Lazar Angelov - legenda
Lazar Angelov jest najlepszym trenerem personalnym na świecie, a jego wygląd i dorobek są powszechnie uznawane przez branżę. Dziś Angelov to już nie tylko trener personalny, ale także źródło motywacji dla tysięcy ludzi.
Na własnym przykładzie Angelov pokazał światu, że można osiągnąć wszystko, jeśli ma się marzenia i jest się gotowym zrobić dla nich wszystko oraz ponosić wyrzeczenia.
Dzieli się swoją wiedzą z milionami osób na własnej stronie internetowej i kanale YouTube, pomagając szerokiemu gronu zdobyć odpowiednią wiedzę. Angelov obecnie pracuje jako model, występuje w wielu reklamach i teledyskach, a także jest jednym z najbardziej rozchwytywanych trenerów w Hollywood. Jak sam przyznaje, osiągnął swoje wyniki bez stosowania sterydów — dzięki opracowanym przez siebie metodom treningowym i rygorystycznie przestrzeganej diecie.
Wywiad z Angelovem przetłumaczyłem, łącząc trzy różne wywiady z nim w jeden tekst. Oryginalne wywiady można znaleźć na stronach Sympleshredded.com, unleashedbeasts.com i maniacfittness.com.
– Jak trafiłeś do świata kulturystyki?
– Kiedy byłem jeszcze dzieckiem, oglądałem mnóstwo filmów akcji i ze szczerym podziwem obserwowałem superbohaterów, którzy w nich występowali. Nie interesowała mnie fabuła, wybuchy były mi obojętne — zawsze czekałem na sceny walki, te, w których dominowała tężyzna fizyczna albo prezentowano imponującą sprawność fizyczną. Podziwiałem ich sylwetki i szczerze szanowałem to, jak ci ludzie wyglądali. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak ogrom pracy się z tym wiąże. Wiedziałem tylko, że sam chcę tak wyglądać. Moim idolem był wtedy Van Damme, a przede wszystkim Bruce Lee. Od tamtej pory interesowało mnie już tylko to, by osiągnąć taką samą sylwetkę jak oni.
Miałem wtedy chyba 10 lat. W połowie lat 90. nie było jeszcze mowy o internecie ani o łatwym dostępie do informacji, jaki mamy dzisiaj. Nikt w moim otoczeniu nie zajmował się jeszcze kulturystyką, a ponieważ byłem dzieckiem, raczej nie mogłem nawet zbliżać się do siłowni. Ale nic mnie to nie obchodziło, nic nie miało znaczenia. Po szkole w wolnym czasie, zamiast się uczyć, z zapałem szukałem wszelkich dostępnych informacji o kształtowaniu sylwetki i kulturystyce, równocześnie grając w koszykówkę.
Za wszystkie oszczędności kupiłem dwa hantle ważące po 5 kg, ławkę do wyciskania, gryf i dwa talerze ważące po 10 kg. Moja ektomorficzna budowa ciała jeszcze bardziej utrudniała mi zadanie. Wtedy tego nie wiedziałem, ale wykonywałem mnóstwo treningów aerobowych, więc oczywiście nie miałem szans zbudować jakiejkolwiek masy mięśniowej. Z perspektywy czasu widzę, że robiłem naprawdę głupie rzeczy. Dieta jako taka dla mnie nie istniała, po prostu nie uważałem jej za ważną, więc miałem jeszcze nad czym pracować. Mogłem trenować bez końca, a i tak nie widziałem u siebie znaczących postępów. Byłem zrozpaczony, a złość, którą odczuwałem z bezsilności, tylko we mnie narastała, bo nie było nikogo, kto pomógłby mi osiągnąć mój cel. Mój pokój był pełen plakatów Bruce’a Lee, ale za każdym razem, gdy patrzyłem w lustro, widziałem różnicę między moimi marzeniami a rzeczywistością.
