Suplementy diety ll. Białko

Táplálékkiegészítők ll. A Fehérje

  

W ostatnim tygodniu najbardziej nurtowały mnie dwie kwestie. Pierwsza: czy kobiety naprawdę myślą, że kiedy faceci zamykają oczy podczas seksu, nie wyobrażają sobie innej laski? A druga: który ma większego fiuta, niski czarny czy wysoki Chińczyk? Mniej więcej równie nierozwiązaną zagadką dla laika, który dopiero zaczyna trenować, jest kwestia białka.   Jakie białko wybrać, na którą markę się zdecydować i, ogólnie rzecz biorąc, co sprawia, że marka białka jest premium?   Jeśli coś tutaj polecam, całkiem słusznie pytacie: dlaczego akurat to i skąd wiadomo, które białko jest dobre, a które to gówno równoważne piaskowi z plaży, który został nam w gaciach. To uzasadnione pytanie, bo choć na każdym opakowaniu podany jest skład i proporcje, to, kurwa, jest tam 70 rodzajów informacji, a bez końca ciągną się nazwy i dane, od których, mówiąc szczerze, już na lekcjach chemii robiło mi się niedobrze. Załóżmy, że ten blog ma już dziś takich czytelników, którzy wiedzą, co oznaczają podane na produkcie spożywczym proporcje białka, węglowodanów i tłuszczu, i dzięki temu mniej więcej potraficie ocenić, które jedzenie jest zdrowe, a którym trzeba karmić bezpańskie psy. W tym wpisie porównam i wyjaśnię w możliwie najprostszy sposób, że gdy weźmiecie do ręki opakowanie białka w proszku, wystarczy przyjrzeć się etykiecie, by samodzielnie i łatwo ocenić jakość produktu wyłącznie na podstawie ilości poszczególnych składników. To lepsze dla was, a co nie mniej ważne, nie będziecie całkowicie zdani na łaskę sprzedawców, gdy wejdziecie do sklepu z suplementami diety. Przeczytajcie ten wpis, a gdy zamówicie coś przez internet albo pójdziecie do sklepu, będziecie już wiedzieć, o co chodzi — o ile możemy wierzyć temu, co napisano na etykiecie...

Białko jest jak siłownia. Jeśli idziesz pierwszy raz poćwiczyć i jesteś kobietą, co robisz? Szukasz maszyn do ćwiczenia nóg i zaczynasz trenować pośladki. Jeśli jesteś mężczyzną, szukasz ławki do wyciskania na leżąco i gryfu do ćwiczenia bicepsów. Kiedy już znajdziesz te maszyny, zaczynasz się na nich wygłupiać i niemal na pewno robisz to źle, bo nie będziesz potrzebować tego, co jako pierwsze rzuca ci się w oczy, a zwłaszcza nie tego, co twoim zdaniem będzie ci potrzebne. Coś podobnego dzieje się, kiedy po raz pierwszy decydujesz się na suplement, którym zawsze i w każdym przypadku jest koktajl proteinowy. To też ma swój proces ewolucji. Kręcisz się po siłowni, widzisz, że inni to piją, może nawet słyszałeś gdzieś, że tego potrzebujesz, ale boisz się, bo wciąż masz w głowie Schwarzeneggera i kulturystów z lat 60., którzy wstrzykiwali sobie cyjanek. W końcu się decydujesz, ale nie kupujesz całego opakowania, tylko podchodzisz do baru i prosisz o porcję koktajlu proteinowego. Co więc wypijesz? To, co jest dostępne na siłowni. A co jest tam dostępne? Takie białka, na których właściciel siłowni zarobi najwięcej, czyli takie, które może tanio kupić, ale które nie są zupełnie nieznaną marką. Nigdy nie wypijesz na siłowni wysokiej jakości białka premium, chyba że bardzo rzadko, bo dobrej jakości proszki są drogie, a właściciel nie będzie ich kupować. Nie będzie go obchodzić, czy to, co ma w ofercie, jest dobrej jakości, między innymi dlatego, że ci, którzy będą to pić, wypiją wszystko, co im podadzą pod nazwą koktajlu proteinowego. Oczywiście, że wypiją, bo nie mają o niczym pojęcia, a przede wszystkim nie wiedzą, co byłoby dla nich najlepsze. Do tych nowych klubów fitness chodzą głównie prawdziwi ignoranci, którzy zapisują się tylko dlatego, że karnet na siłownię jest częścią pakietu benefitów. Im jest już wszystko jedno, co dostaną przy barze; bez pytania wypiją cokolwiek, a jedyne pytanie będzie dotyczyć smaku napoju. Reszta się nie liczy. Oparcie biznesu na niewiedzy i naiwności ludzi to ogromny interes, szczególnie w świecie, w którym z drugiej strony nie ma żadnej kontroli, bo wymagałaby ona 10 minut czytania na ten temat, a to przecież nie wchodzi w grę. Dobre będzie to, co najjaśniej się świeci i co najgłośniej wciskają nam do gardła. Który producent jaką metodą wytwarza swoje produkty? Nad czym chcesz pracować? Jakiego rodzaju suplementu potrzebujesz? Jakie procesy wywołuje w tobie białko i czego potrzebujesz, żeby dobrze się wchłaniało i przynosiło ci korzyści? Czy ktokolwiek z osób czytających teraz ten artykuł zna odpowiedzi na te pytania? Oczywiście, że nie, bo teraz też właśnie się zastanawiasz, czy zamówić koktajl o smaku podwójnej czy potrójnej czekolady, może truskawkowy albo o jakimś, kurwa, innym smaku. Wyrzucasz na to dziesiątki tysięcy miesiąc po miesiącu, ale nawet nie wiesz, co ci podają i co pijesz, a w najgorszym wypadku pijesz to już od lat. Oczywiście liczy się smak, a nie zawarta w nim substancja aktywna.   

