie.

Czwarty poziom to punkt zwrotny w rozwoju osoby nastawionej na pokój. Z zewnątrz może ona nadal prowadzić zrównoważone życie, jej relacje mogą dobrze funkcjonować, a ona sama może odnosić sukcesy w pracy. Wewnątrz jednak zaczyna się powolne oddalanie od siebie, które na kolejnych poziomach staje się coraz bardziej widoczne. Nie tylko dba już o spokój innych, lecz stopniowo wyrzeka się siebie, by go zachować.

Poziom 5 – stan zapominania o sobie

Piąty poziom stanu w życiu osobowości nastawionej na pokój to głęboki punkt zwrotny, który z zewnątrz często jest ledwie zauważalny. Dotąd unikanie konfliktów kształtowało przede wszystkim jej zachowanie, teraz jednak zaczyna przenikać także jej poczucie tożsamości. Najważniejsze pytanie nie brzmi już: jak uniknąć napięcia, lecz: czego ona sama właściwie chce? Coraz trudniej jej znaleźć odpowiedź. Ta zmiana nie zachodzi z dnia na dzień. Kształtuje się latami, w długim ciągu drobnych kompromisów, przemilczanych zdań, stłumionych pragnień i odłożonych decyzji. Za każdym razem, gdy własne potrzeby uznawała za mniej ważne niż spokój innych, oddalała się od siebie choćby odrobinę. Pojedyncza taka sytuacja nie stanowi problemu, ale kiedy powtarza się ich setki lub tysiące, powoli pojawia się poczucie, że nie wie już dokładnie, kim naprawdę jest.

Wiele osób na tym poziomie nagle budzi się i uświadamia sobie, że żyje życiem, którego tak naprawdę świadomie nie wybrało. Nie życiem złym, lecz takim, które ukształtowało się przez dryfowanie. Ma pracę, do której przywykło. Codzienną rutynę, która po prostu się ukształtowała. Relacje, które podtrzymuje, bo zawsze tak było. Nie czuje się szczególnie nieszczęśliwe, ale nie ma też poczucia, że naprawdę kieruje swoim życiem.

Z czasem partner może zauważyć, że wszystkie ważne decyzje musi podejmować sam. Gdzie się przeprowadzić. Co robić w weekend. Jakie cele sobie wyznaczyć. Dziewiątka niemal na wszystko odpowiada, że jej pasuje. Początkowo może się to wydawać wygodne, ale później druga osoba może zacząć tęsknić za człowiekiem, z którym można by wspólnie budować. Bo związek potrzebuje nie tylko akceptacji, lecz także dwóch obecnych osobowości.

Mediator często nie rozumie wtedy krytyki. Przecież zrobił wszystko dla związku. Uważał, dostosowywał się, pomagał, był cierpliwy. A jednak druga osoba mówi, że czegoś brakuje. To dla niego bolesne i dezorientujące, bo nie rozumie, dlaczego tyle miłości nie wystarcza. Odpowiedź jest taka, że oprócz miłości potrzebna byłaby także jego obecność, a on pokazuje jej coraz mniej.

W jego świecie emocjonalnym pojawia się odrętwienie. Nie chodzi o to, że przestaje coś czuć, lecz o to, że przeżywa emocje mniej intensywnie. Rzadziej odczuwa entuzjazm. Gniew szybciej mija. Pragnienia cichną. Radość trwa krócej. Jakby ktoś ściszył życie o kilka poziomów.

W rezultacie narkotyzacja może stać się nie tylko okazjonalną ucieczką, lecz codziennym stylem życia. Długie wieczory mijają na automatycznych czynnościach. Bez końca przewija ekran telefonu. Ogląda seriale jeden po drugim. Godzinami bez celu surfuje po internecie. Powtarzalne rutyny, które nie dodają energii, lecz jedynie wypełniają czas. Te czynności chwilowo zmniejszają wewnętrzne napięcie, ale jednocześnie jeszcze bardziej osłabiają więź z własnym wnętrzem. Dziewiątka jest wtedy coraz bardziej nieobecna, a z kimś, kto jest nieobecny, nie da się nawiązać więzi.

Najgłębsza zmiana zachodzi jednak na poziomie tożsamości. Na tym etapie Mediator nie tylko rzadko wyraża siebie, ale zdaje się powoli zmieniać z głównego bohatera własnego życia w postać drugoplanową. Jest obecny w historiach wszystkich innych, ale jego własna historia posuwa się naprzód w coraz mniejszym stopniu. Ten piąty poziom jest szczególnie niebezpieczny, bo z zewnątrz wygląda na stabilny. Otoczenie często zauważa jedynie, że Mediator „ma taki spokojny charakter”. W rzeczywistości ten spokój nie wynika już z wewnętrznego pokoju, lecz z tego, że stopniowo uciszył znaczną część własnych pragnień i wewnętrznych napięć.

