Slim3 Edina, dzień 20 –5.5kg
Pisząc wpis z 20. dnia, mam już 5,5 kg na minusie. Uważam, że to całkiem dobry spadek wagi. Do końca 70. dnia chciałabym bowiem osiągnąć wynik co najmniej 15 kg na minusie.
Kiedy Tomi przesłał mi zdjęcie porównawcze, bardzo się ucieszyłam. Jestem na takim etapie, że nie muszę jeszcze wymieniać garderoby, ale dotychczasowe spodnie zaczynają na mnie wisieć, zimowy płaszcz wydaje się luźniejszy, a pasek zapinam już o jedną lub dwie dziurki dalej. Zaczęłam tracić motywację, ale to zdjęcie dodało mi energii w tym przygnębiającym okresie (egzaminów).

Zabrałam się za dietę i treningi z ogromnym zapałem, ściśle przestrzegałam wszystkich zasad, co przyniosło efekty. Potem przyszły święta Bożego Narodzenia. Tomi powiedział, że dobrze wie, jak wyglądają trzy dni świąt i sylwestrowa noc, więc w święta możemy jeść, na co mamy ochotę (w granicach rozsądku), a w sylwestra możemy pić alkohol. Oczywiście nie odmawiałam sobie tych grzesznych przyjemności, czego teraz bardzo żałuję. Przed świętami miałam już 5 kg na minusie, a styczeń zaczęłam z wynikiem -3,5 kg. Jedzenie jednak nie było aż taką przyjemnością… Teraz już trudno, popełniłam błąd. ALE! Od teraz jeszcze bardziej się przyłożę. Spróbuję biegać dłuższe dystanse (obecnie przebiegam około 3 km bez przerwy), będę porządnie trzymać się diety i zaczęłam też chodzić do sauny.

Moje relacje z Tomim też można uznać za dobre, choć na początku bałam się, że wskaże mi kierunek, a potem zostawi mnie samą. Tak się nie stało. I szczerze się z tego cieszę. Mogę do niego zadzwonić w każdej chwili, gdy mam problem. Stara się pomóc, a kiedy jestem przygnębiona, stawia mnie do pionu. Podczas treningów jest surowy i pilnuje, żebyśmy wykonywali ćwiczenia dokładnie i prawidłowo, ale jednocześnie sporo rozmawiamy i żartujemy. Już same wspólne treningi dwa razy w tygodniu by wystarczyły, ale dobrze wiedzieć, że mogę do niego zadzwonić w każdej chwili i że on też się mną interesuje, bo sam się odzywa.
Krótko i bardzo zwięźle: tak wyglądało moje pierwsze 20 dni. Pomyłki i sukcesy. Ale zostało jeszcze 50 dni i nie słabnie moje pragnienie, by wraz z nadejściem ciepłych dni biegać w minispódniczce. Wszyscy i wszystko motywują mnie zarówno w moim najbliższym, jak i, dzięki Bogu, dalszym otoczeniu. Jestem za to wszystkim bardzo wdzięczna. Dlatego pokażę wam, że dam radę!