Wtedy od lat grałem w koszykówkę na poziomie wyczynowym i uwielbiałem każdą minutę spędzoną na boisku. Po koszykówce ćwiczyłem z ciężarami i tak przez lata, aż w końcu profesjonalny klub zaoferował mi kontrakt. W tym okresie wreszcie nauczyłem się prawidłowo trenować. Potem, gdy miałem 18 lat, poważnie uszkodziłem kolano i musiałem na zawsze zakończyć karierę koszykarską. Bardzo mnie to wtedy przygnębiło. Był to niezwykle trudny okres w moim życiu i nie wiedziałem, co dalej robić. Wtedy wstąpiłem do armii bułgarskiej, w której spędziłem rok. Wojsko dało mi wszystko, czego potrzebowałem. Nauczyłem się skutecznych metod treningowych i bardzo wzmocniłem się psychicznie. Po odejściu z wojska musiałem zdecydować, co dalej. Moje kolano nie wytrzymywało gry w koszykówkę, więc nie miałem innego wyjścia, jak zająć się fitnessem. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, było zapisanie się do Narodowej Akademii Sportu, gdzie uzyskałem oficjalne kwalifikacje trenera personalnego. I tak się zaczęło…
– Przemiana ciała to trudna sprawa, nie zdradzamy tu żadnej wielkiej tajemnicy. Jak ty to przeżyłeś? Z czym najtrudniej było ci się zmierzyć, żeby osiągnąć swój cel? Masz rację, to ciężki, bezlitosny świat, w którym nie da się blefować, bo wszystko widać po twoim ciele. Widać, czy trenujesz ciężko, ale też, czy robisz to na pół gwizdka. Twoje ciało nie kłamie. W moim przypadku było to szczególnie trudne, bo kiepsko stałem finansowo. Pracowałem na dwóch etatach, żeby móc sfinansować dietę. W tamtym czasie wydawałem 300 dolarów tylko na mięso, a o suplementach nawet jeszcze nie wspominałem. W dzień pracowałem jako trener personalny, a w nocy jako ochroniarz. Było ciężko, bo nigdy nie mogłem wystarczająco odpocząć, ale to mnie nie obchodziło. Tego wymagały moje cele, więc zaakceptowałem, że muszę tak postępować. Nic nigdy nie mogło stanąć między mną a moimi marzeniami, ale jeśli naprawdę czegoś chcesz, to nie może to być przeszkodą ani prawdziwym problemem i nie możesz tego tak postrzegać. Przez lata pracowałem po 16 godzin dziennie, ale miałem to gdzieś. Jaka jest twoja obecna filozofia treningowa?
– Wierzę w ciężkie treningi, bo to one przynoszą efekty i zawsze lubiłem tak trenować. Ale to nie kwestia upodobania czy wiary. Trenuję tak i stosuję takie metody, które prowadzą do celu. Trenuję 6 dni w tygodniu, a w ciągu 2-3 z nich nawet 2× dziennie. Jeden dzień przeznaczam jednak na całkowity odpoczynek. Do budowania mięśni i modelowania sylwetki najlepiej trenować z większymi ciężarami i mniejszą liczbą serii. Tylko tą metodą można osiągnąć większą gęstość mięśni i ich jędrność.
Zauważyłem też, że większość trenerów personalnych robi głupoty i myśli, że musi odkryć Amerykę, żeby stać się wyjątkowym albo wymyślić unikalną metodę treningową. To głupota i tylko pogarsza efekty. Technika wykonywania ćwiczeń opiera się na anatomii i niewiele można tu zmienić. Mięśnie najlepiej stymulować dużymi ciężarami i niewielką liczbą serii, na przykład 5–8, ale maksymalnie 10 serii na ćwiczenie.

– Czy to samo dotyczy kobiet?
– Tak, ale kobiety to zupełnie inna sprawa. Dla nich liczy się waga i mierzą skuteczność liczbą utraconych kilogramów. Bardzo trudno wytłumaczyć kobietom, że do osiągnięcia wyrzeźbionej, zgrabnej sylwetki potrzebne są mięśnie, a ich rozwój wiąże się ze wzrostem masy ciała. To jednak wartościowa masa mięśniowa, a nie tłuszcz. Zaczynam pracować z kobietą, a po miesiącu widzi, że waży 3 kilogramy więcej niż na początku. Choćbym nie wiem jak tłumaczył, że tak to właśnie działa i że to proces, który prowadzi do zgrabnej sylwetki, one tego nie rozumieją i wierzą wadze. Właśnie dlatego bardzo trudno pracuje się z kobietami. Wiesz, co jest dla nich najlepsze i jak mogą osiągnąć naprawdę seksowny wygląd, ale dla nich liczy się tylko waga.
– Jak wygląda Twój trening?
– Podczas treningów nigdy nie pomijam 3 ćwiczeń: przysiadów, wyciskania na ławce i martwego ciągu. Wykonuję je każdego dnia treningowego, niezależnie od tego, na jakiej partii mięśniowej skupiam się danego dnia. Zawsze też je urozmaicam, tak jak nigdy nie wykonuję tego samego ćwiczenia na klatkę piersiową częściej niż raz w miesiącu. Wiele osób popełnia błąd, biorąc gotowy plan treningowy i trzymając się go przez wiele miesięcy, a w najgorszym przypadku nawet lat.
– Jak wygląda Twój obecny plan treningowy? (w trakcie tłumaczenia)

– Jakie treningi cardio wykonujesz?
