Więcej osiągasz niż inni

Többre viszed, mint mások

Nie minęły jeszcze 2 lata, odkąd zacząłem sprzedawać suplementy diety LifeTILT, a zanim LifeTILT Nutrition skończy 2 lata, zostaną zrealizowane inwestycje na taką skalę, że zaczniemy przygotowywać się do wejścia na rynek międzynarodowy.

(Tylko mówię, że Scitec potrzebował na to 6 lat.)

To, co się dzieje ze mną i LifeTILT, jest nie do pojęcia. Kiedy przypomnę sobie, że w marcu 2011 roku, trzy miesiące po zarejestrowaniu bloga LifeTILT, powiedzieli mi: „to blogowanie jest fajne i w ogóle, ale na Węgrzech nie da się z tego utrzymać, więc poświęcaj temu pisaniu tyle czasu, ile możesz wygospodarować po »normalnej« pracy, żeby na niej nie ucierpiała”. Dobra, pomyślałem, tak będzie, ale ile właściwie można zarobić na popularnym blogu? Zapytałem o to czołowego blogera Indexu, którego blog był wtedy jednym z 3 najczęściej czytanych blogów w kraju.

– No popatrz – zaczął odpowiadać. Jeśli twój blog będzie bardzo popularny, czyli będziesz mieć 25-30 tys. czytelników dziennie, a do tego włączysz reklamy Google na swojej stronie, to może dostaniesz jakieś 5 tys. forintów miesięcznie.

– 5000 forintów miesięcznie?

– Tak. Ale trzeba mieć tak dużo czytelników i utrzymać ich liczbę, co jest niemożliwe. A bez głównej strony Indexu to już w ogóle, zwłaszcza że cię tam nienawidzą jak zarazy. Nigdy się tam nie dostaniesz, choćbyś nie wiem co pisał. Jeśli będziesz miał szczęście, zwróci na ciebie uwagę jakaś większa firma, której profil pasuje do twojego, a jeśli podpiszesz z nią umowę o współpracy i będzie jej się to opłacać w dłuższej perspektywie, to dostaniesz najwyżej jakieś 50 tys. forintów miesięcznie, a może tylko produkty, więc to też żadna kasa.

Ale powiem ci jeszcze coś, żebyś zobaczył, jak niewiele pieniędzy jest w blogowaniu. Mnie wydawnictwo xy zaprosiło do napisania książki. Napisałem ją, wydali ją, sprzedała się w 6000 egzemplarzy. Wiesz, ile dostałem za sprzedane 6000 egzemplarzy, skoro jedna książka kosztowała 3990 forintów?

– Ile? – pytam.

– 400 tys. forintów, stary. Pomnóż 6000×4000 forintów (24 miliony) i ja dostałem z tego 400 tys. Od 5 lat prowadzę bloga, regularnie miałem po 15 tys. odwiedzin dziennie i tyle. Jednorazowo 400 tys. forintów. Ty dopiero zaczynasz, napisałeś kilka dobrych artykułów, ale na twoim miejscu nie planowałbym utrzymywać się z tego. Ja nawet nie jestem w stanie opłacić rachunków za internet z blogowania. To Węgry, to nie kraj nieograniczonych możliwości. Jest nim kraj oddalony o 8000 kilometrów i nazywa się Ameryka. Tam mógłbyś na tym zarobić, u nas nie. Nie masz na to żadnych szans.

Ez a beszélgetés 2011 márciusában történt, és akkor elraktároztam magamban. Nem azért, mert valaki ezt mondta nekem, hanem mert a blogszféra egyik kiemelkedő tagja mondta. Ha pedig ő ezt mondja, akkor biztosan így is van. A szavainak az élet adott súlyt: ha körülnézünk, alig találunk olyan személyt, aki úgy épített üzleti vállalkozást a blogjából, hogy közben ne függjön egyetlen nagy cégtől sem.

