Edzésformák kasztrendszere
Kiedyś rozmawiałem ze znajomym mistrzem Europy w trójboju siłowym. Zapytałem go o zdanie na temat crossfitu, kettlebell i ogólnie tych form treningu, których poprawne wykonywanie wymaga poważnego przygotowania fizycznego i technicznego. Otrzymałem następującą odpowiedź.
„Ja konkretnie nikomu nie dałbym ciężaru do ręki, dopóki nie potrafi poprawnie wykonać choćby jednego pompki”.
W tej odpowiedzi było wszystko i doskonale uwidoczniła ona problem, który próbuję tu wbić do głów kilku osobom: niektóre formy treningu są tak ryzykowne pod względem kontuzji, że nawet ich podstawowe ćwiczenie przyprawia o brak słów.
Społeczeństwo węgierskie jako całość jest w katastrofalnej kondycji fizycznej. Ale gdyby problemem była tylko sprawność fizyczna, bo sytuacja jest znacznie, znacznie gorsza: mamy tu również bardzo poważne problemy z koordynacją, a o koncentracji umysłowej i świadomym treningu nawet jeszcze nie wspomniałem.
Od prawie 3 lat przychodzą do mnie osoby, które chcą coś zmienić. Schudnąć, wyrzeźbić sylwetkę - z tego punktu widzenia to bez znaczenia. Zanim zaczniemy wspólną pracę, programy LifeTILT-programy zawsze poprzedza test sprawności fizycznej, podczas którego oceniamy siłę i wytrzymałość danej osoby. Jest to potrzebne, żebyśmy wiedzieli, od czego zacząć, na czym budować, a także czy w ogóle są podstawy. Treningi wytrzymałościowe zawsze trwają do osiągnięcia górnej granicy bezpiecznego zakresu tętna. Dzięki temu dokładnie oceniam wydolność danej osoby, a także siłę mięśnia sercowego, zdolność płuc do pobierania tlenu oraz stan układu krążenia. Tak, te 3 czynniki fizjologiczne składają się na kondycję kardio. Im szybciej tętno osiąga górną granicę bezpiecznego zakresu, tym gorsza jest kondycja danej osoby.
No cóż, przez te lata przeprowadzania testów sprawnościowych obserwowałem naprawdę ciekawe rzeczy, ale mógłbym też powiedzieć, że widziałem już wszystko. Zdrowi mężczyźni i kobiety po dwudziestce i trzydziestce są w takiej kondycji, że najchętniej rozpłakałbym się na miejscu, a to był dopiero test wytrzymałościowy. O wynikach testów wytrzymałości siłowej właściwie nawet nie wspominam, i to nie dlatego, że mógłbym opowiedzieć wyłącznie o bardzo złych wynikach, ale dlatego, że zera nie da się zbytnio upiększyć.
Czyja to wina? Konkretnej osoby? Wielu tak uważa, ale ja zupełnie się z tym nie zgadzam.

Powszechnie wiadomo, że węgierska służba zdrowia przypomina niemal warunki północnokoreańskie, ale mniej osób wie — albo po prostu nie dostrzega związku z tym, co oczywiste — że węgierski system edukacji też nie przeżywa złotego wieku. Nie mówię tu o nauczaniu literatury, historii czy matematyki, lecz o braku pomysłu na lekcje WF-u i o skrajnie lekceważącym podejściu nauczycieli wychowania fizycznego do swoich obowiązków i do samych lekcji.
Wszyscy chodziliśmy do szkoły, więc mogliśmy na własnej skórze przekonać się, jak wygląda lekcja wychowania fizycznego w przeciętnej węgierskiej szkole podstawowej. Pewnie każdy ma swoją historię, ale pozwólcie, że opowiem, jak przez lata wyglądały lekcje WF-u u nas.
