Slim3 Imola koniec –13kg
Koniec… mogłabym tak powiedzieć, gdybym naprawdę tak uważała. Już miesiąc temu wiedziałam, że dla mnie program nie skończy się po 70 dniach. Jest kilka powodów, dla których chcę kontynuować: przede wszystkim wciąż jestem daleko od osiągnięcia celu, a poza tym dużo lepiej czuję się w nowym stylu życia. A zatem dla mnie słowo „koniec” oznacza co najwyżej zakończenie wspólnych treningów, konsultacji i sesji zdjęciowych.
Podczas ostatniej sesji zdjęciowej Tomi zapytał, co teraz. Odpowiedziałam bez zastanowienia: a co ma być, działam dalej! Wtedy zadał kolejne pytanie: według jakich zasad? Nie chciałabym teraz kurczowo trzymać się jednej diety, bo wiem, że na dłuższą metę nie da się tak funkcjonować. W trakcie programu uświadomiłam sobie wiele podstawowych rzeczy. Cały czas miałam je przed oczami, ale ich nie dostrzegałam. Jednak przez te kilka miesięcy wbiło mi się do głowy między innymi to, że nie jem białej mąki, tylko mielę w domu płatki owsiane i voilà, mamy już zamiennik.
Zauważyłam, że są ryby, które mi smakują, a ksylitol jest zdecydowanie lepszy niż cukier. Że można piec przepyszne ciasta, oszukując lub zastępując niezdrowe składniki. Że unikanie tłustych potraw bardzo mi służy. Kiedyś, jeśli trzy razy w tygodniu jadłam coś smażonego na oleju, już mi tego brakowało. Że bieganie oczyszcza umysł i że potrafię robić brzuszki nawet z hantlem ważącym 4 kilogramy… Ten program przyniósł ogromny postęp zarówno fizyczny, jak i psychiczny.

Nauczyłam się od Tomiego wielu rzeczy, ale najważniejszy jest sposób myślenia, z jakim patrzy on na życie. To, by przekraczać własne granice. Gdy mówią, żeby odpuścić, lepiej zacisnąć zęby i iść dalej, bo nie warto wybierać łatwiejszej drogi. Wymówka, że nie masz czasu, bo jesteś zajęty, jest słaba. Tak, ja też byłam zajęta, ciągle gdzieś pędziłam i przyznaję, że trudno mi zrezygnować, powiedzmy, z godziny snu albo godziny spędzonej z chłopakiem, ale musimy ponosić ofiary. Jeśli jednak naprawdę zależy nam na celu, znajdziemy sposób i pokonamy przeszkody. Musimy stawić czoła każdemu wyznaczonemu celowi jak wojownicy, aż w końcu go osiągniemy, a wtedy możemy wyznaczyć sobie kolejne. Tego rodzaju myślenia nauczył mnie Tomi i zawsze będę mu za to wdzięczna. Teraz żyję już według tych zasad, bo tylko wtedy życie ma sens. Jeśli czegoś chcę, potrafię walczyć o to do upadłego, wkładając w to wszystkie siły i całą energię. Tak jak zrobiłam to tym razem. Bo w te 70 dni włożyłam całe serce i duszę.
Napędzało mnie pragnienie… pragnienie, by udowodnić coś sobie oraz tym, którzy we mnie wierzą i mnie wspierają. Tak narodził się godzinny bieg na rozgrzewkę zamiast 10 minut, dodatkowy trening siłowy w tygodniu, a w ciągu ostatnich kilku tygodni także dodatkowy trening TRX. Chcę kontynuować to również w przyszłości. Do tego obowiązkowe zajęcia WF-u na studiach, czyli modelowanie kobiecej sylwetki z ciężarami, podczas których oprócz wielu nowych rzeczy uczą poprawnego wykonywania ćwiczeń w 100%.

Jestem wdzięczna Tomiemu, że wybrał mnie do grona Slimek. Przed programem, mimo że miałam cel i silną wolę, stałam w miejscu. Potrzebowałam kogoś, kto popchnie mnie do działania i rozpocznie tę całą walkę. Byłeś dla mnie jak lont przy bombie. Mam tylko nadzieję, że do lata uda mi się osiągnąć cel i że ta bomba naprawdę głośno wybuchnie. Co najprawdopodobniej nie wydarzyłoby się bez ciebie. Jeszcze raz dziękuję… Chcę jeszcze dodać, że stworzyłeś naprawdę świetną grupę, w której zawiązały się przyjaźnie. Połączył nas wspólny program, wspólne treningi i wspólne cele. Przyjaźnie, które, mamy nadzieję, przetrwają długo i nie zostaną zapomniane.



