W domu z dzieckiem – dzień osiemnasty

Itthon a gyerekkel – Tizennyolcadik nap

Gdy Ádi poczuł się lepiej, Reni z miejsca całkowicie się załamała. 

Kiedy dziecko było chore, trzymała się, ale gdy zobaczyła, że z dzieckiem wszystko jest już w porządku, miała czas, by skupić się na sobie i swoich problemach. W przypadku Reni to najgorsze, co może się zdarzyć, jeśli zacznie rozmyślać o tym, co się z nią dzieje i co ją jeszcze czeka. 

Jeden z moich przyjaciół napisał do mnie wiadomość i zapytał, jak się czuje Reni. 

„Fizycznie dobrze” — odpowiedziałem i w tej odpowiedzi zawierało się wszystko. Potem chłopak już o nic nie pytał. 

Reni osiągnęła punkt krytyczny trzeciego dnia po operacji, który spędziła w domu. Bawię się na dole z dzieckiem, Reni czyta coś za moimi plecami, po czym nagle zaczyna płakać i biegnie na górę do sypialni, skąd nie zeszła już przez cały dzień. Chyba nawet prawie nie wstała z łóżka. Kilka razy do niej zaglądałem, żeby ją pocieszyć, ale nie było żadnej nadziei. 

„Dlaczego ja? Co mam teraz zrobić? Nie chcę radioterapii” — w takim nastroju minął nam dzień. Z jednej strony całkowicie to rozumiem, z drugiej wcale. Po tym dniu odbyłem z Reni poważną rozmowę, podczas której wyjaśniłem jej, że stało się, co się stało, czeka nas to, co nas czeka, ale teraz musi być silna, chce czy nie, bo nasza rodzina nie może stracić matki, czyli emocjonalnego i duchowego oparcia rodziny. Po prostu nie może sobie pozwolić, by dzieci widziały matkę w takim stanie, a ja też jej na to nie pozwolę. 

Nie pozwolę na to, bo dziecko, choć ma dopiero rok, od razu wyczuło, co się dzieje. Stało się niesamowicie marudne i zupełnie zdezorientowane. 

Naprawdę wszystko rozumiem i akceptuję, że trzeba przepracować ciosy, ale jednocześnie

jesteśmy rodzicami i niestety wiąże się z tym także to, że musimy być silni, nawet jeśli w środku jesteśmy najsłabsi.

Niedaleko naszego domu jest parking, na którym po drodze do domu zawsze zatrzymuję się na 10-20 minut, żeby się uspokoić. To zależy od tego, w jakim zoo przyszło mi tego dnia pracować. Odkładam pracę na bok i przestawiam się na inny tryb. Przestawiam się, uspokajam i nigdy, przenigdy

Nie przynoszę do domu negatywnej energii, stresu ani napięcia. 

Kiedy tylko przekroczę próg, ani Reni, ani dzieci nie mogą odczuć, jak bardzo byłem tego dnia zestresowany.

To nasze zadanie jako rodziców: chronić dzieci. Nie tylko przed ostrymi przedmiotami i drobiazgami, które mogłyby połknąć, ale też przed całym tym gównem, które przynieślibyśmy do domu z zewnątrz.

Dzięki Bogu Reni jest inteligentną kobietą i od razu zrozumiała, co jej powiedziałem. Niesamowicie szybko doszła do siebie, czego bardzo potrzebowała nasza rodzina, a w szczególności Ádi.  Gdy ogólny nastrój Reni się poprawił, poprawił się też nastrój dziecka. Wcześniej nie dało się odłożyć dziecka, bo zaczynało przeraźliwie płakać, a uspokajało się tylko wtedy, gdy podnosiłem je ja. 

https://www.facebook.com/lifetiltblog/videos/297069884292365/

 

Na filmie się uśmiecham, ale przechodziłem wtedy naprawdę cholernie trudne dni. 

Gdyby ktoś mnie teraz zapytał, czy dobrze jest być w domu z dzieckiem, czy może wolałbym wrócić do pracy, nie potrafiłbym udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Nie umiałbym odpowiedzieć, bo moja odpowiedź zależałaby w dużej mierze od tego, którego dnia by mnie o to zapytano.

