Koniec

Vége

89. dzień 81.90 kg                                0. dzień 96,30 kg

163,211 km biegania, 33 treningi siłowe - 14,40 kg w 89 dni

W tym tygodniu dla wielu osób wiele rzeczy dobiegło końca. W moim przypadku konkretnie program treningowy, a w przypadku Bin Ladena całe życie, więc chyba zdecydowanie lepiej na tym wyszedłem, mimo że pierwsza twarz kampanii rządu Busha potrafiła przez lata koczować w systemie jaskiń, siedząc na milionach dolarów. Rejestrując bloga, planowałem, że strona będzie działać do momentu, aż skończę program treningowy, czyli przez 64 dni. Z 64 dni zrobiło się 89, a teraz jesteśmy w takim miejscu, że nawet gdybym chciał, nie mógłbym zamknąć bloga, bo podpisałem umowę, że do 31 sierpnia muszę utrzymywać przy życiu najnowsze centrum fitnesowego stylu życia,  LifeTiLtet. Blog od tamtej pory rozrósł się i nie widać tego tylko w statystykach odwiedzin, bo strona nie ma jeszcze 4 miesięcy, a zamiast początkowych 20-50 czytelników Google Analytics odnotowuje teraz stale 6-800 czytelników dziennie, a wszystko to bez obecności na stronie głównej Indexu. Zanim jednak ktokolwiek pomyśli, że ten wpis będzie o tym, jaki to ze mnie król i jak dobrze potrafię sobie zrobić laskę, uspokoję was: tak właśnie będzie, więc przejdę do rzeczy.  

Przez 3 miesiące przebiegłem tyle, że mógłbym 4 razy pokonać dystans maratonu, albo, jeśli wolisz, odległość z Budapesztu do Segedynu, ale to nic w porównaniu z codziennymi wyrzeczeniami i treningami. Samokontrola, siła woli, wytrwałość — nie wiem, czy te słowa komuś coś mówią, ale przez ostatnie 12 tygodni udało mi się nawiązać z nimi bliższą relację. Ten program nie był przyjemny, ale za to był trudny, wyczerpujący, a czasami wręcz gówniany. Nie raz przyszło mi do głowy, żeby się poddać, ale blog właściwie nigdy mi na to nie pozwolił, więc mogę wszystkim tylko doradzić, żeby prowadzili dziennik albo pisali bloga.  Pokażcie twarz, nie uciekajcie w minimalny świat anonimowości, dzięki temu pomożecie sobie nie rezygnować, bo jeśli mimo to się poddacie, to naprawdę  nie ma o czym mówić i ustąpcie miejsca komuś, kto na nie zasługuje. Wyznaczcie sobie cel, nadajcie sens swojemu programowi. Może to być zdobycie dziewczyny/chłopaka, zajebisty wygląd, żeby utrzeć nosa byłym, albo po prostu nowe życie w lepszym ciele. Nieważne co — najważniejsze, żebyście potrafili się tym ekscytować i żeby motywowało was do dalszych treningów.

Ale nigdy nie zapominajcie o jednej rzeczy. Każdy osiągnie dzięki treningom tyle i uzyska takie wyniki, na jakie stać go również w życiu. Czyli jeśli się poddasz, zabraknie ci sił, nie będziesz walczyć, nie zaciśniesz zębów i nie pójdziesz dalej, to w życiu też niczego, kurwa, nie osiągniesz, bo tam również nie będziesz walczyć i też poddasz się przy pierwszej napotkanej przeszkodzie. Podczas treningów będziecie napotykać mury i na początku każdy z nich będzie cholernie wysoki, ale przez każdy da się przeskoczyć, jeśli nie jesteście ludźmi bez charakteru. Kiedyś napisałem, że zajmuję się tylko ludźmi, którzy mają w sobie to coś. Jak na razie wygląda na to, że Petra i Dani to mają, ale jeśli się poddadzą, to nie tylko zjadę ich tutaj na blogu, ale też przekreślę ich na całe życie, bo nie potrafię zajmować się przeciętnymi, nieistotnymi ludźmi. Mam wielką nadzieję, że wiedzą o tym również ci, którzy do mnie piszą, prosząc, żebym pomógł im w realizacji programu i zajął się nimi.  