Van pár tehetséges blogger, például Molnár Dorka, de ő is csak egy olvasott blogger, semmi több, és ez idehaza, a bloggerszférában már sikernek számít. Vagy Csernák Zsuzsi, a volt barátnőm, aki a Livin Pretty beauty blogot vezette. Messze ő volt a legolvasottabb szépségblogger, amire olyan cégek is felfigyeltek, mint a MAC meg a fene tudja, még milyen más cégek, és együttműködési megállapodást kötöttek vele. Tudjátok, mi volt a hatalmas üzleti ajánlatuk? Küldtek neki ingyen termékeket, hogy Zsuzsi használja őket, és írjon róluk. Na, ez. De a legjobb egy webáruház volt. Linkeket akart elhelyezni Zsuzsi blogján, cserébe 4000!!! azaz négyezer forintot akartak adni. Tudom, vele voltam akkoriban, végigasszisztáltam ezeket a remek üzleti ajánlatokat. Röhejes. Ez megy itthon, ez a piti szarakodás.

Mostanra már kismillió személyi edző csinált magának Facebook-oldalt. Nem blogot, ahová értékes tartalmakat kellene írni, bejegyzésenként 6-8 munkaórát belefektetve, hanem Facebook-oldalt, ahová ki lehet tolni a képeket, az életbölcsességeket, meg néha valami ötmondatos, szakmainak tűnő baromságot. Ők nem a világot akarják megváltani vagy valódi segítséget nyújtani, hanem csak 2-3, jó esetben 8-10 emberrel növelni a vendégeik számát. Ez az ő nagy álmuk, aztán csodálkoznak, ha 10 év múlva is ugyanúgy ott dolgoznak a termekben, mint most vagy 5 évvel ezelőtt.

Z LifeTILT-em megmutattam az utat: nem a fillérbaszó nagy cégekkel való együttműködés jelenti a legtöbbet, amit ki lehet hozni egy blogírásból, hanem az, hogy ha megfelelő mennyiségű munkát, időt, energiát és kreativitást tudunk felmutatni, és más úton indulunk el, mint azok, akik előttünk semmit sem értek el, akkor van fejlődési potenciál. De persze csak akkor, ha a tartalom rendben van, maga a téma piacképes, és van még piaci rés.

Oprócz mnie swoją markę zbudowali Dancsó Peti i Oravecz Nóri. Każde z nas robi co innego, ale robiliśmy to inaczej niż pozostali. Nie sprzedaliśmy się, gdy pojawiły się pierwsze sukcesy, nie podporządkowaliśmy się nikomu, tylko stworzyliśmy własną społeczność i, niezależnie od sytuacji rynkowej, zbudowaliśmy na niej swoje źródło utrzymania.

Można się z nas nabijać, obrzucać nas błotem, uznawać za bezwartościowych i wszędzie obgadywać, jacy to jesteśmy antypatycznymi skurwielami i tak dalej, ale jednak nam się udało, od zera zbudowaliśmy coś własnego. Podejmowaliśmy decyzje i wierzyliśmy w siebie, wierzyliśmy w to, co robimy, i co nie mniej ważne, lubimy to, co robimy. Gdybym jako osoba z zewnątrz czytał LifeTILT, uczyłbym się od autora i stosowałbym się do rad, które tu zamieszcza, niezależnie od tego, co o nim myślę ani czy zgadzam się z tym, co od niego czytam. Bo mogę się z nim nie zgadzać, ale coś jednak robi dobrze, ma dobre podejście do życia, decyzji biznesowych i zależności między nimi. Bo decyduje rynek. Zawsze decyduje rynek, a on nie pierdoli się w tańcu. Jeśli coś jest słabe albo nie ma szans na przetrwanie, dobija to i zmiata z powierzchni ziemi. Rynek uznał jednak, że LifeTILT ma rację bytu, a co więcej, rozwija się w błyskawicznym tempie. Nie ma żadnego znaczenia, co kto o mnie czy o nas myśli. Coś osiągnęliśmy, a o sukcesie człowieka świadczą pozostawiony przez niego dorobek i osiągnięte przez niego wyniki.

