Slim3 Vivien 75 nappal később -15,2 kg...

Slim3 Vivien 75 nappal később -15,2 kg...

Kép 002-horz_1.jpg

Kép 008-horz.jpg

vivicm75.png

„Nie wystarczy być uczciwym, trzeba jeszcze na takiego wyglądać” — te słowa padły z ust Etelki Barsiné Pataki, posłanki MDF, jeszcze w 1996 roku. Z czasem to powiedzenie stało się prawdziwą legendą. Dziś wiele się zmieniło, między innymi MDF wącha już fiołki od spodu (haaaaa), ale słowa Barsiné są równie aktualne jak w latach 90., zresztą wstydliwych latach zmiany ustroju. Z Vivien jest podobnie, jeśli chodzi o jej program, bo Vivi to typ dziewczyny, która uczciwie robi swoje, ale jakoś nikt jej w to nie wierzy. Ja osobiście z dnia na dzień nabieram przekonania, że nie trzyma się programu: jeśli nie dziś, to jutro na pewno się podda. A podczas naszych spotkań zawsze mam wrażenie, że już kompletnie ma to wszystko w dupie, schudła x kilo i taki stan rzeczy w zupełności jej odpowiada. No właśnie, ale tak, kurwa, wcale nie jest, bo jak by na to nie patrzeć, Vivien jest najbardziej skuteczną uczestniczką Slim, jeśli chodzi o tempo, i w ciągu 70 dni pozbyła się największej liczby kilogramów, co doskonale potwierdzają zdjęcia i pomiary. Moim zdaniem u Vivien, pomijając początkowe zamieszanie związane z wagą, podstawowy problem dotyczy komunikowania osiągniętych wyników. Prawie zawsze to od niej czuję, kiedy się z nią spotykam; to poczucie, że „coś jest z tą dziewczyną, kurwa, nie tak”, można wyczuć także w jej wywiadach wideo…

tumblr_lwr8g9oCLt1r3jxzio1_500.gif

Vivi właśnie skończyła 19 lat. Całe życie przed nią i choć jeszcze nie wie, że życie w ogóle będzie do dupy i będzie trudne, to mimo wszystko musi się nauczyć odpowiednio mówić o swoich sukcesach i osiągniętych wynikach, bo jeśli nie nauczy się tego na czas, będzie nieustannie dostawać od życia po głowie za coś, na co wcale nie zasłużyła, a poza nią i jej bliskimi nikt się o tym nie dowie i nikogo to nie będzie obchodzić. A propos zasług...

W 75 dni Vivi schudła ponad 15 kilogramów. Tego naprawdę nie trzeba tłumaczyć, bo to wynik zdecydowanie godny uznania, a jednak… Siedzę przed komputerem, patrzę na jej zdjęcia, widzę tę zmianę i mam takie uczucie, jak wtedy, gdy Zalaegerszeg u siebie ograł Manchester United w 93. minucie. Po prostu nie mogłem w to uwierzyć.

Mój Boże, jakie to było piękne…

 

:)))))))))))) nie ma takiego dźwięku na świecie....

Nie ma wątpliwości, że problem leży po mojej stronie, bo Vivien świetnie sobie radzi, ale żebyście zrozumieli, o czym mówię, musicie spotkać się z Vivien. ALE możliwe też, że wciąż siedzi we mnie ta cała obsesja na punkcie początkowej wagi i odbudowanie zaufania nie przychodzi z dnia na dzień. Vivi jest teraz chora, złapała jakiegoś wirusa, prawdopodobnie tego, którego ja też złapałem w sylwestra. Jeśli tak, to jest to paskudny, naprawdę wredny wirus, który da dziewczynie porządnie w kość, bo ja też źle się przez niego czułem przez co najmniej tydzień. Vivi zapytała zresztą, kiedy może zacząć treningi na siłowni, bo chętnie rozpoczęłaby już modelowanie sylwetki. „W żadnym wypadku, dopóki nie zejdziesz poniżej 65 kg” - odpowiedziałem. „Kiedy będziesz poniżej tej wagi, możemy zacząć”, ale wygląda na to, że raczej nie będzie już ku temu okazji. Nie mam wątpliwości, że pod koniec swoich 90 dni Vivien zejdzie poniżej 65 kg, jeśli nie z innego powodu, to przez wirusa, ale nie zdążymy już z treningami na siłowni, a przynajmniej na pewno nie zmieszczą się one w jej pierwszym programie zmiany stylu życia.

