Dla siebie, a ojczyzna rozbłyśnie światłem

Önmagadért, és a haza fényre derül

21 osób. Oprócz mnie grupa firm LifeTILT zapewnia miejsca pracy i utrzymanie 21 osobom. I dało mi to do myślenia.

Bo to jedno, że żyję według własnych zasad i mam w dupie wszystko, co mi się nie podoba, a zwłaszcza zasady narzucone przez społeczeństwo; żyję tak, jak mi się podoba. Czym innym jest jednak odpowiedzialność za życie i utrzymanie innych. To cholernie dobre uczucie motywować tysiące ludzi i czytać ich listy z podziękowaniami, ale chyba jeszcze lepsze jest to, że mogę zapewnić utrzymanie tak wielu osobom.

LifeTILT to idea, która kołacze się w głowach wszystkich: o wolności, nieograniczonych możliwościach, samorealizacji i sprzeciwie wobec systemu, pełniąca w zdrowym społeczeństwie rolę mechanizmu kontroli i równowagi. Mówię tu o pewnej granicy: sami decydujemy z własnej woli i choćby nie wiem jak wielka była władza, jeśli się zjednoczymy i nie damy się, nie mogą nam zrobić niczego, czego nie chcemy. Węgierskie społeczeństwo nie jest obecnie na to gotowe. Po prostu nie rozwinęło się jeszcze w nas na tyle odpowiedzialne myślenie o sprawach publicznych, by władza, jaka by nie była, postrzegała je jako realną siłę i mechanizm kontroli. Na pewno tak bardzo odstajemy od tysiąckrotnie wychwalanego Zachodu, a proces ten niestety utrudnia masowa emigracja z kraju ludzi gotowych do działania, którzy chcą walczyć o swoją przyszłość i siebie.

Uważam się za osobę, która nie tylko dba o własny dobrobyt, ale kieruje się też poczuciem odpowiedzialności. Chcę, by jak najwięcej ludzi potrafiło poprawić swoje życie, i bym mógł wam uświadomić, że decyzja należy do was i jeśli chcecie, możecie zmienić wszystko.

Rozpoznawanie własnych zdolności, gdy odkrywamy, w czym jesteśmy dobrzy i do czego mamy talent. To przebudzenia, które przychodzą w życiu człowieka w różnym czasie, nie są z góry ustalone i nie da się wyznaczyć dla nich granic wiekowych. Nigdzie nie jest napisane, że człowiek musi wiedzieć, co chce zrobić ze swoim życiem, zanim skończy 18 czy 24 lata. Bywa bowiem tak, że światło w głowie rozjaśnia nam drogę, którą mamy podążać i którą zawsze musimy przejść, dopiero w wieku 29 czy nawet 37 lat.

W moim przypadku ta iskra zapłonęła, gdy miałem 28 lat, i musiałem zmierzyć się z faktem, że rzeczywiście potrafię tworzyć społeczność i powołać do życia przestrzeń intelektualną, w której dzięki moim tekstom i zdobywaniu wartości, jakich potrzebujemy do rozwoju, mogę kierować ludźmi w odpowiednią, pozytywną stronę.

Czy tego chcę, czy nie, bezpośrednio i pośrednio odpowiadam za życie ludzi. Odpowiadam za tych, którzy pracują w moich firmach, a także za nieznajomych mi ludzi, którzy mi ufają i we mnie wierzą. Wierzą w człowieka, który ich nie oszukuje i za którym podążają bez wahania, gdy wskazuję im kierunek, bo wiedzą, że chcę dla nich dobrze, a moje rady służą ich rozwojowi. Tak, to odpowiedzialność, która wbrew powszechnemu przekonaniu nie ciąży mi jak kamień młyński. Był okres, kiedy tak ją odczuwałem, ale rozwój LifeTILT wymagał ode mnie rozwoju na każdym poziomie, dlatego ten ciężar już mnie nie przytłacza. Coraz bardziej inspiruje mnie i dodaje mi skrzydeł świadomość, że nawet jeśli nie mogę być wzorem do naśladowania, to z pewnością mogę być dobrym przykładem.

Stworzenie czegoś z niczego, bez jakiejkolwiek pomocy, a następnie oparcie na tym biznesu w taki sposób, by korzyści czerpał z tego nie tylko ja, ale by zapewniało to również innym bezpieczeństwo finansowe, zdecydowanie jest godne naśladowania. To przykład na to, że dzięki myślom, wnioskom, filozofii i podejściu, z jakimi patrzę na świat, można osiągać sukcesy, i to niemałe.

To życie jest chaotyczne dla nastolatków, ale śmiało mogę powiedzieć, że dla dwudziestolatków również. Kolejne nurty i ideologie następują po sobie, myśli rozchodzą się na tysiące sposobów, a człowiek nie wie, w którą stronę ruszyć, która droga jest właściwa, by podążając nią, przeżyć życie w najwspanialszy możliwy sposób. Próbujemy i szukamy swojego miejsca w świecie, nieustannie naśladując ludzi, którzy osiągnęli to, o czym my możemy tylko marzyć, i naśladujemy wszystko, dzięki czemu czujemy, że staniemy się fajniejsi, bardziej akceptowani, popularniejsi, a ostatecznie będziemy mogli stać się ludźmi, których się szanuje i kocha. Bo tacy właśnie wszyscy jesteśmy: przeklętymi żebrakami miłości. Muszą nas docenić, naszą pracę i nasze życiowe dzieło, niezależnie od tego, jak wielkie jest pod względem rozmiaru, jak głębokie pod względem treści i jak niewielka może być jego wartość.