– Lubię biegać, ale nienawidzę bieżni na siłowni i nigdy na nich nie ćwiczę. Zawsze biegam na świeżym powietrzu, niezależnie od tego, jak zimno jest na dworze. Zazwyczaj biegam na tych samych dystansach i staram się uzyskiwać coraz lepsze czasy. A moją drugą wielką pasją są sprinty na 100 metrów na pełnych obrotach, przeplatane minutą marszu, na dystansie 4–6 km. Bieganie długich dystansów w stałym tempie jest niewskazane dla każdego, kto chce zwiększyć masę mięśniową. Bardzo ważne jest też, żeby podczas biegu ograniczać ruchy ramion do minimum, ponieważ mogą one również powodować utratę masy mięśniowej i wymagają zbyt dużo energii. Moje treningi cardio nie trwają dłużej niż 20 minut, ale są bardzo intensywne i odbywają się w zmiennym zakresie ruchu.
– W czym jeszcze chcesz się rozwijać, jakie masz jeszcze cele związane ze swoim ciałem?
– Stale staram się zwiększać zarówno masę, jak i siłę, ale po pewnym czasie bardzo trudno jest osiągnąć choćby 1-2 czyste przyrosty masy mięśniowej. Teraz chyba osiągnąłem już wszystko, co da się osiągnąć moim ciałem. Kiedy ktoś osiągnie swój genetyczny limit, dalsze postępy na czysto, bez stosowania sterydów, stają się bardzo trudne, a ja nie używam niczego takiego. Początkującym przychodzi to łatwiej, szybko widać u nich spektakularne postępy, ponieważ mięśnie nagle zostają poddane dużemu obciążeniu, ale po pewnym czasie ciało przyzwyczaja się do wysiłku. Wtedy trzeba zmienić strategię treningową i stale modyfikować obciążenie treningowe.

– Stosuję teraz dość specyficzną dietę utrzymującą, żeby nie tylko zachować formę, ale też stale robić postępy. W mojej diecie jest bardzo dużo tłuszczu, zarówno nasyconego, jak i nienasyconego. Dzięki temu dieta pomaga utrzymać wysoki poziom testosteronu, co bardzo pozytywnie wpływa zarówno na moją siłę, jak i masę mięśniową. Poza tym ograniczam spożycie węglowodanów, ale chcę podkreślić, że nie jest to dieta ketogeniczna. Też jej próbowałem, ale bardzo źle na mnie wpłynęła i podczas diety straciłem mnóstwo mięśni. Spożywanie węglowodanów jest ważne, nigdy nie należy całkowicie ich eliminować z diety.
Obecny sposób odżywiania:
Dzień A
- posiłek: płatki owsiane, jajka, masło orzechowe i grejpfrut
2. posiłek: ryż, kurczak i brokuły
3. posiłek: makaron, tuńczyk i awokado
4. posiłek: ryż, kurczak
5. posiłek: tuńczyk i zielona sałata
6. posiłek: twaróg i brokuły
Dzień B
- posiłek: płatki owsiane i 6 białek jaj
- posiłek: białko, ryż i filet z piersi kurczaka
- posiłek: białko i migdały
- posiłek: ryż i filet z piersi kurczaka
- posiłek: tuńczyk i sałatka
- posiłek: białko
– Mówiłeś, że nie stosujesz żadnych sterydów. Jakich suplementów diety używasz?
– Multiwitamina, białko po przebudzeniu, po treningu i wieczorem przed snem, BCAA, glutamina i kreatyna.
– Jakie było twoje największe osiągnięcie i z czego jesteś najbardziej dumny?
– Motywuję ludzi i trudno o większe osiągnięcie. To naprawdę ma dla mnie znaczenie. Obecnie mam umowy z Mutated Nation i Nike, a także dołączyłem do Nutri Supplements, wiodącej na świecie firmy sprzedającej suplementy diety. Wszystko to zapewnia mi stabilne źródło utrzymania, ale najważniejsze jest motywowanie ludzi – właśnie dla tego naprawdę żyję.
– Skąd czerpiesz motywację nawet po tylu latach?
– Fani oraz ludzie, którzy mnie obserwują i czytają. Ale przede wszystkim siłę dają mi osoby, z którymi pracuję osobiście, u których widzę postępy i to, jak pod wpływem treningów zmienia się ich życie. Drugą rzeczą, która mnie motywuje i bez której nie wyobrażam sobie życia, jest muzyka. Przed treningami zawsze zakładam słuchawki i przenoszę się wtedy do zupełnie innego świata, w którym nic mnie nie obchodzi poza treningiem.
– Gdybyś miał wymienić 3 rzeczy, które pomagają ludziom osiągać cele, co by to było?
– Cierpliwość – „Rzymu nie zbudowano w jeden dzień”, odpowiednia dieta i wypracowanie rutyny treningowej. Nigdy się nie poddawaj.
