Po zmianach
W grudniu ubiegłego roku obiecałem, że przed styczniowym startem oczyścimy dania LifeTILT FOOD i odnowimy je zarówno pod względem ludzkim, jak i zawodowym, tak żeby 12 stycznia 2015 roku każdy mógł zamówić naprawdę zdrowe posiłki sprzyjające kształtowaniu sylwetki pod swoje drzwi albo do pracy.
Zamiast wymieniać, jakim zmianom uległy dania FOOD, umieszczam tu e-mail, który wysłałem pozostałym, z proponowanymi przeze mnie niezbędnymi zmianami. Napisałem w nim również, że albo jesteśmy w stanie trzymać się kryteriów, które uważam za ważne, albo dajmy sobie z tym wszystkim spokój, bo wolę stracić kilka milionów forintów, ale potrawy i składniki muszą być doskonałe.
Czyli bez zmian w już wspomnianym e-mailu, tak jak wtedy napisałem.
„Podsumowując to, co do tej pory omówiliśmy.
- Całkowita dzienna podaż kalorii MUSI wynosić od 1300 do 1650 kalorii. Dopuszczalne są niewielkie odchylenia, ale nie mogą przekraczać 5% ani w górę, ani w dół. Czyli nie może być 1700 ani 1850, tylko od 1300 do 1650. To cholernie ważne. Ustalanie porcji, wielkości mięsa, ilości dodatków i ogólnie wszystkiego musi uwzględniać te wartości. Trzymajmy się podanego zakresu kalorii.
Na ostatni posiłek każdego dnia wszyscy będą spożywać białko LifeTILT o wartości 112 kalorii. W dni, w których kalorii będzie mniej, będą mieszać białko nie z wodą, lecz z mlekiem 1,5%, ale o tym też ich poinformuję. A więc kaloryczność pozostałych 4 posiłków trzeba ustalić tak, żeby po dodaniu 112 kalorii z wieczornego białka nadal mieścić się w podanym wyżej zakresie kalorii. Jeśli ta część jest niezrozumiała, dajcie znać, ale myślę, że jednak jest jasna.
- Gabi wspomniał, że będzie pakowanie próżniowe i nie będziecie musieli pieprzyć się z owijaniem folią, co jest naprawdę świetne. Podeślijcie proszę więcej informacji, dlaczego to jest dobre dla ludzi. Jedzenie dłużej zachowuje świeżość, to jasne, ale o ile dłużej? Wiem coś o 3-4 dniach, ale dobrze byłoby wiedzieć dokładnie.
- Pojawiło się jakieś rozporządzenie, że na jedzeniu musimy podawać kilka informacji. Sprawdźcie dokładnie, o co chodzi, i koniecznie to zróbmy. Mamy na to 27 dni. Nie chcę, żeby pieprzony Nébih ani inne pojebane instytucje się nas z tego powodu czepiały, a kobiety też mają totalnego bzika na punkcie węglowodanów, białka i dokładnych wartości kalorycznych. No to umieśćmy te informacje, niech sobie liczą, jeśli chcą.
- Sery zawsze muszą mieć mniej niż 15% tłuszczu. Trzeba by się dogadać z producentami sera Óvári, żeby dali jakąś zajebistą cenę, a poza tym mają świetny chudy ser. Nawet jeśli się z nimi nie dogadamy, chudy ser i tak jest konieczny. Nie może być półtłusty ani prawie taki jak chudy.
- Szynka z piersi kurczaka lub indyka, o zawartości mięsa powyżej 90%. Mówiłem już Kriszti tysiąc razy, żebyśmy jakoś dogadali się z dostawcami Aldiego. Wiem, że mają nas gdzieś, bo to dla nich żaden interes, ale warto chociaż spróbować. Pójdziemy tam, załatwimy to z Zsófi, tylko jakoś musielibyśmy się dostać do środka.

- Chleb żytni ma być naprawdę żytni, a nie barwiony biały chleb, ani 50-procentowy żytni czy „z dodatkiem żyta” i inne takie bzdury. W sumie do tej pory nie było z tym problemu, ale pomyślałem, że i tak napiszę.
- Margaryna może zostać, bo po prostu nie ma nic innego. Jeśli będą się o nią czepiać, to będziemy wszystko robić na maśle, a oni będą mogli sobie narzekać na 4000 dziennie. Wtedy od razu przestanie to być takie ważne.
- Owoce. Niech będą sezonowe. To jeszcze omówimy, bo cukier owocowy rozwala całą dietę, więc musimy jeszcze o tym porozmawiać. Powiedziałem Zsófi, żeby dokładnie to sprawdziła.
