Czarne Anioły - Błąd jogurtu 0%

Fekete Angyalok - A 0%-os Joghurt tévedés

tumblr_lvzxit3sEV1qchee4o1_500.gif

W sierpniu jedziemy z kumplami na dwutygodniowe wakacje. Wybór miejsca co roku poprzedza zazwyczaj długi proces, bo owszem, jest nas pięciu, ale każdy chce jechać gdzie indziej. Ja chcę umrzeć na Stripie w Las Vegas, Dave koniecznie chciałby jechać do Dubaju, ale kiedy mu powiedziałem, że to raczej nie wypali, bo jeśli ktoś był już w Izraelu, to do Emiratów go nie wpuszczą. Padły jeszcze Berlin i Amsterdam i choć zestaw: ciastka z ziołem - prostytutki z witryn za 50 euro wydaje się niezwykle kuszący, wygląda na to, że ostatecznie wygrała propozycja Ákosa, bo jedziemy do Tajlandii. Tajlandia to kraj torebek Vuittona za 5 dolarów i osób o nieokreślonej płci, gdzie jeśli zapłacisz za dziewczynę, jest spora szansa, że trafisz na 16-letniego chłopaka. Ta część trochę mnie zaniepokoiła, bo rozumiem, plaża i węże na stole, ale jeśli napalę się na dziewczynę w minispódniczce, to niech ona jednak będzie dziewczyną, nawet jeśli przez takie myśli nie jestem politycznie maksymalnie poprawny w europejskim rozumieniu tego określenia. I kto wie, może po trzecim sake, czy czym tam oni piją, moja zdolność osądu mocno się pogorszy i zaliczę pierwsze w życiu doświadczenie bliskie SZDSZ, ku wielkiej radości Ungár Kláry i ruchu Gay Pride...

Przejęzyczenia, o których będzie teraz mowa, dotyczą w szczególności błędnego wyobrażenia na temat jogurtów 0%. W ciągu ostatnich kilku dni zrobiłem u Niemców duże zakupy i kiedy fotografowałem szynki, mój wzrok zatrzymał się na 750-mililitrowej butelce jogurtu. Na boku opakowania była smukła kobieca sylwetka, a wielkimi literami wyróżniono zawartość tłuszczu wynoszącą 0,1%. Dla lepszego efektu dodali nawet nadruk miarki, żeby każdy zrozumiał, że ma do czynienia z produktem o wyjątkowych właściwościach odchudzających. Wprowadzanie w błąd i ogłupianie społeczeństwa to przywilej polityków, a nazywanie większości jogurtów 0% dietetycznymi jest równie śmieszne jak oświadczenia majątkowe polityków. Bo gdyby komuś chciało się odwrócić butelkę i sprawdzić, co oprócz 0,1% tłuszczu jeszcze zawiera, uśmiech od razu nie byłby już tak szeroki. Największy problem polega na tym, że większość kobiet, gdy zobaczy coś z napisem „light”, a na dodatek w różowo-fioletowych kolorach, kupi to bez zadawania pytań i dalszego zastanawiania się. W umowach najważniejszy jest zawsze tekst drobnym drukiem, a przy fantastycznych ofertach banków smutna prawda kryje się w przypisie oznaczonym gwiazdką. Tak samo jest ze wszystkimi produktami spożywczymi: wystarczy odwrócić to cholerne opakowanie i odpowiednio odczytać podane proporcje i wartości.

New Lifestyle, wspomniana wcześniej miarka, na której końcu widnieje napis „0,1% fat”. W prawym dolnym rogu butelki widać jeszcze liczbę kalorii, czyli informację, ile kalorii zawiera dana ilość. A więc dana ilość. Warto tu zaznaczyć, że wartość 168 kalorii podano dla 2,5 decylitra, ale problem w tym, że ten jogurt ma 7,5 decylitra, czyli w tym przypadku daje to 504 kalorie!!!! Tyle znajduje się w jednym takim zajebistym jogurcie dietetycznym. Często robią tak, że kiedy liczba kalorii osiąga już absurdalnie wysoką wartość, zwłaszcza w przypadku produktu podającego się za dietetyczny, podają ją tylko dla określonej ilości, a większość ludzi po prostu myśli, że tyle kalorii ma cały produkt.

IMG_9619_1.JPG

Najlepsze dopiero przed nami: skąd tyle kalorii, skoro to coś jest dietetyczne? Odwracamy butelkę i proszę: 13 gramów cukru w 100 gramach jogurtu!!! W tym przypadku to badziewie waży 750 gramów, czyli w tym 750-mililitrowym jogurcie New Lifestyle z miarką i 0% tłuszczu jest całe 98 gramów cukru.

IMG_9620_1.JPG

Niestety, nie potrafię mówić tak powoli jak Ildikó Lendvai, wielka dama rządu Pinokia, więc wolę to napisać. DZIEWIĘĆDZIESIĄT OSIEM GRAMÓW CUKRU. To strasznie dużo, a żeby pokazać, ile to właściwie cukru, wyciągnąłem wagę i dokładnie zważyłem, jaką objętość ma taka ilość w rzeczywistości.

Pierdzielisz mnie? Ta ilość cukru zaskoczyła nawet mnie. Dieta stała się ogromną modą, a co ważniejsze, wielkim biznesem. Większość firm zrozumiała, że jeśli połączą słowo „light” z produktami przeznaczonymi dla kobiet, to będą mogły wcisnąć im każdy badziew, bo nie dociera do nich, żeby poza połączeniem moreli i 0,1% dokładniej sprawdzić, co właściwie pochłaniają pod hasłem diety. Chodzi o to, żebyście nie były łatwowiernymi idiotkami, bo od tego są małpy z FLP i Zeptera.

Wstecz: Blog