Owoce
W ostatnich latach rozgorzała rzeź, jakiej nie powstydziłyby się krucjaty: specjaliści o bystrym oku, świadomi zdrowotnie albo tylko za takich się uważający, którzy potrafią dostrzec nawet najmniejsze uchybienia, wypowiedzieli ostateczną i totalną wojnę produktom mlecznym.
Jednak ci specjaliści i gorliwi internetowi wojownicy o zdrowie jakoś zapominają o owocach, których obecność w codziennym życiu często wyrządza ludzkiemu organizmowi znacznie większe szkody, niż większość mogłaby sądzić.
Faktem jest, że jedzenie owoców jest zdrowe, i faktem jest, że owoce zawierają niezbędne dla ludzkiego organizmu błonnik, witaminy i minerały, więc nikt nie zakłada, że owoce mogą być szkodliwe dla zdrowia. I właśnie to jest najgroźniejsze. Kiedy sądzimy, że coś nam służy, i w błogiej nieświadomości zaczynamy bez umiaru spożywać to, co uważamy za dobre, a tymczasem wyrządzamy sobie w ten sposób największą krzywdę.
Owoc w swojej nienaruszonej postaci jest wspaniałym i naprawdę zdrowym pożywieniem, ale nacisk należy położyć na „nienaruszonej postaci”, która dziś, za sprawą ingerencji ludzkich rąk i nauki, nie jest niczym innym jak pozbawionym wartości, otumanionym, pozbawionym składników odżywczych, mocno zmanipulowanym pożywieniem.
Tak jak kurczaki faszeruje się najróżniejszymi paszami, żeby jak najszybciej osiągnęły wagę ubojową, tak samo jest z owocami. Pomyślmy tylko: gdyby robiono to samo z ludźmi, czyli przyspieszano naturalny rozwój człowieka, to chyba nasuwałoby się wiele pytań.

Jaką metodą można by to osiągnąć? Jakiego składnika odżywczego należałoby dostarczyć, żeby to się udało, i jak ten organizm wyglądałby po jakimś czasie? Ale jeszcze ciekawsze pytanie brzmi: co znajduje się w koktajlu, który umożliwia taki nienaturalny wzrost? Właśnie o to chodzi: o wymuszoną uprawę, przyspieszanie czasu za wszelką cenę. Populacja Ziemi rośnie w zawrotnym tempie, trzeba zaspokajać potrzeby rynku i dotyczy to każdego sektora. Nieważne jak, ważne, żeby na półkach nie zabrakło mleka, mięsa, warzyw i owoców, najlepiej świeżych, nawet jeśli przybywają z drugiego końca świata.
Można by bardzo długo i szczegółowo analizować ten temat, ale teraz chciałbym mówić konkretnie o uprawie owoców i związanych z nią procesach, ponieważ owoce to kategoria, którą ludzie kojarzą ze zdrowiem, choć już od bardzo dawna nie można tak o nich mówić.
Obróbkę owoców środkami konserwującymi zaczyna się już wtedy, gdy owoc istnieje jeszcze tylko w postaci nasiona. Chodzi o to, by jak najszybciej rosły i były jak najpiękniejsze. Ograniczyć naturalne procesy fermentacji do minimum i zadbać o to, by owoce nie traciły świeżości również podczas przechowywania i transportu. Oczywiście nie da się naturalnymi metodami spełnić tych kryteriów, dlatego trzeba sięgnąć po środki, które działają wbrew naturze, hamują procesy i zatrzymują wskazówki zegara. Właśnie do tego służą środki konserwujące, metody przechowywania z użyciem gazów oraz metody modyfikacji genetycznej.
Owoce są jednak odżywiane i traktowane sztucznymi substancjami nie tylko w okresie uprawy. Gleby uprawne już same w sobie są wyjałowione do cna, a o tym, że nagromadzone przez dziesięciolecia różne środki do oprysków i substancje chemiczne wciąż znajdują się w glebie, nawet nie wspominając, bo środki chemiczne i konserwanty mają taką właściwość, że nie rozkładają się nawet przez 20-30, a nawet 50 lat.

W tej glebie nadal znajdują się substancje chemiczne, które dawno temu zakazano ze względu na ich rakotwórcze i ogólnie wyjątkowo szkodliwe dla zdrowia działanie. Owoce, które dziś lub jutro trafią do konsumentów, rosną w takim środowisku, a jakby tego było mało, na gotowy produkt na wszelki wypadek rozpylają jeszcze porządną dawkę preparatu, który ma konserwować powierzchnię owoców.
Bifenyl (E230), fenylfenol (E231), fenolan sodu (E232) i tiabendazol (E233). Te środki konserwujące są najczęściej stosowane do powierzchniowej obróbki owoców. Dzięki temu zabiegowi owoce są chronione z zewnątrz przed czynnikami środowiskowymi, takimi jak słońce i powietrze, które mogą przyspieszać naturalne procesy fermentacji owoców.
Owoce są konserwowane na każdym etapie uprawy, od samego początku aż do chwili, gdy wkładamy je do koszyka. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że większość ludzi myśli, że jeśli umyje owoce, wszystko będzie już w porządku i nie dostarczy organizmowi żadnych szkodliwych substancji.
Jeśli ktoś mi nie wierzy, oto tabela pokazująca spadek zawartości składników mineralnych i witamin w owocach w latach 1985-1996. Dane mówią same za siebie, a wartości te spadły nie dlatego, że owoce zapomniały wytwarzać witaminy, lecz dlatego, że podczas uprawy z użyciem chemikaliów i modyfikacji genetycznych oraz przechowywania z użyciem gazów i wzbogacania dwutlenkiem węgla owoce utraciły taką część składników mineralnych i witamin. Badanie podaje dane z 1996 roku, a od tamtej pory minęło 17 lat!!!