Poziom 6 – Stan emocjonalnego odrętwienia i wewnętrznego dryfowania

Szósty poziom stanów to moment, w którym osobowość Mediatora nie tylko spycha siebie na dalszy plan, ale stopniowo traci kontakt z samą sobą i zaczyna dryfować. Nie dlatego życie mu się przydarza, że tak wybrał, lecz dlatego, że coraz rzadziej czuje, że ma jeszcze siłę, by na nie wpływać.

Spokój zawsze był ważny dla rozjemcy, jednak na tym poziomie coraz mniej oznacza prawdziwy wewnętrzny pokój, a coraz bardziej staje się dążeniem do utrzymania braku napięcia. Wszystko, co wymagałoby silnych emocji, szybkich decyzji lub otwartej konfrontacji, automatycznie postrzega jako obciążające. Nie dlatego, że stał się słabym człowiekiem, lecz dlatego, że od dawna znacznej części własnych emocji nie przepracowuje, tylko po cichu odkłada na bok. Te nierozwiązane procesy wewnętrzne powoli się nawarstwiają i stanowią niemal nieustanne obciążenie w tle.

Na tym poziomie często pojawia się charakterystyczne poczucie, że dni zlewają się ze sobą. Poniedziałek niewiele różni się od czwartku, miesiące szybko mijają i nagle człowiek zauważa, że minęły lata, a nie wydarzyło się nic naprawdę ważnego. Nie dlatego, że nie miał żadnych możliwości, lecz dlatego, że niemal przed każdą ważniejszą decyzją pojawiała się w nim myśl, że ma jeszcze czas, zajmie się tym później albo może wcale nie jest to aż tak istotne.

Na tym etapie odkładanie spraw na później nie jest już zwykłym złym nawykiem. Staje się jednym z głównych mechanizmów funkcjonowania osobowości. Telefon, ważna decyzja, wizyta u lekarza, sprawa finansowa czy szczera rozmowa mogą stać się zadaniami, które wciąż odsuwa od siebie. Nie dlatego, że nie rozumie ich znaczenia, lecz dlatego, że każda sytuacja wymagająca emocjonalnego zaangażowania pochłania nieproporcjonalnie dużo jego wewnętrznej energii.

Na tym poziomie odrętwianie się staje się już istotną częścią codzienności. Telefon, telewizja, internet, powtarzalne rutyny czy jakiekolwiek monotonne zajęcie niekoniecznie są źródłem przyjemności, lecz schronieniem. Nie mają na celu dodawać mu energii, ale chronić go przed koniecznością zmierzenia się z wewnętrznymi pytaniami, które od dawna pozostają bez odpowiedzi. Często sam nie wie, dokąd zniknęły trzy albo cztery godziny wieczoru. Po prostu rozpływa się w czasie.

Zmienia się również jego obraz samego siebie. Nie uważa już, że jest przeznaczony do wielkich rzeczy, a wręcz często czuje, że takie proste, pozbawione wydarzeń życie właściwie mu odpowiada. Częściowo wynika to z prawdziwej skromności, a częściowo z przystosowania się do myśli, że ponowne nawiązanie kontaktu z marzeniami, które przez długie lata spychał na dalszy plan, byłoby bolesne. Łatwiej powiedzieć, że wcale ich nie potrzebuje, niż zmierzyć się z tym, jak bardzo mu ich brakuje.

Najgłębszą cechą psychologiczną szóstego poziomu jest to, że rozjemca stopniowo zaczyna utożsamiać spokój z bezruchem. Milczy już nie dlatego, że naprawdę odczuwa spokój, lecz dlatego, że każda zmiana wiązałaby się ze zbyt dużym wewnętrznym poruszeniem. W ten sposób powoli powstaje życie, w którym jest niewiele konfliktów, ale coraz mniej prawdziwej pasji, ciekawości i twórczej energii.

Ten poziom wyraźnie wskazuje już na znaczne zawężenie osobowości. Osoba łagodząca konflikty wciąż jest tym samym współczującym i życzliwym człowiekiem, ale bardzo oddaliła się od centrum własnego życia. Nie stała się złym człowiekiem, lecz kimś, kto przez długi czas tak często wybierał spokój innych zamiast własnej wewnętrznej prawdy, że ledwie słyszy już własny głos.

Poziom 7 – stan wycofania i wewnętrznego odłączenia

Na tym poziomie nie unika już tylko konfliktów, ale coraz bardziej unika samej intensywności życia. Świat zaczyna wydawać jej się zbyt głośny, zbyt wymagający, zbyt skomplikowany. Każda decyzja, każda sprzeczka, każda odpowiedzialność stanowi dodatkowe obciążenie. Nie dlatego, że obiektywnie byłyby nie do zniesienia, lecz dlatego, że jej wewnętrzne zasoby energii stopniowo wyczerpywały się przez długi czas.