Rozgrzewka w dowolnym stylu, czyli wyciągaliśmy ze składziku piłki do koszykówki i futbolówki, dziewczyny oczywiście rakietki do badmintona, i zaczynaliśmy „się rozgrzewać”. Gdy zadzwonił dzwonek, nauczyciel WF-u pojawiał się w drzwiach. Jeśli miał w ręku „Nemzeti Sport”, wiedzieliśmy, że przez całą lekcję będziemy grać w zbijaka; jeśli nie, najpierw biegaliśmy pięć okrążeń, a potem zaczynaliśmy grać w zbijaka. Kto nie miał ochoty chodzić na WF albo po prostu nie chciał się przebierać, w najlepszym razie przynosił zwolnienie z domu, a w najgorszym pisał je sobie sam podczas poprzedniej lekcji: „Proszę zwolnić moje dziecko z lekcji wychowania fizycznego”. Potem wręczał kartkę nauczycielowi i szedł palić do toalety albo rywalizować w obciąganiu starszym uczniom — w każdym razie miejsce było to samo. Dla ścisłości dodam, że chodziłem do podstawówki w latach 90., więc w tamtych czasach 13-letnie dziewczyny nie kręciły jeszcze w szkolnych toaletach przypadkowego porno. Takie sytuacje stały się typowe raczej od połowy lat 2000., ale wielkie palenie zamiast lekcji gimnastyki już wtedy przeżywało swój rozkwit.
Latały więc zwolnienia całymi tonami, a nauczyciel WF-u oczywiście przyjmował te papiery bez mrugnięcia okiem. Mówię serio: gdyby ktoś wyrwał kartkę z książki telefonicznej, nauczyciel też by ją przyjął. A to już problem. Bo choć wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, a szerokie rzesze osób zwolnionych z WF-u cieszyły się z takiego podejścia, później zapłaciliśmy za to wysoką cenę. I nie tylko my, nie tylko u nas tak było, ale niemal w całym kraju. Mógłbym teraz powiedzieć: „z całym szacunkiem dla wyjątków”, ale jeśli 85-90% nauczycieli WF-u wykonuje swoją pracę z takim podejściem, a ten odsetek wcale nie jest przesadzony, to nie będę tu pieprzył i z radością nikogo rozgrzeszał, tylko powiem to wprost.
Za współczesne cherlawe społeczeństwo, które nie potrafi wykonać podstawowych sekwencji ruchów, jest fizycznie upośledzone, niezdolne do skoordynowanego ruchu i nie potrafi przebiec 500 metrów, odpowiadają właśnie nauczyciele wychowania fizycznego — i to już od 35 lat.
Tak właśnie wygląda sytuacja. Większość ludzi nie potrafi nawet utrzymać nadgarstka pod odpowiednim kątem podczas, kurwa, ćwiczenia z hantlem. A kiedy proszę ich, żeby przebiegli, kurwa, 2 km, nie są w stanie pokonać nawet połowy dystansu, a do tego biegną z taką techniką i „kulturą ruchu”, która ledwie przypomina jakąkolwiek aktywność, że często naprawdę myślę, że są naćpani i faktycznie nie potrafią skoordynować ruchów rąk i nóg.

To nie wina poszczególnych osób, lecz tego, że w szkołach podstawowych nie uczono prawidłowego ustawienia stóp, nie rozwijano ich mięśni, nie uczono prawidłowej postawy, nie ćwiczono żadnych umiejętności, a o fizycznym przygotowaniu ciała w ogóle nie było mowy.
Nic dziwnego więc, że coraz powszechniejszy staje się pogląd, że bieganie niszczy stawy, ściera chrząstki i osłabia więzadła. To jednak błędne stanowisko i ogromnym błędem byłoby stwierdzenie, że bieganie to szkodliwa forma treningu, której nie można nikomu polecić. To po prostu bzdura. Kto tak twierdzi, nie tylko nie ma pojęcia o treningu i anatomii ciała — ja bym go nawet za szachownicą nie posadził, bo kompletnie niczego nie rozumie.