Przejście przez trwający kilka miesięcy program treningowy połączony z dietą wymaga czegoś więcej niż wyznaczonego celu i motywacji, bo nadejdzie taki moment, i to nie raz, kiedy poczujesz, że dalej już się nie da i po prostu nie masz siły. Kiedy dotrzesz do tego momentu i będziesz już naprawdę umierać, ale tak naprawdę, i poczujesz, że zaczyna ci się robić niedobrze, po prostu idź dalej. Niczym się nie przejmuj, tylko IDŹ DALEJ, bo to właśnie takie chwile cię wzmacniają, to one dodają ci charakteru i pozwalają iść dalej, wzmacniając cię nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Dopóki zatrzymujecie się w takich momentach, nie ma o czym mówić. Kto nie potrafi przezwyciężyć takich chwil — a tu już wcale nie mówię tylko o treningach — niech pieprzy kozę i śmiało uważa się za słabego, przegranego człowieka.

Nie bardzo wiem, kiedy i gdzie dokładnie ten wpis zszedł na złą drogę, ale nie będę przecież myślał, że sama koszula odróżnia mnie od zarozumiałej małpy, więc jedźmy dalej. Niestety taki program treningowy to nie tylko cholernie ciężka harówka podczas treningów i posiłków, ale też przez całą dobę. Bo kiedy akurat nie męczysz się na siłowni albo podczas biegu po szóstym kilometrze, dopada cię życie ze swoimi przeszkodami.  Rodzina jest najgorsza, potem jest miasto z jego niejadalnym jedzeniem, zazdrosny mąż, kumpel pedał, albo weekendy z kumplami, kiedy wpadają, zamawiają dwie pizze XXL z Theo Papától, a gdy zaczynają nalewać trzecią colę z Bacardi, ja idę do kuchni i robię sobie koktajl proteinowy. Albo urodziny Ádiki w Trófea, gdzie zjadłem grillowaną pierś z kurczaka z sałatą, a zamiast tortu przywaliłem Dave’owi w plecy, żeby chociaż on też trochę pocierpiał, nie tylko ja. Kiedy inni upijali się do nieprzytomności, poprosiłem przy barze o jeszcze jedną wodę niegazowaną. O randkach i weekendowych rodzinnych obiadach nawet nie wspomnę. Było ciężko? Po drugim tygodniu już nie. Było warto? Każda minuta.

Koniec. Teraz odpoczywam przez dwa tygodnie i chyba zamówię pizzę. Mój następny program zacznie się 15 maja i będzie poświęcony budowaniu masy oraz imponującej muskulatury. Do tego czasu kilka razy pójdę pobiegać, ale zasadniczo poza laskami nie planuję żadnych wyczerpujących treningów. Trochę odpuszczę też tę dietę, żeby poczuć, że żyję. A więc za dwa tygodnie zacznę drugi program z nowym planem treningowym i dietą. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będę go również dokumentować. Jeśli chodzi o Summerproject  przesłuchania dobiegły końca, a światła castingu zgasły. Pierwszego czerwca rusza więc show z jakimś dwudziesto-... kurwa, nie mam pojęcia, ile on ma lat, dzieciakiem-ratownikiem. W grudniu zacznę pisać książkę LifeTiLt, w której opiszę to, o czym nie chcę teraz mówić w związku z wyborem, ale na razie nie będę srał do własnego gniazda, jeśli nie masz nic przeciwko. 

Każdy, kto śledził moją przemianę, powinien przynajmniej sam zacząć ćwiczyć, jeśli jeszcze tego nie zrobił. Mam nadzieję, że blog osiągnął cel, który wyznaczyłem sobie na początku, i pozytywnie zmienił życie choć jednej osoby.

Co jest ze mną? Nic. Na przykład teraz, kurwa, jestem głodny… 

Wstecz: Blog