Osoba łagodząca konflikty od zawsze miała skłonność do stawiania własnych potrzeb na drugim miejscu. Gdy osiąga siódmy poziom, konsekwencje tego w pełni dają o sobie znać. Staje się osobą, która często nie tylko nie wie, czego chce, ale też nie czuje, że ma siłę cokolwiek zmienić. Związek między pragnieniem a działaniem zostaje zerwany. Nadal pojawiają się myśli i plany, ale rzadko prowadzą do realizacji.

Jej dni stają się coraz bardziej przewidywalne i monotonne. Rutyna daje jej poczucie bezpieczeństwa, bo nie ma w niej wielu niespodziewanych sytuacji. Im mniej nowych bodźców do niej dociera, tym mniej musi się dostosowywać i tym mniejsze jest ryzyko, że popadnie z kimś w konflikt. Dlatego zaczyna budować wokół siebie coraz węższy świat. Mniej planów, mniej spotkań towarzyskich, mniej inicjatywy, mniej zmian.

Jeśli wcześniej była osobą kreatywną i pełną inicjatywy, ta cecha może niemal całkowicie zaniknąć. Nie dlatego, że przestała być kreatywna, lecz dlatego, że kreatywność również wymaga energii, a ona przede wszystkim stara się już oszczędzać siły.

Często nie wdaje się w spory, tylko po prostu milknie. Z zewnątrz to milczenie może wydawać się spokojem, w rzeczywistości nie jest już jednak oznaką spokoju, lecz stopniowego wycofywania się.

Na tym poziomie odurzanie staje się już dominującą strategią życiową. Nie chodzi tylko o odpoczynek, ale o regularną ucieczkę przed wewnętrznym napięciem. Długie godziny mogą mijać na biernych zajęciach, które nie przynoszą prawdziwego wytchnienia. Celem nie jest już czerpanie przyjemności, lecz uniknięcie kontaktu z tymi wewnętrznymi uczuciami, które wymagałyby zbyt wiele energii. Na tym etapie obraz siebie jest już znacząco zawężony. Coraz mniej wierzy, że potrafi realnie kształtować własne życie. Niekoniecznie uświadamia to sobie, ale jego zachowanie odzwierciedla przekonanie, jakby zmiana nie była już realną możliwością. Raczej dostosowuje się do okoliczności, niż próbuje je zmienić.

Z zewnątrz wiele osób postrzega ją po prostu jako spokojną lub cichą, jednak wewnątrz trwa już od dawna proces utraty siebie.

Poziom 8 – stan psychicznego odcięcia

Na tym poziomie pojawia się nowa jakość funkcjonowania: całkowite wycofanie psychiczne. Wymagania świata zewnętrznego wydają się zbyt duże, decyzje zbyt trudne, a relacje z ludźmi zbyt wyczerpujące. Dana osoba chce już trzymać się z dala nie tylko od konfliktów, ale też od każdej sytuacji, w której musiałaby aktywnie uczestniczyć.

Jej dni często mijają w niemal niezmiennym rytmie. Nie dlatego, że jest to świadomy wybór, lecz dlatego, że każda nowa sytuacja wymaga nieproporcjonalnie dużej mobilizacji wewnętrznej. Życie zawęża się do utartych tras, powtarzalnych czynności i minimalnego ryzyka emocjonalnego. Rutyna przestaje dawać poczucie bezpieczeństwa i staje się schronieniem.

Na tym poziomie często pojawia się wrażenie, jakby dana osoba utraciła więź z własną przyszłością. Nie planuje, bo nie wierzy, że plany mają jakiekolwiek znaczenie. Nie marzy, bo pragnienia wydają się zbyt odległe. Nie dlatego, że nie byłaby do tego zdolna, lecz dlatego, że wewnętrzna nadzieja stopniowo przygasła. Przetrwanie teraźniejszości staje się ważniejsze niż przyszłość. Odkładanie spraw na później może stać się chroniczne, obowiązki mogą się nawarstwiać, a decyzje mogą nie zapadać. Nie znikają zdolności, lecz wewnętrzna siła organizująca, która mogłaby przekuć je w działanie.

Niezdecydowanie również znacznie się nasila. Czasem nawet proste wybory stają się nieproporcjonalnie trudne. Nie dlatego, że dana osoba nie rozumie dostępnych możliwości, lecz dlatego, że utraciła kontakt z wewnętrznym kompasem, który pomógłby jej dokonać wyboru. Jej samoocena również ulega zawężeniu. Nie tylko spycha siebie na dalszy plan, ale często czuje też, że świat działałby tak samo bez niej. Niekoniecznie jest to świadoma myśl, raczej ciche, podstawowe odczucie. Rzadziej nawiązuje relacje, rzadziej prosi o pomoc i coraz częściej czuje, że najlepiej nie obciążać innych.

