Trening z masą ciała 2. – Metoda
Mamy więc metodę opracowaną przez zagubione dusze więziennego świata, której celem jest zdobycie siły, oznaczającej w zakładach karnych przetrwanie.
Trening więzienny narodził się z konieczności, w środowisku, w którym nie było żadnych przyrządów, a o skuteczności tej metody najlepiej świadczy samo jej istnienie. To system treningowy, który przetrwał pokolenia więźniów i dzięki któremu wielu z nich uniknęło upokorzeń fizycznych i psychicznych.
Jest rok 1979. Miejsce akcji: stan Kalifornia, więzienie stanowe San Quentin. Paul Wade ma wtedy 22 lata, 185 cm wzrostu i waży 68 kilo, a właśnie zaczyna odbywać karę 23 lat więzienia. Oczywiście chłopak i tak nie jest z pierwszej łapanki, bo 23 lat nie dostaje się ot tak, ale wciąż jest znacznie drobniejszy niż kutas któregokolwiek czarnucha w San Quentin. Cela ma postać pomieszczenia o powierzchni 5 metrów kwadratowych, a świadomość, że musi błyskawicznie doprowadzić się do formy, bo inaczej jego dupa dowie się, jak to jest być Friderikusem Sándorem.
Jak napisał Wade, na samym dole więziennej hierarchii są nowi, więc nie mają szans skorzystać z ciężarów na spacerniaku. Mogą ich używać wyłącznie tak zwani przywódcy i ci, którym inni pozwalają. Kolejny problem jest taki, że nieważne, jakim twardzielem byłeś na wolności, więzienie to znacznie bardziej chory i agresywny świat, w którym otaczają cię niemal sami twardsi od ciebie goście, z pewnymi skłonnościami psychopatycznymi. Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że San Quentin to więzienie o zaostrzonym rygorze, gdzie większość osadzonych odsiaduje dożywocie albo jest wielokrotnymi recydywistami i niebezpiecznymi przestępcami, którzy trzymają się w gangach i lawirują obok ciebie na spacerniaku.

Masz celę, w której jest piętrowe łóżko, muszla klozetowa, jakaś namiastka umywalki i tyle. To twoja przestrzeń życiowa na najbliższe lata, a jeśli masz szczęście, nie zamkną cię z jakimś prawdziwym chorym pojebem. Twoja cela, spacerniak, 5000 kurewsko wkurwionych towarzyszy i kolejnych 700 skazańców z bloku wschodniego, w tym tacy więźniowie jak Scott Peterson, który brutalnie okaleczył swoją ciężarną żonę, czy seryjny morderca Rodney Alcala.

W takich okolicznościach powstała metoda, do której nie potrzeba niczego poza tobą, bo nikogo innego i tak nie masz. Wielu zapomina o swoim ciele i sądzi, że jeśli nie mają w rękach sprzętu, nie da się naprawdę rozwijać siły ani porządnie trenować, ale to, że podnosisz 90-100 kilo, nie oznacza, że poradzisz sobie z ciężarem własnego ciała. Istnieją tysiące ćwiczeń na mięśnie, ale naprawdę dobry plan treningowy wymaga tylko kilku podstawowych, wszechstronnych ćwiczeń. Najwspanialsze rzeczy tworzą system, w którym łączą się ze sobą, a ludzkie ciało jest jedną z najwspanialszych rzeczy, w której wszystko łączy się ze wszystkim. Ludzkie ciało składa się z około 500 mięśni, które rozwinęły się tak, by działać w harmonii, bo do chodzenia potrzebujesz nie tylko nóg, a do seksu nie tylko fiuta.
Trening więzienny jest wspaniały nie tylko dlatego, że nie wymaga żadnego sprzętu, ale też dlatego, że dzięki podstawowym ćwiczeniom trenuje całe ciało. Cała metoda działa na mięśnie człowieka jak meteor, który niszczy nie tylko miejsce uderzenia, ale też wszystko wokół. Dokładnie na tej zasadzie działają ćwiczenia stosowane w treningu więziennym, z tą różnicą, że w tym przypadku meteor składa się z 6 podstawowych ćwiczeń.
1. Pompki
2. Przysiady
3. Podciąganie
4. Unoszenie nóg
5. Mostek
6. Pompki w staniu na rękach
Te 6 ćwiczeń to wszechświat wszechrzeczy, punkt zero, punkt wyjścia, ten słynny MESTERHATOS, filar treningu więziennego. Przysiady nie ćwiczą tylko nóg, podciąganie nie angażuje wyłącznie mięśni pleców, a pompki nie kształtują jedynie klatki piersiowej i ramion, bo te ćwiczenia są skupiskami mięśni całego ciała, a eksplozja wywołana treningiem rozchodzi się po całym organizmie. Dzięki tym ćwiczeniom trenujesz w skupieniu, a jednocześnie całe ciało rozwija się proporcjonalnie, ponieważ jego mięśnie współpracują ze sobą. Paul Wade nie potrzebował do tych ćwiczeń ławek do wyciskania ani hantli, a nawet pieprzonego 10-kilogramowego worka z mąką, bo wszystko, czego potrzeba do wyrzeźbienia ciała, miał w sobie, czyli własne ciało.
Słusznie nasuwa się pytanie: skoro ta metoda jest taka zajebista, to dlaczego nie ćwiczą tak wszyscy? Pytanie jest zasadne, a odpowiedź cholernie prosta. Po pierwsze, ten rodzaj treningu na początku jest cholernie trudny, wymaga podstawowej elastyczności i dobrego stanu zdrowia. Po drugie, nikomu nie zależy na popularyzowaniu tej metody, bo nikt nie zarobi na tym, że ćwiczysz z własnym ciałem. Pieniądze zarabia się na tym, że kupujesz karnet na siłownię i różne elastyczne czy inne, kurwa, przyrządy, buty kangoo albo warte kilkaset tysięcy maszynki wibrujące, którymi co najwyżej moglibyśmy sobie zwalić konia, ale na pewno nie pozbyć się komórek tłuszczowych z ciała. Najprostsza metoda jest zawsze najskuteczniejsza, reszta to tylko ozdóbki, lukrowany marketing i gówno podawane za styl życia.
Bogiem treningu więziennego jest mesterhatos, a jego synem Jezus, czyli 10 etapów. To podstawa całej metody, którą od tej pory szczegółowo opisze za mnie Paul Wade…

Koniec drugiej części. Od tej pory omówię po kolei ćwiczenia z mesterhatos. W trzeciej części szczegółowo przeanalizuję 10 etapów pompek, ilustrując je zdjęciami…