Bieganie to najlepsza możliwa forma treningu, którą uprawiają miliony ludzi, a właściwie nie miliony, lecz miliardy, każdego dnia. I bardzo dobrze, bo bieganie to wspaniała rzecz — to trzeba jasno powiedzieć na samym początku. Sprawę komplikuje jednak główny argument przeciwników biegania: że bieganie niszczy kolana i powoduje mnóstwo kontuzji. Cóż, to zjawisko rzeczywiście istnieje i dotyczy niemałej części ludzi.
No to teraz bieganie jednak jest złe, a przeciwnicy biegania mają rację? Gówno prawda. Chodzi tylko o to, że ludzie nie przeszli nawet najbardziej podstawowego szkolenia fizycznego. Kiedy powinni byli zdobywać tę wiedzę, rzesze nauczycieli WF-u podrywały akurat nauczycielki techniki albo omawiały z woźnym wyniki weekendowych rozgrywek ligowych. W efekcie większość ludzi doznaje kontuzji, bo ich ciało nie jest przygotowane nawet do tak prostego, podstawowego ruchu jak bieganie. Ustawiam stopę w jednej linii z kolanem, przy lądowaniu najpierw dotykam ziemi piętą, a następnie, wykonując pełny krok, przy odbiciu jako ostatnie odrywają się od podłoża palce stóp. Wszystko to robię ze stabilną górną częścią ciała, nie zwieszając rąk ani nie wymachując nimi w nie wiadomo którą stronę, tylko trzymając je prosto i pomagając nimi w ruchu. Całość wykonuję z prostymi plecami.
A do wykonania tego prostego ruchu nie nadaje się aż 95% ludzi. Jeśli ruch jest nieprawidłowy, kręgosłup nie jest prosty, nogi wychodzą poza płaszczyznę kolan, a ręce są rzucane na wszystkie strony, to oczywiście skończy się to kontuzją.
No dobrze, w tym miejscu chciałbym zapytać wybitnych ekspertów od dyscyplin sportowych opartych na treningu funkcjonalnym, którzy dodatkowo obciążają ten trening ciężarami: jakim, do cholery, sposobem każą oni takim ludziom wykonywać jakiekolwiek sekwencje ruchów tego typu, które prawdziwi sportowcy z solidnymi podstawami potrafią poprawnie wykonać dopiero po wielu latach ćwiczeń?

Kiedy piszę, że crossfit jest niebezpieczny, że nie ma na świecie bardziej niebezpiecznej formy treningu niż kettlebell, mówię to już samo w sobie, a co dopiero, gdy każe się trenować w ten sposób społeczeństwu, które nie potrafi nawet poprawnie wstać z pozycji siedzącej. Tym ludziom brakuje zarówno umiejętności koordynacyjnych, jak i wiedzy potrzebnej do nauki. Zdecydowanie nie przeszli też etapów zdobywania wiedzy, rozumienia i stosowania, niezbędnych do opanowania podstawowego ruchu.
Powiem jaśniej. Chodzenie, prawidłowa technika biegu, poprawnie wykonane podciągnięcie, prawidłowa pompka z prostymi plecami - to podstawa. Taka jak dodawanie i odejmowanie. Nie znajomość tabliczki mnożenia, tylko najbardziej podstawowych działań. Ale jak można kazać rozwiązywać równania, rysować i interpretować funkcje albo wykonywać obliczenia statystyczne komuś, kto nie nauczył się nawet tego, o czym właśnie mowa?
Formy treningu, podobnie jak obliczenia matematyczne, opierają się na sobie nawzajem. Im trudniejsza forma treningu, tym skuteczniejsza. Wymaga więc tym większego poziomu umiejętności, ale bez podstaw nigdy nie da się osiągnąć tego poziomu od razu. Tak jak w matematyce wszystko opiera się na już zdobytej wiedzy, tak samo jest z formami treningu. Nie możemy kazać podnosić ciężarów komuś, kto nie potrafi zrobić nawet jednej pompki. Nie możemy kazać nikomu robić przysiadów z ciężarem, dopóki nie potrafi samodzielnie i poprawnie wykonać zwykłego przysiadu, pilnując, by kolano nie wysuwało się przed linię kostki.