Cztery lata temu powiedziano mi, że z blogowania nie zarobię nawet na rachunki za media, a teraz mam firmę sprzedającą suplementy i dostarczającą jedzenie, które stale się rozwijają i poszerzają ofertę. LifeTILT FOOD już za kilka dni wprowadzi do oferty menu bez laktozy i glutenu, a menu wegetariańskie jest już w przygotowaniu. Jeśli zaś chodzi o suplementy LifeTILT, czeka je naprawdę ogromny rozwój i poszerzenie oferty o nowe produkty.

W kilku zdaniach opiszę, czego można się spodziewać od kwietnia 2015 roku.

Obecnie mam już białko serwatkowe w 11 smakach, a od kwietnia będzie ich 17. Wycofam z oferty 4 najsłabiej sprzedające się smaki i wprowadzę na rynek 9 nowych.
Nowe smaki: migdał ze śmietanką, biała czekolada, tiramisu, stracciatella, szarlotka, malinowy krem ze śmietanką, orzech włoski z rumem, czekolada miętowa i smak naturalny. Powróci też smak Stevia w 3 wariantach.

2. Pojawią się białko ryżowe, białko jajeczne, białko wołowe oraz specjalne białko, idealne do smażenia naleśników, o wyjątkowo wysokiej zawartości białka.

3. Izolaty wzbogacą się o dwa smaki, a micellar casein o kolejny.

4. Pojawią się Pyruvat PRO w opakowaniach po 90 i 120 sztuk oraz 4 nowe spalacze tłuszczu.

5. Oferta suplementów diety powiększy się o 10 produktów, ale nie chcę zdradzać wszystkich niespodzianek.

Nie napisałem tego jednak tylko po to, żeby się popisać, ale żebyście zobaczyli, że wszystko jest możliwe. Nie ma znaczenia, kto i co wam mówi o tym, jak realne są rzeczy, w które wierzycie, co inni sądzą o waszych planach ani jakie są warunki rynkowe. Cztery lata temu mówiono mi, że z tego „lajftiltu czy jak mu tam” nie da się wyciągnąć więcej niż 5000 forintów. W 2012 roku mówiono mi, że jestem szalony, bo zostawiłem pracę zapewniającą pewne źródło utrzymania dla niepewnej, która wtedy nie przynosiła jeszcze żadnych dochodów, choć ani przez chwilę nie wątpiłem, czy podjąłem dobrą decyzję. Musiałem zdecydować: Vodafone czy LifeTILT. Nie dało się już dłużej robić obu rzeczy naraz, po prostu doba jest na to za krótka. Musiałem zdecydować i podążyłem za marzeniami, wiedząc, że dokonuję właściwego wyboru. Żadne okoliczności nigdy nie miały znaczenia, nawet gdy miałem w kieszeni 700 forintów i ani grosza więcej. To nie miało znaczenia, bo wiedziałem, że coś buduję i że prędzej czy później się to opłaci. Zatkałem uszy, zamknąłem oczy i działałem. Po prostu działałem.

Nie jestem wzorem do naśladowania, nigdy się za takiego nie uważałem, nie jestem nim i nie chcę nim być. Ale chcę być przykładem, który warto naśladować. Robić rzeczy i myśleć inaczej niż inni. Na tym polega sekret. Ta droga nie jest łatwa, bo choć każdy jest niezadowolony i chce zmian, to gdy ktoś naprawdę coś zmienia, społeczeństwo patrzy na niego krzywo. Uważają go za wariata, buntownika, bo nie prowadzi życia, jakiego oczekuje od niego pospólstwo, wielki tłum. Ludzie boją się zmian, są przywiązani do tego, co znają, bo to, co znane, przynajmniej daje poczucie bezpieczeństwa. Choćby było do dupy, ale przynajmniej jest bezpiecznie. Trzeba zapomnieć o takim sposobie myślenia, a wtedy może uda ci się zajść dalej niż innym. Będziesz mieć mniej przyjaciół, ale zajdziesz dalej niż inni.

Wstecz: Blog