Są też bardzo złe dni, kiedy dziecka naprawdę nie da się znieść. Płacze, gdy je odkładasz, płacze, gdy chcesz się z nim bawić, płacze, gdy je przewijasz, ubierasz czy zabierasz do kąpieli; trudno zasypia, za to cholernie szybko się budzi. To są te naprawdę koszmarne, przeklęte dni. Po takich dniach, gdyby ktoś zapytał, czy wolałbym teraz wrócić do pracy zamiast być w domu z dzieckiem, moja odpowiedź byłaby zdecydowanie, absolutnie wielkim „tak” - i to takim, że potem przez kilka dni w ogóle nie wracałbym do domu. Po takich dniach chciałbym dwóch rzeczy. Porządnie się upić i płakać gdzieś w pozycji embrionalnej.

A potem są takie dni, kiedy wszystko jest w porządku. Dziecko je, śpi, jest w dobrym humorze, bawi się samo, a senności nie sygnalizuje płaczem, tylko zaczyna trzeć oczy, czyli po prostu WSZYSTKO JEST W PORZĄDKU.

Właśnie takiego dnia napisałem ten słynny wpis „Dlaczego kobietom nie jest dobrze w domu z dzieckiem?” i gdyby ktoś zapytał mnie w taki dzień, jak to jest być w domu z dzieckiem, powiedziałbym, że najlepszą decyzją w moim życiu było to, że przez 30 dni zamiast pracować, jestem w domu z Ádim. Po takich dniach nie wykluczałbym nawet, że zostanę z nim w domu, aż pójdzie do przedszkola, i za żadne pieniądze nie wróciłbym do pracy. 

Bycie w domu z dzieckiem to prawdziwa rosyjska ruletka i nigdy nie wiesz, czy tego dnia, załamując się, oszalejesz, błagając o litość, czy wręcz przeciwnie - będziesz najszczęśliwszym człowiekiem, który dziękuje losowi za każdą minutę spędzoną z dziećmi.

Pisząc ten wpis, mam za sobą 18 dni spędzonych w domu, więc chciałbym teraz krótko podsumować dotychczasowe doświadczenia i przy okazji ocenić samego siebie.

Dziecko

Dziecko żyje, ale myślę, że to jednak należy do kategorii absolutnego minimum. W całym tym przedsięwzięciu dziecko ma bezwzględne pierwszeństwo, bez względu na to, o co chodzi. To znaczy, że jeśli danego dnia dziecko było bardzo absorbujące i wymagało dużo uwagi, po prostu odsuwałem wszystko inne na bok i skupiałem się tylko na nim. Adi ma jeść, codziennie wypić co najmniej 800 ml, zawsze mieć czystą pieluchę i iść spać, gdy widzę oznaki zmęczenia. Spośród wszystkiego najbardziej pilnuję właśnie tego, bo jeśli nie położę dziecka spać na czas, Adi będzie przemęczony i rozpęta się istny cyrk.

W kwestii dziecka jest tylko jedna rzecz, z której nie jestem zadowolony: przestrzeganie jego planu dnia. Do dziś dziecko nie żyje w takim rytmie i według takiego planu dnia, jaki wymyśliła Reni, a który zresztą był dla niego idealny. 

Ja wychowuję skutecznie, Reni tak, jak potrafi tylko matka. Dla mnie karmienie albo kąpiel to zadanie do wykonania, które chcę zrobić jak najsprawniej. Jeśli dziecko musi coś zjeść, dostaje miskę jedzenia, ma ją zjeść i tyle. Ale Reni nie karmi w ten sposób. Dla niej karmienie nie jest zadaniem, tylko jednym ze sposobów okazywania troski. Może nie potrafię tego teraz jasno ująć, ale właśnie to jest tym nieuchwytnym dodatkiem, do którego zdolne są tylko kobiety. Mógłbym się nawet zajechać, ale nigdy nie potrafiłbym opiekować się dzieckiem tak jak jego matka, bez żadnego wysiłku. 

To moje największe dotychczasowe olśnienie. Matki po prostu nie da się zastąpić. 

W czym muszę się poprawić

  • Muszę bardziej pilnować planu dnia dziecka. 
  • Nie dawać mu po kryjomu soku jabłkowego i budyniu waniliowego
  • Nie kąpać go pod kranem, tylko w wannie.