W szkole nie uczą nas sekretu udanego życia, przekazują nam tylko podstawy. Dostarczają nam podstawowych informacji i wiedzy encyklopedycznej, dzięki którym każdy może wyruszyć w życie z równymi szansami. To, kto i jak z tych szans skorzysta, to już inna kwestia, ale ani w szkole podstawowej, ani nawet w średniej nie potrafią przekazać najważniejszej informacji: na czym polega sekret udanego życia. Kiedy więc opuszczamy szkołę i trafiamy wprost do dżungli zwanej najdzikszym życiem, musimy przetrwać i dalej się uczyć, ale już nie w szkole, lecz od ludzi, którzy być może zaczynali tak samo jak my, ale znaleźli już to, czego niektórzy dopiero teraz szukają. Szukają sensu życia, nieuchwytnych wartości.

Przez całe życie najbardziej byłem wdzięczny tym ludziom, którzy w jakiś sposób pomagali mi w tych poszukiwaniach. Nikt nie znajdzie tego za nas, musimy zrobić to sami, ale najczęściej możemy być już nieskończenie wdzięczni, jeśli dzięki komuś ruszymy we właściwym kierunku.

Powinniśmy naśladować ludzi sukcesu, ale nie jeden do jednego, bo bycie czyjąś kopią to nic innego jak tania replika, bezwartościowa imitacja. Nie. Powinniśmy naśladować innych, a jednocześnie odnaleźć własny głos, wnieść w to własny talent i własne przemyślenia, tworząc w ten sposób coś zupełnie wyjątkowego, w czym będziemy najlepsi albo, jeśli jeszcze nie jesteśmy, poruszymy niebo i ziemię, przeprawimy się przez każdą rzekę i przeskoczymy każdy mur, by stać się najlepszymi, stać się jedynymi. Jeśli nie chcesz być najlepszy, jeśli nie zadowala cię nic poza pierwszym miejscem, to nie będziesz nawet piąty, a co dopiero czternasty.

Tak. Chcę pokonać Norbiego. Chcę być pierwszy i jedyny, prowadzić największe forum poświęcone zdrowemu stylowi życia i być najbardziej wpływową osobą w tej dziedzinie w kraju, i zrobię wszystko, żeby tak właśnie było. Gdybym tak nie myślał, gdybym nie chciał być pierwszy, nie mógłbym być teraz nawet drugi, i wszyscy muszą zrozumieć ten sposób myślenia. Akceptowalne jest tylko pierwsze miejsce. Dlatego na olimpiadach widzimy wspaniałych sportowców z brązowymi medalami na szyi, którzy stoją na podium z taką miną, że kiedy schodzą z niego, zdejmują medal i niemal odrzucają go od siebie, bo to im nie wystarcza - przyjechali po złoto.

Aby osiągnąć coś wspaniałego, potrzeba mnóstwa pracy i konsekwencji oraz życia pełnego wyrzeczeń. Utrata wagi nie jest niczym wspaniałym, nic nie znaczy, po prostu wróciłeś do punktu wyjścia. A kiedy naprawdę osiągniesz rzeczy, które pozwolą mówić o udanym życiu, zobaczysz, że przestrzeganie diety potrzebnej do schudnięcia to nic w porównaniu z poświęceniami i wyrzeczeniami, jakich trzeba dokonać, żeby budować, tworzyć i coś powołać do życia. Niezjedzenie ciastka to gówno. Naprawdę myślisz, że jeśli przez 30 dni nie jesz tego, na co masz ochotę, to cokolwiek udowodniłeś? Tak. Udowodniłeś, że jesteś trochę lepszy od przeciętnego człowieka, ale bycie odrobinę ponad przeciętną to, kurwa, jeszcze nic wielkiego ani żaden wybitny wyczyn.

Całe życie poświęciłem temu, by wprowadzać zmiany, kierować myśli ludzi na właściwe tory i utwierdzać ich w przekonaniu, że mogą uwierzyć w siebie i w to, że stać ich na wspaniałe rzeczy. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale jeśli ludzie masowo zaczną wierzyć w to, jaka siła w nich drzemie i do czego naprawdę są zdolni, jeśli zawsze będą dążyć do tego, co najlepsze, i nie będą zadowalać się częściowymi sukcesami, to nasze społeczeństwo się podniesie i będzie zdolne do wielkich rzeczy.

Ciągle słyszy się, że ten kraj jest tam, gdzie jest, bo… i tu pojawiają się różne argumenty wyjaśniające dlaczego, choć mamy skłonność zapominać o drobiazgu: to my budujemy to społeczeństwo i ten kraj, to my sprawiamy, że są takie, jakie są. Jeśli najwięcej, co udaje nam się osiągnąć, to przestrzeganie diety i chodzenie na trening kilka razy w tygodniu, to nic się przez to nie zmieni, a już na pewno nie twoje życie. Zawsze trzeba myśleć dalej i tworzyć, kreować.

Nie dla pieniędzy, nie dla lepszego życia, ale dla nas samych. Dla naszego społeczeństwa, a ojczyzna kiedyś wyjdzie na światło dzienne.

Wstecz: Blog