Formy treningu mają więc swoje poziomy. Nazywamy to systemem kastowym form treningu. Im niżej w tym systemie kastowym znajduje się dana forma ruchu, tym mniej wymaga ona jakichkolwiek umiejętności fizycznych czy koordynacyjnych. Im niżej w tym systemie kastowym znajduje się dana forma ruchu, tym bardziej jest nieskuteczna i nie nadaje się do trenowania naszego ciała, czy też, jeśli wolisz, do modelowania sylwetki.
W najniższej klasie znajdziemy takie osławione „formy treningu” - a tutaj to słowo powinno być w cudzysłowie cztery miliardy razy - jak na przykład speedfitness, do którego dosłownie wystarczy oddychać. Mógłbym tu zaliczyć też flabelos, ale to tak upokarzające i trzeba być tak niewyobrażalnym debilem, żeby marnować na to czas, że samo to, iż w ogóle muszę o tym pisać, rozsadza mi mózg. Nie żartuję, najchętniej rozwaliłbym sobie laptopem głowę, byle nie musieć konfrontować się z faktem, że to flabelosowe gówno nie tylko istnieje, ale cieszy się poważnym zainteresowaniem dziesiątek tysięcy kobiet. Użytkowniczkom flabelosa chciałbym stąd przekazać, że pod względem umysłowym nie nadajecie się do życia. Szczerze mówiąc, nie wierzę nawet, że potraficie same się ubrać, więc gdybyście wyświadczyły mi przysługę i wskoczyły do betoniarki, byłbym ogromnie wdzięczny. Może dzięki temu wyzdychają też te dupki z telewizji EZO, bo przecież to wy ich utrzymujecie, to pewne.
O formach treningu z najniższych klas można by jeszcze napisać ze dwa osobne wpisy, bo w ostatnich latach wymyślono naprawdę niewiarygodnie dużo bzdur, ale mam nadzieję, że najważniejszy przekaz dotarł do wszystkich. Zero podstawowego przygotowania, żadnej świadomości. To właśnie charakteryzuje te formy ruchu i dokładnie tyle też jest do nich potrzebne, dlatego nie możemy mówić o jakiejkolwiek skuteczności ani efektach.
Wspinając się coraz wyżej po drabinie klas treningowych, coraz bardziej potwierdza się zasada, że skuteczny trening wymaga jak największej wiedzy i odpowiedniego przygotowania. Gdyby wszyscy to rozumieli i byli gotowi poświęcić trochę czasu na sprawdzenie, która metoda treningowa jest skuteczna, a która nie daje absolutnie żadnych rezultatów, miliony ludzi nie marnowałyby czasu przeznaczonego na trening.
Tak jak dotychczas, również w kolejnych wpisach będę pomagać w wyborze właściwej metody treningowej. To jednak dopiero pierwszy krok. Jeśli nie pójdzie za nim wspomniana trójca: zdobycie wiedzy, zrozumienie jej i właściwe zastosowanie, to nie ma sensu rozmawiać o czymkolwiek więcej. Albo zrozumiesz, że bez tego się nie uda, albo naprawdę wracaj skakać na balecie. Nie każdy chce być dobry, a nawet jeszcze lepszy. Zaakceptuj to, może urodziłeś się przeciętny. Zawsze znajdzie się ktoś, komu wystarczy letnie gówno, a jeśli takie podejście obejmuje też kształtowanie jego ciała, to ciało również będzie takie, a dokładniej pozostanie takie, jak określa je wspomniane już słowo.
Ale nawet wtedy nie ma problemu. Niech pociesza cię świadomość, że i tak robisz więcej niż ktoś, kto nie robi nic. No, od niego jesteś na pewno lepszy. Czy jesteś też lepszy od innych, to już nie takie pewne, ale przynajmniej nadal możesz żyć w iluzji, że robisz coś dla siebie. To wprawdzie iluzja, ale przynajmniej twoja. Tak jak twoje życie i fakt, że kiedyś będziesz mieć pięknie wyrzeźbione ciało.

