STANOWISKA ZACHODNIOBAŁKAŃSKIE

WEST-BALKÁNI ÁLLAPOTOK

Trudno mi teraz pisać o czymkolwiek. Tragedia w West-Balkánie poruszyła mnie i całkowicie mną wstrząsnęła. Jakoś tym razem jest inaczej, tym razem, kurwa, chodzi o nas.

 

 

O nas, którzy co tydzień wychodzimy w noc. Bezsensowna śmierć trzech nastoletnich dziewczyn… To po prostu nie mieści się w głowie.

Wiemy doskonale, kto jest odpowiedzialny. Ich odpowiedzialność jest bezsporna. Sprzedano 2881 opasek w miejscu, którego maksymalna pojemność, nawet przy bardzo hojnych szacunkach, wynosi 1500 osób.

To, co wydarzyło się w West-Balkánie, jest bezpośrednim skutkiem nieodpowiedzialności, pogoni za zyskiem i łamania zasad bezpieczeństwa.

Przestrzeganie limitu osób i zapewnienie dróg ewakuacyjnych powinny być podstawowym punktem wyjścia przy organizacji takiej imprezy. Nie wspominając już o tym, co by było, gdyby w lokalu wybuchł pożar. Dopiero teraz czytam, że z powodu kombinowania ze strony zarządcy nigdy nie sporządzono opinii straży pożarnej dotyczącej tego miejsca!!! Oczywiście mieli w dupie wszystkie środki bezpieczeństwa. Bo kto ma czas troszczyć się o bezpieczeństwo kilku tysięcy nastolatków i dwudziestolatków, skoro opaski schodzą tysiącami, po tysiąc forintów za sztukę.

Nic dziwnego, przerzucanie gówna już zaczęło się przed południowym biciem dzwonów.

Według oświadczenia podpisanego „Zespół Noise Night Life” pracownicy West-Balkánu odpowiadali za „wpuszczanie gości, kontrolowanie liczby osób, zapewnienie bezpieczeństwa gościom oraz nieustanne utrzymywanie porządku zarówno wewnątrz budynku, jak i przed nim”.

W niedzielę West Balkán Kft. wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że wynajęła lokal NNL za stałą cenę, a więc nie miała interesu w sprzedaży biletów. Sprzedażą biletów i kontrolą liczby osób zajmował się Noise Night Life.

Żałosne.

Chciałbym przekazać członkom zespołów Noise Night Life i West Balkán Kft., którzy brali udział w organizacji – a którzy zresztą przygotowują takie imprezy zaledwie przez kilka tygodni – żeby, póki dowodzą, jak bardzo nie ponoszą za nic winy, obejrzeli sobie ten film. Najlepiej z komendy policji w VI dzielnicy.

Bo gdybym urządzał domówkę, następnego dnia to ja brałbym odpowiedzialność przed sąsiadami. Kto organizuje, ten odpowiada. Sprawa jest jasna. Oba zespoły zawiniły, obie strony ponoszą odpowiedzialność. I dlatego wczoraj w nocy musiały umrzeć trzy dziewczyny.

Teraz oczywiście wszyscy się tam pojawili. Od Hassay Zsófii, przez Tótha Tamása, po Sándora Pintéra. Każdy urząd aż przebiera palcami nad klawiaturą i rzuca się do mikrofonów. Aż wrze od podejmowanych działań. Uznają za ważne, żeby wygłosić jakieś potężne bzdury. Zezwolenia, bezpieczeństwo i przepisy, wiadomo. Jasne. Bo do tej pory jakoś ta machina nie działała. Jakoś wcześniej nie było ważne, żeby sprawdzać dokumenty albo wydawać zezwolenia. Bo w tym pieprzonym kraju ludzie muszą zginąć, żeby wyszły na jaw znane wszystkim przekręty, zaniedbania i kompletne olewanie przepisów.

„W związku z tragicznym wypadkiem w dyskotece, do którego doszło w nocy z soboty na niedzielę, kierownictwo samorządu i urzędu burmistrza, z udziałem przedstawicieli lokalnej komendy policji, odbyło naradę przed południem 16 stycznia 2011 roku”.

Aha. Dziękujemy. A gdzie, do cholery, były te władze, kiedy West Balkán, unikając ciągłych naruszeń przepisów i sfałszowanych kontroli bezpieczeństwa, przez całe miesiące beztrosko prowadził lokal, nie mając żadnych zezwoleń na organizowanie imprez masowych? Maksymalnie 300 osób, do 22.00. Wypierdalać.