 

Co sprawia, że odżywka białkowa jest dobra? Jej wartość biologiczna — i na tym polega cała sprawa. Postaram się wyjaśnić to jak najprzystępniej. Wartość biologiczna pokazuje, jaki procent przyswojonej ilości białka zostaje wykorzystany przez organizm, czyli czy skład aminokwasowy spożytego białka jest optymalny do budowy komórek mięśniowych. To najważniejsze, bo właśnie te aminokwasy napędzają cały proces. Ich proporcje i obecność przekładają się na lepszy wygląd, bardziej umięśnioną sylwetkę i wszystkie dodatkowe korzyści, jakie może dać Ci odżywka białkowa, ponieważ bez nich białko nie mogłoby zostać wbudowane w mięśnie. Właśnie tu wychodzi szydło z worka i to w zasadniczy sposób decyduje o skuteczności odżywki białkowej. Na tych liczbach najczęściej się oszukuje, a w większości przypadków nie są one prawdziwe, bo bezczelnie zawyżają wartości podawane na etykietach. Dlatego zlecę badania tych produktów, żeby wreszcie wyszło na jaw to wielkie oszustwo w branży suplementów diety. 

Wartość biologiczna (BV). W przypadku produktów wysokiej jakości wynosi około 85-90%. A teraz zaczynają się przekręty. Niektórzy producenci uzyskują przyjemniejszy smak, dodając do odżywek białkowych cukier i różne węglowodany, co jest jednym z największych świństw, jakie mogą ci zrobić. Wlewając w siebie te węglowodany, nie schudniesz nawet przy najbardziej rygorystycznej diecie, nie mówiąc już o wyrzeźbieniu sylwetki. To podstawowa kwestia, która decyduje o tym, dlaczego dane białko jest do dupy. A potem… Warto mieć świadomość kilku rzeczy. Cholernie ważne jest, gdzie i jak powstaje twoja odżywka białkowa oraz jakie standardy jakości obowiązują przy jej produkcji. Istnieją trzy uznawane na całym świecie systemy jakości — szukaj ich nazw na opakowaniu: HACCP, GMP, ISO. Różnice między producentami są ogromne, podobnie jak między procesami produkcji poszczególnych preparatów. Chyba tobie też nie jest wszystko jedno, czy składniki twojej odżywki białkowej pakistańscy uchodźcy mieszają w balii, czy też wszystko odbywa się metodą opracowaną dla NASA (HACCP). Te kontrole jakości procesów produkcyjnych gwarantują, że żaden składnik nie zostanie pominięty na żadnym etapie produkcji oraz że wszystkie trafią do twojej odżywki białkowej w odpowiedniej jakości i ilości, ZGODNIE Z USTALONYMI ZASADAMI. Podam wam ciekawy przykład dotyczący składników i tego, jaki zajebisty zysk mogą przynieść producentom ograniczenie ilości danego składnika, a nawet jego radykalne zmniejszenie. I uwierzcie, niektórzy z tego korzystają. Wiosną tego roku Marlboro ogłosiło, że zmniejsza zawartość nikotyny we wszystkich swoich wyrobach tytoniowych o 0,1 mg na papierosa. Kolega mówi, że nie rozumie, po co to