Slim3 Móni 15. dzień - 4.3kg
_1.jpg)


Móni
Nadszedł 15. dzień i chociaż wszystkie ubrania ze mnie spadają, i tak bałam się, co dziś pokaże waga.
Niestety przez tydzień chorowałam. Po pierwszym biegu w czwartek, który poszedł mi naprawdę dobrze, już w sobotę wszystko mi dolegało. A we wtorek podczas wspólnego biegu Slim w Városliget kłuło mnie w płucach, jakbym nie mogła złapać oddechu, nie dawałam rady utrzymać tempa. Jak się okazało, miałam krwotok do strun głosowych i zapalenie krtani, więc Tomi i pani doktor zarządzili mi tydzień obowiązkowego odpoczynku (oczywiście nie mogłam usiedzieć na tyłku i w czwartek jeszcze próbowałam, ale po 20 minutach padłam). Tak że cieszyłam się z tych 57,4. Zwłaszcza że wczoraj wieczorem byłam na grillu w ogrodzie, gdzie dostałam pozwolenie, żeby coś zjeść, więc dziś opuszczę drugie śniadanie.
Znajomi/przyjaciele pytają trochę tak, jakby mi współczuli, czy daję radę z jedzeniem, ale odpowiadam z uśmiechem, że tak! Ba, na początku było tego nawet za dużo, więc poprosiłam Tomiego, żeby trochę mi odłożył! Mama też nie próbowała mnie skusić, tylko zapytała, co ma ugotować, więc zrobiła przewidzianą na ten dzień naturalną rybę z jednym gotowanym ziemniakiem. Mój chłopak też uważał, żeby mnie nie kusić, i objadał się czekoladą, dopóki się kąpałam... w pierwszym tygodniu. Od tamtej pory przestał :))
Trochę trudniej idzie mi picie WODY (no i oczywiście niepicie na imprezach, ale to już inny temat). Właśnie zmieniłam dźwięk budzika w telefonie, bo poprzedni mi się znudził. Ustawiam go codziennie rano na cały dzień, żeby pikał co 12 minut i przypominał mi o piciu. Inaczej zapominam, nie muszę, nie mam ochoty.
Tyle w skrócie o wrażeniach z pierwszych 15 dni, przede mną jeszcze 55 dni, podczas których czeka mnie mnóstwo imprez bez alkoholu, wody i piersi z kurczaka...