A żeby dalej ciągnąć wątek tej nieudolności, oto komunikat władz. Mówię serio, zaraz się rozpłaczę. Niesamowite, co się dzieje w tym kraju.

„Operator powinien był - poza wspomnianymi wcześniej wymogami - zgłosić co najmniej pięć dni wcześniej zamiar zorganizowania tak dużej imprezy. Takie zgłoszenie nie wpłynęło jednak ani do urzędu burmistrza, ani na policję, dlatego oficjalne organy nie miały żadnej wiedzy o tym wydarzeniu”.

Rozumiecie. Czyli imprezy nie zgłosił ani Noise, ani West Balkán, ani żadnej z pozostałych, które zresztą od około 3-4, a kto wie, ilu miesięcy odbywają się nielegalnie. Naprawdę uważają nas za aż takich idiotów? Po pierwsze, takie imprezy są promowane jak cholera. Facebook (tak, zdjęli imprezę z 15 stycznia), plakaty, portale muzyczne. Ale, na Boga, mówimy o placu Nyugati, najbardziej ruchliwym węźle komunikacyjnym w Budapeszcie. Chyba ktoś zauważy, że przed znanym zresztą klubem co tydzień, 2-3 razy, zbiera się tłum, niezależnie od tego, czy impreza jest zgłoszona, czy nie. A o imprezie dla kierowców ciężarówek i kurw nawet nie wspomnę, tam plac był dosłownie pełen ludzi. Żałosne. Nie ma słów, jakie to żałosne.

Oczywiście teraz ruszy lawina gówna. Wzorcowa kara, proces ustanawiający precedens, kontrola pozostałych lokali rozrywkowych, weryfikacja pozwoleń. Jasne, jasne, wieczne życie i darmowa amunicja. Mam totalnie w dupie, jaką karę dostaną Kecskés Tomika i reszta małp (oczywiście żadnej). Minie kilka dni i wszystko ucichnie. Ale te trzy dziewczynki nie żyją. No i co teraz z tym zrobimy? Nie chcę grać na emocjach, ale 15 stycznia zrujnowano życie trzech rodzin, a Noise i West Balkán pociągnęły za spust. Zupełnie nieważne, które z nich. Ale muszą odpowiedzieć za swoje czyny. 

Czuję bezsilną wściekłość i, jak już wspomniałem, to dotyczy także nas. Ile miejsc mam wymienić od ręki, w których coś takiego może się powtórzyć w każdej chwili? Kojarzycie piwnice Süss fel nap albo Morrison’s 2? Imprezy Stúdió dla 6000 osób? Ciekaw jestem, ile jest tam wyjść ewakuacyjnych, gdyby wydarzyło się coś podobnego. Czy coś wam mówi kierowanie ludzi na festiwalach do namiotu między metalowymi barierkami o szerokości 1,5 metra?

Ale nie łudźmy się nawet przez chwilę, że cokolwiek się zmieni. Bo dopóki starczy opasek, atramentu do pieczątek i wydrukowanych biletów, dopóty każdy bilet zostanie sprzedany. A jeśli się da, to i później, nie miejmy co do tego wątpliwości. Bo kompletnie mają w dupie, ile osób jest w środku. Albo że od godziny nie ma już miejsca nawet w szatni. Brak powietrza? Nieważne. Napór tłumu? Wytrzymają. Może wybuchnąć pożar? Żaden problem. W końcu w środku jara papierosy kilkaset osób.

„Operator lokalu rozrywkowego od zeszłej wiosny kilkakrotnie występował o wpis do rejestru, po czym wycofywał te wnioski, zanim zakończyły się kontrole urzędowe”.

Night Noise i West Balkán przekroczyły punkt krytyczny. Teraz w żałosnych oświadczeniach próbują wyjaśniać niewytłumaczalne. Można nie przestrzegać przepisów, kombinować przy rejestracji, śmiać się z zasad bezpieczeństwa, ale jednej rzeczy nie wolno. Po takiej tragedii, mając tego wszystkiego świadomość, uchylać się od odpowiedzialności i zrzucać winę na innych. Naprawdę mam nadzieję, że policja, prokuratura i wszystkie odpowiedzialne instytucje są tego samego zdania i zdają sobie z tego sprawę. Bo jeśli nie, sami wydamy wyrok.

Spoczywajcie w pokoju, dzieci.  

Wstecz: Blog