było, skoro różnicy i tak nie czuć, i ile na tym oszczędzą na jednym papierosie — 0,02 centa? Może nawet tyle nie. No właśnie, idioto — mówię mu — policz, ile miliardów papierosów sprzedają dziennie. Pomnóż to przez 0,2 centa, a wyjdzie ponad 100 milionów dolarów zysku, nawet w ciągu jednego tygodnia. Oszczędność na jednym papierosie jest znikoma i różnicy nawet nie widać, ale przy produkcji masowej można w ten sposób wygenerować niemały, wymierny zysk. Tak samo jest z producentami. Trochę odejmę stąd, trochę stamtąd i możemy spadać na drzewo.

 

Czasy się zmieniają i coś, co kiedyś uważaliśmy za dobre i niezrównane, dziś może być niewarte funta kłaków. Tak stało się z Nokią, którą zmiotły z rynku telefony z Androidem i urządzenia Apple. Podobnie jest z suplementami diety, które w ciągu ostatnich kilku lat przeszły ogromny, nieustanny rozwój. Powstały nowe fabryki, a od czasu eksplozji sportu wyczynowego produkty rozwijane są z wykorzystaniem technologii rodem z kosmosu. Może w 1993 roku Weider był bogiem, ale czasy się zmieniają, więc zrób sobie przysługę i nie przywiązuj się do konkretnego producenta ani produktu. To, co kiedyś było dobre, dziś może być smutnym reliktem minionej epoki - z powodu braku rozwoju albo umacniającej się konkurencji… Na koniec kilka słów o różnicach między substancjami pomocniczymi zawartymi w odżywkach białkowych. Ich znaczenie jest niewiarygodnie niedoceniane, bo aminokwasy zawarte w białkach nie łączą się z rybosomami, a bez tego proces budowy nie zachodzi. Patrzysz teraz jak ryba, co? Powiem prościej i wolniej, żeby nawet Ildikó Lendvai zrozumiała. Kupujesz płytki, które wypatrzyłeś do łazienki. Super, ale ktoś musi je jeszcze położyć. W tym przypadku fachowcem jest substancja pomocnicza, która kładzie płytki, a różnica między fachowcami polega na tym, jak ułożą płytki na ścianie i jak będzie ona wyglądać na końcu. Możesz kupić najdroższy marmur na świecie, ale jeśli przyjdzie jakiś nieudolny kutas i spieprzy całą robotę, wszystko pójdzie na marne. Białko to płytki, a fachowiec dostarczający białko do mięśni to substancja pomocnicza. To najważniejsze podstawy, a teraz przejdźmy do prostych, konkretnych informacji - liczb i danych podanych na etykietach.

1. Kalorie (kcal), 2. białko, 3. węglowodany, 4. tłuszcz, 5. zawartość cukru, 6. obecność witamin.

Obliczyłem wartości dla każdej odżywki białkowej na 30 gramów. Jeśli na etykiecie porcja była większa, przeliczałem ją na 30 g, a następnie obliczałem ilość i proporcje składników. To właśnie te liczby widnieją na opakowaniach. Przy okazji, te produkty zostaną również przebadane w laboratoriach. Wszystkie dane dotyczą jednej porcji, czyli 30 gramów.

W budowie....

Wstecz: Blog