- Krem twarogowy LifeTILT jest dobry taki, jaki jest. (Współpraca z dostawcami Aldiego, mają twaróg 0,1%, kremowy i w ogóle.)
- Nie słodźmy żadnej zup, tak jak do tej pory. Używajmy słodzika. Jasne, najbardziej ucieszyłaby mnie stewia, ale nie możemy aż tak podnosić cen, bo i tak będzie lament. Ja mam stewię, więc zobaczymy, co da się w tej sprawie zrobić.
- Tam, gdzie trzeba, używajmy mleka kokosowego, ryżowego lub migdałowego.
- Wieprzowinę trzeba wywalić w cholerę i ostatecznie zdecydowaliśmy z Kriszti, że schab też odpada. Wiem, że jest dobry, ale ci wszyscy mądrale się do niego przyczepią. Udka z kurczaka też muszą odpaść, chyba że będą bez kości i skóry.
- Te rodzaje mięsa mogą być: filet z piersi kurczaka, filet z piersi indyka, młoda kura. Koniecznie chciałbym też królika, ale później sprawdzimy, jak da się go uwzględnić.

- Sum afrykański, morszczuk, tuńczyk, ewentualnie tilapia, ale to jeszcze omówimy. Żadnych tłustych ryb rzecznych ani podobnych idiotycznych wynalazków.
- Nie może być lekkiego majonezu ani ketchupu, a użycie soli trzeba ograniczyć do absolutnego minimum. Musztarda może być, najlepiej dijon, ale nie upieram się przy tym.
- Zwykły makaron zdecydowanie odpada. Makaron z pszenicy durum jak najbardziej.
- Wyrzućmy dziki ryż do diabła, a także brązowy. Po prostu nie jest smaczny, jest twardy i sprawia tyle problemów, że moim zdaniem nie powinniśmy go do niczego dodawać. Zwykły ryż też odstawmy, podstawowym ryżem niech będzie ryż jaśminowy. Gryka, amarantus, ewentualnie quinoa. A skoro o quinoa mowa: znaleźliśmy ją po 3 dolary za kilo, tyle że trzeba zamówić 10 ton. LOL. Nie odrzucajmy tej możliwości, bo moglibyśmy wykorzystać ją nie tylko w FOOD. Moglibyśmy też ją sprzedawać, ale tak tylko rzuciłem.
- Sałatki zawsze mieszamy z kefirem i octem balsamicznym.
- Żadnego jogurtu. Nigdzie nie może go być.
- Dodatki skrobiowe należy zmniejszyć o 30%. Nie zmieniajmy wagi mięsa.
- Nie możemy używać Vegety do przyprawiania żadnego dania.
To najważniejsze. Dopilnujmy tego, a resztą zajmiemy się po drodze. Nikt nie ma nic mówić o podwyżce cen, ja się tym zajmę. I powiedzcie Zsófi, żeby, jeśli to możliwe, spróbowała nie odpowiadać na e-maile dopiero po, kurwa, 5 godzinach.
Jak widać z listy, wprowadziliśmy istotne zmiany. A jeśli chodzi o ceny, postaram się wyrazić to jak najprościej. Znacznie poprawiliśmy jakość potraw, składników i dodatków. Dlatego podnieśliśmy ceny.
I jeszcze jedno.
Ceny obejmują również
podatek dochodowy,
podatek dochodowy od osób fizycznych,
składkę pracodawcy,
podatek od towarów i usług,
składkę emerytalną,
składkę zdrowotną,
podatek od działalności gospodarczej,
składkę pracowniczą,
podatek dochodowy od osób prawnych,
koszty paliwa kurierów
podatek akcyzowy,
podatek od odsetek,
składkę na ubezpieczenie społeczne,
opłatę za kanalizację,
wynagrodzenie za pracę,
opłatę za telefon,
koszty reklamy,
podatek ekologiczny,
koszty amortyzacji,
opłatę za wywóz śmieci,
rachunek za prąd,
rachunek za gaz,
koszty bankowe,
wynagrodzenie księgowego i pracowników oraz, kurwa, cholera wie, jaki jeszcze podatek.
Tak, to są dziś Węgry. A największy żart polega na tym, że spokojnie pominąłem 4-5 takich podatków, składek i kosztów, które pewnie nawet nie przyszły mi teraz do głowy. Więc jeśli ktoś mi po tym wszystkim powie, że LifeTILT FOOD jest drogie, to powiem: za 2500 forintów dziennie jecie pięć razy dziennie wysokiej jakości posiłki, przy takich kosztach. Naprawdę jesteśmy drodzy? Raczej jesteśmy, kurwa, zajebiście wielkimi kozakami, że oferujemy tak dobre żarcie w tej cenie.