Z zewnątrz takie funkcjonowanie łatwo pomylić z lenistwem lub brakiem zainteresowania. W rzeczywistości chodzi jednak o stan poważnego zawężenia psychicznego, w którym wewnętrzny system energetyczny danej osoby jest niemal nieustannie przeciążony. Często mogą temu towarzyszyć objawy depresyjne lub inne trudności psychiczne, dlatego w wielu przypadkach powrót do zdrowia wymaga profesjonalnej pomocy.

Poziom 9 – stan całkowitej utraty siebie

Dziewiąty poziom zdrowia to najgłębszy etap rozwoju osobowości mediatora. Należy podkreślić, że nie jest to już część codziennego funkcjonowania osobowości i nie charakteryzuje przeciętnej osoby typu 9. Na tym poziomie enneagram opisuje poważne załamanie psychiczne, któremu często mogą towarzyszyć poważne zaburzenia psychiczne, głęboka depresja lub inne poważne stany psychiatryczne. Nie jest to już po prostu skrajna forma funkcjonowania danego stylu osobowości, lecz naruszenie integralności samej osobowości.

Na wcześniejszych poziomach wciąż mieli pragnienia, choć coraz cichsze. Mieli własną wolę, choć rzadko ją wyrażali. Mieli wewnętrzny świat, który stopniowo przesłaniało przystosowywanie się. Teraz jednak te wewnętrzne punkty oparcia niemal całkowicie znikają. Nie tylko trudno im powiedzieć, czego chcą, ale często nie czują nawet, że w ogóle mają wewnętrzne „ja”, które mogłoby dokonywać wyborów.

Ten stan może z zewnątrz przybierać bardzo różne formy. Niektórzy całkowicie się wycofują, ograniczają kontakty do minimum, prawie nie wychodzą z domu i niemal całe życie podporządkowują zaspokajaniu najbardziej podstawowych potrzeb. Inni, choć fizycznie są obecni w pracy lub wśród rodziny, stają się niemal całkowicie niedostępni emocjonalnie. Mogą sprawiać wrażenie, jakby bez przerwy byli „poza” własnym życiem.

Zdolność podejmowania decyzji może ulec poważnemu osłabieniu. Tłumione wcześniej emocje na tym etapie nie tylko milkną, ale często pojawia się poczucie całkowitego emocjonalnego wyjałowienia. Radość nie nadchodzi. Ciekawość znika. Przyszłość traci swój urok. Człowiek niekoniecznie doświadcza gwałtownej rozpaczy; często odczuwa raczej głęboką pustkę i obojętność. Jakby wszystkie kolory świata wyblakły.

W relacjach wycofanie jest niemal całkowite. Nie dlatego, że bliscy przestali być dla tej osoby ważni, lecz dlatego, że czuje, iż nie ma im nic do zaoferowania i nie ma siły uczestniczyć w ich życiu. Członkowie rodziny często doświadczają wtedy bolesnej bezradności. Widzą ukochaną osobę przed sobą, a jednak czują, jakby stała się nieosiągalnie odległa. Organizowanie codziennych obowiązków, branie na siebie odpowiedzialności czy nawet utrzymanie podstawowej rutyny może stać się trudne. Osobowość nie jest już w stanie zmobilizować wystarczającej wewnętrznej energii, by trwale sprostać wymaganiom codziennego życia.

Podstawowa strategia obronna osoby dążącej do harmonii, czyli usypianie samego siebie, na tym etapie zmienia się niemal w całkowite odcięcie. Nie chodzi o zwykły odpoczynek czy bierność, lecz o to, że psychika dąży do jak najmniejszej wewnętrznej aktywacji. Na krótką metę może to zmniejszyć napięcie, ale na dłuższą jeszcze bardziej pogłębia izolację.

Ważne, by podkreślić, że na tym poziomie nie wystarczy już mówić o rozwoju osobistym czy samopoznaniu. Kiedy ktoś tak bardzo traci kontakt z samym sobą, powrót do zdrowia często wymaga pomocy psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry. Osobowość nie jest już wtedy jedynie uwięziona w złych nawykach czy niekorzystnych wzorcach, lecz funkcjonuje w tak dużym zawężeniu, że wymaga to profesjonalnego wsparcia.

Dziewiąty poziom nie oznacza, że ktoś „jest takim człowiekiem”, lecz że znalazł się w tak głębokim kryzysie, w którym jego osobowość znalazła tylko jedno rozwiązanie pozwalające przetrwać: całkowite wyłączenie samego siebie.

Wstecz: Blog