Kiedy Vivien osiągnie swój cel, zakończy się najskuteczniejsze dotąd przedsięwzięcie bloga: Slim3. Do tej pory trzy dziewczyny schudły łącznie 38 kilogramów w 70 dni, co jest naprawdę niesamowitym wynikiem. Ostatni wpis w ramach Slim3 pojawi się za dwa tygodnie, a Vivien chce do tego czasu ważyć mniej niż 60 kg. Oczywiście nie ma na to szans, ale dobrze widzieć, że dziewczyna się stara i nieustannie wyznacza sobie nowe cele. Tym razem nie chodzi już o jak najskuteczniejsze ukrywanie swojego beznadziejnego, 83-kilogramowego ciała, ale o osiągnięcie pięknej, zgrabnej, naprawdę seksownej kobiecej sylwetki.

Vivien przygotowuje się na pierwsze prawdziwe lato w swoim życiu, które będzie zupełnie inne niż dotychczas…

395712_343162702367479_100000212577169_1564849_1211131503_n.jpg

Vivien

Za 15 dni koniec… tyle zostało mi jeszcze do końca 90-dniowego programu. Minęło tak szybko i to takie dziwne uczucie, że aż trudno je opisać. Rano ważyłam 66,3 kg. Myślę, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni schudnę jeszcze 2 kg i zakończę 90 dni, ważąc około 64 kg. To nie jest wyznaczone 60 kg, ale tak naprawdę nie jestem przygnębiona, bo mam już za sobą spadek 15,2 kg, co napełnia mnie takim szczęściem i dodaje mi tyle siły, że wiem, iż kiedy skończę ten program, zacznę 70-dniowy i schudnę jeszcze 10 kg. Już to zaplanowałam, a Bencemu wyślę zdjęcie pokazujące zmianę. Drobne spostrzeżenia… kiedy idziemy na imprezę, nie muszę już godzinami stać przed szafą i zastanawiać się, co założyć, żeby w miarę dobrze wyglądać. Nie muszę już tak bardzo pilnować, czy coś mi tu i ówdzie nie wystaje i jak bardzo bluzka opina mi brzuch. Nie mówię, że jestem z siebie zadowolona, bo nie jestem, ale wiem, że dzięki temu programowi znacznie zbliżyłam się do wymarzonej sylwetki. Nawet jeśli jeszcze jej nie osiągnęłam, to przynajmniej nie muszę już mówić, że od jutra naprawdę zaczynam i muszę schudnąć 26,5 kg, tylko mogę powiedzieć, że zostało mi jeszcze jakieś 10 kg do zrzucenia, a cóż to jest w porównaniu z moją nadwagą wynoszącą 26,5 kg. Ten program dał mi przedsmak takiego stylu życia, jaki naprawdę powinnam prowadzić. Zdałam sobie sprawę, z ilu rzeczy muszę zrezygnować, żeby co 15 dni mieć te minus 2 kg, i ile poświęceń muszę w tym celu ponieść. Ale zdecydowanie warto i ani przez chwilę nie żałowałam, że zgłosiłam się do slim3, a wręcz przeciwnie, myślę, że mogę powiedzieć, iż była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Wreszcie mam pewność siebie, o wiele lepiej potrafię się ubierać, a wszystko stało się tak dużo łatwiejsze, że nawet nie bardzo umiem tego opisać. Wszystko wokół mnie się zmieniło. Jestem bardziej otwarta na ludzi, nie jestem już tak nieśmiała, kiedy w szkole muszę przebrać się w ubranie robocze, i mam o wiele lepszy nastrój, odkąd zrzuciłam ten znaczny nadmiar kilogramów.

Któregoś dnia poszłam na zakupy, bo wszystkie moje spodnie już ze mnie spadają, wszędzie wiszą i fatalnie na mnie leżą. Oczywiście bardzo mnie to cieszy. To było bardzo dziwne uczucie. Do tej pory, kiedy szłam kupić nowe spodnie, zawsze robiłam to dlatego, że nie mieściłam się już w swoich jeansach. Oczywiście tacie mówiłam, że nie mam spodni, bo się zużyły, i sama też pocieszałam się tym zdaniem. Ale kiedy o tym pomyślę, przy każdych zakupach musiałam kupować coraz większe spodnie. Teraz to było wspaniałe uczucie, że nie musiałam sięgać na półkach po jeansy w rozmiarze 42 ani po bluzki w rozmiarze XL, tylko ubrania w rozmiarze M po prostu dobrze na mnie leżały. To było tak podnoszące na duchu, że spędziłam w sklepie jakieś 2 godziny i przymierzałam najróżniejsze spódnice, bluzki i spodnie, bo tak przyjemnie było spojrzeć w lustro i zobaczyć zupełnie inną sylwetkę, która jest moja, i wiedzieć, ile pracy kryje się za każdym zrzuconym kilogramem. Mogę powiedzieć, że pierwszy raz w życiu mogę być z siebie dumna.

 

Wstecz: Blog