Obowiązki domowe

Zawsze traktowałem te wszystkie sprawy domowe jako swego rodzaju straty uboczne. Przez 30 dni robię w domu to, co Reni, a oprócz opieki nad dzieckiem zalicza się do tego również to całe badziewie. Już wcześniej pisałem o tym, jak ważną rolę kobiety odgrywają w tworzeniu ciepła domowego ogniska, a ważną częścią tego ciepła jest porządek i czystość w domu, czyste ubrania i wszystko inne, co trzeba zrobić w ramach obowiązków domowych.  

pranie

To mój ulubiony obowiązek. Porządnie piorę jak szalony. Osobno ubrania dziecka w orzechach piorących (nie pytajcie, nie wiem), osobno kolorowe, białe i czarne, używam różnych programów prania, więc ta część jest całkowicie w porządku, ale szczerze mówiąc, nawet ją lubię. Gdybym miał dalej robić tylko jedną rzecz, wybrałbym właśnie to.

W czym muszę się poprawić

  • Muszę wyjąć mokre ubrania w ciągu 12 godzin po praniu, bo inaczej zatęchną, a potem będę musiał prać je od nowa.

zmywanie naczyń

Tutaj mam już problem. Nie robię niczego, co nie ma dla mnie sensu. Nie mówię tylko o obowiązkach domowych, ale o wszystkim w życiu. Jeśli istnieje bardziej racjonalne albo łatwiejsze rozwiązanie, to właśnie tak robię. W tym przypadku nie rozumiem tego zmywania. Gdyby to ode mnie zależało, po prostu kupiłbym plastikowe talerze, kubki i sztućce, i problem byłby rozwiązany. Wiem, Ziemia i tak dalej, ale nie ma się czym martwić, Reni nie pozwala na papierowe kubki i talerze. Głupio wyglądałyby w witrynie obok serwisu porcelanowego z Herendu, który oczywiście też muszę zmywać. Nie lubię zmywać, ale to robię. Nie w zmywarce, tylko ręcznie, bo tak jest szybciej.

W czym muszę się poprawić

  • Żebym to ja zmywał także to, co Reni zmywa za mnie.

prasowanie

Zdecydowanie odpada. Nie zamierzam prasować. Znam kobietę, która prasuje nawet ręczniki i skarpetki, ale znam też kogoś, kto zwariował, więc nic nam to teraz nie daje. Gdybym miał taką pracę, że musiałbym chodzić w koszuli, sytuacja wyglądałaby inaczej, ale nie mam takiej pracy, więc nie ma o czym rozmawiać. 

W czym muszę się poprawić

  • W niczym. Jestem całkowicie zadowolony z tego, że nie prasuję.

odkurzanie

Nie mam z tym problemu, zrobię to, jeśli naprawdę trzeba, ale wymyśliłem na to sposób, żeby nie musieć robić tego tak często. Reni zaczyna mi marudzić o odkurzaniu, kiedy na podłodze widać okruszki albo błoto, które przyniosłem z ulicy. Gdy tylko to zauważę, zanim Reni zdąży coś powiedzieć, biorę miotłę i zamiatam wszystko, co widać, dzięki czemu mieszkanie wygląda na czyste. Reni cieszy się, że nie ma brudu, a skoro mamusia jest szczęśliwa, to wszyscy są szczęśliwi, a ja mam odkurzanie z głowy. 

W czym muszę się poprawić

  • Lepiej tego nie napiszę, bo jak Reni to przeczyta, to na pewno jutro każe mi w ramach zemsty posprzątać cały dom.

sprzątanie

Wprowadzona przeze mnie zasada jest taka, że każdy sprząta po sobie. Dórika też, Reni też, a ja staram się nie zostawiać wszystkiego w całym mieszkaniu. Idzie mi tak dobrze, że wczoraj poszedłem do rodziców i tam też zacząłem po sobie sprzątać. Wiecie, są w życiu takie momenty, które każą się zatrzymać, kiedy nagle stajesz i sam jesteś zaskoczony tym, co robisz.

Reni zresztą jest świetną partnerką, wspiera mnie we wszystkim. Także w tym programie. To pudełko stało tak na stole przez 2 dni, ale Reni go nie ruszyła, poczekała, aż sam je odłożę. 

Myślę, że ten wpis trzeba zakończyć w najlepszym momencie, a dzięki temu pustemu pudełku po budyniu na stole z nawiązką osiągnęliśmy ten szczyt. Jest tu jeszcze kilka rzeczy, takich jak gotowanie i czystość, ale o tym napiszę w następnym wpisie, bo ten i tak już wyszedł za długi. 

A skoro już mowa o następnym wpisie. W następnym wpisie opowiem o tym, jak ta zamiana ról wpłynęła na moją relację z Reni, a także ogólnie na nasze małżeństwo. 

Wstecz: Blog