Laura 50 dni później

Laura 50 nappal később

 

Dzień 0. 60,3 kg

Dzień 50. 55,6 kg

 

Minęło 50 dni programu Laury, czyli osiągnęliśmy już prawie liczbę dni, przez które jestem w stanie wytrzymać z dziewczyną w związku. Program odchudzający Laury dobiegł końca, więc od teraz skupimy się wyłącznie na kształtowaniu sylwetki. Pojawi się nowy program treningu cardio, obejmujący wchodzenie po schodach i jazdę na rowerze pod górę, nowa dieta z większą ilością białka i błonnika, uwzględniająca prośbę Laury o więcej owoców, a ona zacznie brać  EAA - CLA , które pomogą zwiększyć masę mięśniową niezbędną do kształtowania sylwetki. Wprowadzimy też nowy program treningu na siłowni, zmieniając liczbę serii i ćwiczenia. Zostało 20 dni, co nie wystarczy, by zakończyć kształtowanie sylwetki, więc najprawdopodobniej będziemy musieli przedłużyć program do 90 dni. Kształtowanie sylwetki to zupełnie inny proces niż ten, do którego Laura była dotąd przyzwyczajona, i będzie musiała się przystosować do tej zmiany. Znając Laurę, nie będzie z tym problemu. Większym kłopotem będzie to, jak pogodzi się z tym, że jej obecne 55 kilo wzrośnie do 58-59, ponieważ dodatkowy ciężar nadających sylwetce kształt mięśni będzie oznaczał większą wagę. Kobietom trudno zaakceptować każdy wzrost wagi, nawet jeśli wynika on z przyrostu szczupłej masy mięśniowej, która nadaje im piękną, kobiecą sylwetkę. Łączą bowiem przybieranie na wadze z tyciem i jak szalone wpatrują się w tę cholerną wagę, jakby miała jakiekolwiek znaczenie, kiedy wizualnie kształtują ciało. Trenujemy dla lustra, nie dla wagi, i warto byłoby to sobie wbić do prawej półkuli, moje księżniczki...

Dieta

Program cardio

Laura 

Przeczytałem wpis o suplementach, który moim zdaniem okazał się dość pouczający, choć jestem laikiem. Ale nie o to chodzi, tylko o komentarze podważające kompetencje Bencego, czyli - modnym słowem - jego wiarygodność. 

Mogę mówić tylko o własnych doświadczeniach, więc właśnie nimi się teraz podzielę. Kilka razy wspominałam/wspominaliśmy, że nie zaczęłam trenować wczoraj ani z Bencem. Jestem dość skrupulatna, więc przeczytałam mnóstwo artykułów branżowych, wpisów na forach i książek na temat tego sportu. Mogę powiedzieć, że niemal na każdy temat znajdowałam sprzeczne opinie. Nie potrafiłam odnaleźć się w tej dżungli, a w głowie kłębiły mi się te wszystkie informacje. Wtedy skorzystałam z pomocy trenera personalnego, który był typem człowieka nieustannie kręcącego się wokół nowych klientów. Zamienił ze mną kilka zdań, potem pogrzebał w swojej teczce i dał mi plan treningowy oraz dietę, a oczywiście na koniec wyciągnął rękę. Trochę mnie zdziwiło, że nic nie było dopasowane do mnie, ale pomyślałam, że skoro przyznałam już, że potrzebuję specjalisty, to nie będę podważać jego programu. Tak zaczęła się nasza dość krótka współpraca, bo szybko stało się jasne, że to nie trener dla mnie. To jeszcze pół biedy, że oprócz mnie zajmował się jednocześnie mniej więcej trzema innymi osobami, ale kiedy kazał mi robić wyciskanie nogami z obciążeniem 50 kg, mimo że mam chore kolano, a do tego urosły mi takie bicepsy i uda, że niejeden przeciętny facet mógłby mi pozazdrościć, wtedy podziękowałam mu za współpracę.