W drugiej części wpisu będzie mowa o samych owocach, ich składzie, możliwości spożywania oraz włączenia ich do diety.
Owoce zawierają cukier. Można też powiedzieć, że owoc to w praktyce produkt spożywczy o wysokiej zawartości cukru, którego nadmierne spożycie prowadzi do znacznego gromadzenia i odkładania się tłuszczu. Niewiele osób o tym wie, ale właśnie dlatego istnieje LifeTILT - by zwracać uwagę na takie drobiazgi w życiu.
Wszystkie owoce zawierają fruktozę, czyli cukier owocowy, którego organizm (insulina) nie potrafi przekształcić (w glikogen), aby zmagazynować go w mięśniach. Powiem prościej. Nasz organizm nie potrafi przetworzyć cukru owocowego, a ponieważ nie może go przetworzyć, zamienia go w tłuszcz. Jeszcze prościej. Od jedzenia owoców przytyjesz. W tym momencie przychodzi mi na myśl 90-dniowa dietetyczna odklejka, w której konkretnie uwzględniono dzień owocowy, ale nie będziemy teraz w to wnikać.
Tak jak we wszystkim, tak i wśród owoców są ogromne różnice, ponieważ niektóre owoce zawierają nie tylko fruktozę, ale także glukozę, która intensywniej podnosi poziom cukru we krwi, a uruchomiona w konsekwencji produkcja insuliny jeszcze bardziej sprzyja odkładaniu się tłuszczu. Czyli cholernie nie jest obojętne, czy zjesz kilogram winogron, czy kilogram porzeczek.
W poniższej tabeli bardzo fajnie zebrano, ile można zjeść danego owocu w ciągu dnia w zależności od zawartości cukru owocowego, i to wyłącznie na pusty żołądek, bo jeśli łączymy je z innymi potrawami, nie powinniśmy jeść nawet tyle.
| Owoc | Ilość | Owoc | Ilość |
| winogrona | max. 150g | morela | max. 300g |
| czereśnia | max. 200g | mandarynka | max. 350g |
| śliwka | max. 200g | pomarańcza | max. 400g |
| ananas | max. 250g | truskawka | max. 450g |
| gruszka | max. 250g | jabłko | max. 450g |
| nektarynka | max. 250g | arbuz | max. 500g |
| kiwi | max. 300g | malina | max. 550g |
| grejpfrut | max. 300g | porzeczka | max. 600g |
Niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że jeśli będzie jeść tylko owoce, to uda mu się schudnąć, bo to po prostu nie zadziała. Celem diety odchudzającej powinno być pozbycie się tkanki tłuszczowej, a dieta owocowa kompletnie się do tego nie nadaje. Uprzedzam, że nie stracisz ani grama tłuszczu.
Najlepiej zjeść trochę owoców na drugie śniadanie albo, jeśli tak wolicie, przy drugim posiłku, przy czym nacisk kładę na „trochę”. Po treningu nie wolno jeść owoców, bo nie raz widzę, jak te wszystkie ptasie móżdżki na siłowni po treningu podchodzą do baru i pochłaniają koktajl bananowy. Zajebiście, ale niewiele to daje, a wręcz szkodzi.
Podsumowując, owoce należy jeść wyłącznie przy drugim posiłku albo przed dużym wysiłkiem fizycznym, czyli przed treningiem na siłowni, interwałowym lub funkcjonalnym, ale absolutnie nie przed jakimiś tam pierdołowatymi wygibasami aerobikowymi, bo to nie jest poważny trening. Nie jedzcie też owoców po posiłkach ani po aktywności fizycznej, a już na pewno nie przed snem.
Na zakończenie dobra rada. Tym, którzy chcą żyć zdrowo, a przynajmniej mieć takie złudzenie, zdecydowanie radzę, by choć częściowo wykluczyli ze swojego życia owoce dostępne w hipermarketach i supermarketach, a myślę, że można śmiało powiedzieć, że także w większych sieciach handlowych. Targowiska mogłyby być alternatywą, ale tylko mogłyby, bo tam również zaopatrują się na rynkach hurtowych, gdzie dostarczają towar duzi producenci chętnie stosujący opisane wyżej praktyki. Mali producenci i zwolennicy rolnictwa ekologicznego to ostatni wojownicy, którzy oferują jeszcze owoce, o których rzeczywiście można powiedzieć, że są owocami i można je uznać za zdrowe. Mimo to radziłbym, żeby jeśli ktoś koniecznie chce dostarczyć sobie witamin i chce czerpać je z owoców, zamiast tego przyjmował witaminy.
