Hatás: -16,5 kg életmódváltással

Ten list dostałem kilka dni temu. Pewien facet przez 10 tygodni stosował program LifeT!lt i zmienił swój wygląd, a jak sam pisze, także jakość całego życia. Wszystko, o czym dotąd mówiłem i czego sam doświadczyłem, udało się teraz także jednemu z czytelników, który opisał to publicznie. To program LifeT!lt, do którego nie potrzeba niczego poza determinacją i silną wolą. Pomyślcie o tym facecie jako o dodatkowej motywacji, niezależnie od tego, na jakim etapie programu jesteście... (zdjęcie poniżej)
Cześć!
Dużo się zastanawiałem, co napisać i czy w ogóle pisać, ale w końcu piszę.
Pierwsza rzecz, za którą jestem Ci winien, to jedno słowo, a mianowicie DZIĘKUJĘ (naprawdę wielkimi literami). Oczywiście wyjaśnię też dlaczego. Dzięki Twojemu blogowi udało mi się zmienić swoje życie pod każdym względem.
Zacznę od tego, że u mnie 64 dni zamieniły się w 71, a do końca programu zostało jeszcze 9 dni. Zaczynałem z wagą 96,7 kg, teraz ważę 80,2 kg, czyli schudłem 16,5 kg. Niczego innego nie mierzyłem.
Oprócz tego, że schudłem, zyskałem też sylwetkę, z którą mogę pokazać się na plaży (z łydek też nie jestem niezadowolony, ale zwykle nie na nie patrzą w pierwszej kolejności :)), rzuciłem palenie (udało mi się w końcu za któryms z kolei podejściem, 6 dni przed programem; nie mam pojęcia, jak mogłem być kiedyś taki głupi, żeby się uzależnić) i odstawiłem alkohol (nie byłem alkoholikiem, ale nie muszę Ci przecież tłumaczyć, jak wygląda nocne życie, a poza tym w trakcie programu i tak nie powinno się pić...).
Odzyskałem pewność siebie, czuję się świetnie, a dziewczynom też podoba się ta zmiana. Nie chodzi mi przede wszystkim o wygląd zewnętrzny, ale raczej o aurę, jaką roztaczam. To był jeden z celów Twojego bloga, a miał nim być także Summerproject, który osiągnąłeś, choć w nieco innej formie. Możesz więc śmiało pękać z dumy, bo udało Ci się skierować życie kolejnej osoby na właściwe tory :)
(Broń Boże nie krytykuję Summerprojectu, tak też będzie dobrze, po prostu teraz cele są trochę inne).
Co jeszcze się wydarzyło? Pod moim wpływem mama też zaczęła dietę. Zaczynała od 90 kg, ma 63 lata, jest na diecie od półtora tygodnia i schudła już półtora kilograma. Idziemy tak powoli (to nie wymówka), bo biedaczka ma bardzo chore nogi, więc sport niestety zupełnie odpada. Uznaliśmy, że utrata 0,5-2 kg tygodniowo to tempo, które można utrzymać przy niezbyt ostrej diecie.
Oczywiście trochę się ruszam, ale to raczej lekka praca fizyczna (jest już na emeryturze, ale nie obijał się, harował jak wół. Kto uważa, że dużo pracuje, niech pomnoży to przez 10 i wtedy będzie wiedział, co robiła moja mama).
Czuję, że rozpiera mnie energia, ale zostało mi jeszcze 9 dni, licząc dzisiejszy, więc jeszcze za wcześnie, żeby dzielić skórę na niedźwiedziu. Ale chyba mogę już chłodzić szampana :) Jeszcze raz bardzo dziękuję.
A teraz, na koniec listu w odpowiednim stylu, idę pobiegać 6 km :)
Pozostaję z szacunkiem
czytelnik LifeT!Lt,
Szekeres Béla