Zostałam sama ze wskazówkami od partnerów treningowych i z internetu. Chodziłam na treningi 6-7 razy w tygodniu, po każdym robiłam 30 minut cardio, pilnowałam diety i oczywiście brałam witaminy oraz odżywkę białkową. Mijały tygodnie i miesiące, moje ciało stawało się jędrniejsze, ale jednocześnie coraz większe, a nadmiar tkanki tłuszczowej wcale nie znikał. Byłam cholernie zrozpaczona (płakałam przed lustrem), bo wyglądałam gorzej niż przed rozpoczęciem treningów. Wtedy trafiłam na tego bloga. Przeczytałam go od deski do deski, rozwiał wiele moich wątpliwości i coraz częściej myślałam o tym, żeby odezwać się do Bencego. Nie obchodziło mnie, że nie ma kwalifikacji, bo widziałam efekty. Napisałam do niego i nie prosiłam o darmową poradę, jak robi tu całkiem sporo osób… Zapytałam, czy może mnie przyjąć, a jeśli tak, to kiedy i na jakich warunkach finansowych i innych. Szybko stało się jasne, że to, co robiłam, było zupełnie bez sensu. Odżywiałam się dobrze, ale jadłam za dużo, przez co praktycznie budowałam masę, zamiast redukować. Odżywka białkowa, którą brałam, była bardzo dobrej jakości, mimo że była produktem nieznanej marki. Gdy do sklepu przyjeżdżała dostawa, kulturyści i trenerzy wręcz przepychali się, żeby ją kupić, ale dla mnie wcale się nie nadawała. Nie miałam osobnego dnia na cardio, a przez dużą liczbę treningów moje ciało nie miało czasu na odpoczynek.

Zaczęłam program Bencego, a 12 dni później zobaczyłam efekty. Od tej pory zupełnie nie obchodziło mnie, że nie ma kolorowego certyfikatu OKJ. Blog jest wyjątkowy, bo przekazuje najważniejsze informacje ludzkim językiem, a do tego w takim stylu, że wstajesz sprzed telewizora. Może z fachowego punktu widzenia jest niekompletny, może roi się w nim od subiektywnych opinii i tak dalej, ale halo: to BLOG prywatnej osoby. I oczywiście wolność wyboru: jeśli ci się nie podoba, nie musisz go czytać. Ale uważam za wyjątkowo podłe, że zaczęli go krytykować ci, którzy obrazili się, że nie dostają darmowych porad, i ci, którzy dogryzają z czystej zazdrości, z tą swoją opuchniętą facjatą, bo nie potrafią nic w sobie zmienić. Reszta złośliwców ma po prostu parszywy charakter. I powtarzam: nie mówię o życzliwej, konstruktywnej krytyce. Aha, i nie dostaję za ten wpis żadnej wypłaty, po prostu sama jestem jedną z osób, które żyją i ćwiczą zgodnie z programem LifeT!lt, więc czuję, że dotyczy mnie to osobiście.


Te kilka tygodni nie zrobiło ze mnie bogini, ale te wpisy napisane zrozumiałym językiem oraz relacje z doświadczeń pokazały mi, że osiągnięcie estetycznej sylwetki i związany z tym rozwój mentalny nie są niczym złym ani niemożliwą misją. W weekend dostałam dzień ładowania, co oznaczało, że mogłam zjeść pizzę. Już kilka dni wcześniej nie mogłam się doczekać. Ale kiedy pochłonęłam pierwszych kilka kęsów, reszta nie chciała już przejść przez gardło. Zupełnie odzwyczaiłam się od tego jedzenia, a do tego, mimo że miałam pozwolenie, i tak czułam wyrzuty sumienia. Dziwna sprawa… Byli tacy, którzy dogryzali mi, kiedy napisałam, że 70. dzień nie oznacza końca. Mam znacznie większe marzenia i cele niż to, co można osiągnąć w 70 dni, bo pierwotny plan zakładał zrzucenie 5 kg i lekkie wyrzeźbienie sylwetki. Teraz to się zmieniło i gdybym chciała być zarozumiała i zuchwała, powiedziałabym, że chcę wyglądać jak modelka fitness, ale wiem, że potrzeba na to znacznie więcej czasu.

Po programie nadal będę trenować, pilnować tego, co jem, i nie mogę się doczekać, aż kiedyś (może nawet za 10 lat) moim największym problemem związanym z sylwetką będzie to, że np. prawy bark trochę mi się przesunął względem lewego. I żeby nikt nie miał wątpliwości: jeśli będę mieć poważniejsze ambicje, również będę współpracować z Bencem, bo jego program jest dobry i skuteczny. Jeśli nie wierzysz, to wstań z kanapy i sam się przekonaj. A jeśli jesteś mega ekspertem, nie poprzestawaj na krytykowaniu, tylko wnieś coś do sprawy i sam stań się wzorem do naśladowania.

Wstecz: Blog